"Bajki do opowiedzenia"
antologia "Rozstaje", Śląski Klub Fantastyki 2019
Fragment:
"Słońce przeświecało przez korony drzew i kładło się na trawie mozaiką świateł i cieni. Ojciec Kasjan patrzył na nią i próbował docenić jej piękno. Zachwycić się nią i wyciągnąć z tego zachwytu spokój ducha, który pomógłby przełamać opór mięśni twarzy zastygłych w pozbawioną wyrazu maskę.
Raz jeszcze się uśmiechnął, ale czuł, że jeden kącik ust uniósł się bardziej niż drugi, mięśnie drżały i musiał zaciskać zęby, aby te nie uderzały o siebie. To był brzydki grymas, ale na nic lepszego nie było go stać. Powoli, bardziej ze strachem niż powagą, sięgnął do pulpitu i dotknął jedynej widocznej na nim ikony. Sekunda opóźnienia trwała dla niego o wiele dłużej, ale w końcu stara maszyna kremacyjna ruszyła i z ukrytych głośników popłynęła spokojna, podniosła muzyka. Trwała osiem minut i dwadzieścia jeden sekund – policzył to kiedyś – ale tym razem miał wrażenie, że skończyła się o wiele za szybko. Cisza spadła na niego i zacisnęła mu się na gardle. Powinien był się odwrócić i wdać w rozmowę z żałobnikami. Pocieszać ich i wspominać razem z nimi, a zamiast tego wpatrywał się w ekran. Powoli wskazanie temperatury malało, aż w końcu zrównała się ona z otoczeniem, a on patrzył dalej. Nie zareagował, gdy maszyna zapytała, czy zamierza kontynuować, tylko dalej wpatrywał się w ekran aż ten w końcu zgasł i nie było już nawet na co patrzeć – czym grać na zwłokę.
Odwrócił się i spojrzał na puste ławki.
Nie było kogo pocieszać.
Nie było z kim wspominać.
Tylko on przyszedł na pogrzeb Szymona.
Nikt inny przyjść nie mógł, bo oto ojciec Kasjan pochował przedostatniego mieszkańca Zamkniętej Konstelacji Kardelany."

Przeczytaj:
Darmowy e-book do pobrania ze strony Sekcji Literackiej Logrus
Wersja papierowa do kupienia przez stronę Sekcji


"Nieprzezroczyści"
Fenix Antologia 5 (1/2019)
Fragment:
„Nie tylko praca fizyczna dla biologicznych! – widniało na samej górze; gorzej z tą ulotką trafić nie mogli. Obejrzała się przez ramię, ale oczywiście nie dostrzegła już młodej buntowniczki, a jedynie ludzi tak jak ona zmierzających na stację. Była pewna, że spośród nich może jeden procent zajmował się czymś, co równie dobrze mogłyby wykonywać bezcielesne col. Szanse zaczepienia tu kogoś, kto nie pracował fizycznie, były minimalne, a jednak dziewczynie się to udało. Z nieba spadły pierwsze krople deszczu. Uderzyły o chodnik, poznaczyły go ciemnymi plamami, a ludzie jak na komendę przyspieszyli kroku. Żanna podążyła za nimi. W pociągu wcisnęła się w swój ulubiony kąt i oparła głowę o chłodną szybę. Siedzenie do późna było błędem, a potem jeszcze miała koszmary o szaleńcu z opowieści Kamili. Budziła się wiele razy i z zamkniętymi oczami wsłuchiwała w noc, oczekując echa wybuchu i krzyku ludzi. Pamiętała je bardziej, niżby sobie tego życzyła.

Ciepła noc, gwiazdy odbijające się w spokojnej wodzie Błękitnej i nagły huk, słup ognia, gdy jeden człowiek wysadził w powietrze cały budynek. Trzysta siedemdziesiąt osiem osób skonwertowanych na col, trzydzieści siedem nieubezpieczonych, zmarłych już w tamtej chwili i jeden szaleniec, który pytany, czy zdaje sobie sprawę, jak wielka kara czeka go za to po śmierci, śmiał im się w twarz.
Wstrząsnął nią dreszcz. Sprawił, że rozejrzała się po wagonie, ale nie zauważyła zmian. Ludzie – zajęci sobą – jechali do pracy. Zwykli, normalni, rozsądni.
Wysiadła na Czerwonych Polach, gdy deszcz szarą kurtyną przesłaniał zielononiebieskie, ceglane fasady zakładów."

"Kwestia czasu"
Fantazje Zielonogórskie VIII. Antologia opowiadań fantastycznych

Fragment:
– Co ci się znowu nie podoba? – Choleba wycedził znad klawiatury.
Było późno, od rana symulacja wypieprzyła się już trzy razy i to wystarczyło, żeby chciał skląć komputery UZ-etu i cały wydział fizyki i astronomii. Nie potrzebował jeszcze studenta sarkającego mu nad uchem.
– Nic – Kamil odezwał się ze sztuczną radością w głosie. – Ot, miłościwie nam panujący uznali, że Zielona Góra jest passe. MON na Twitterze napisało, że odbędą się pikniki wojskowe w miastach wojewódzkich, a co masz na mapie ?
Obecność Kamila zwykle poprawiała Cholebie humor; nie tym razem.
– Gówno mam na mapie, bo jej nie widzę z tak bliska – odwarknął i odsunął od siebie rękę z zapalcowanym ekranem. – Warszawa, Wrocław, Gdynia, co ci znowu odwala, za ciasne spodnie uwie-
– Gdynia… – Za nagłym wdechem na pewno czaiło się wyzwisko, którego student, nieważne jak zdolny, nie powinien kierować w stronę doktora – nie jest miastem wojewódzkim.
Potrzeba było dwóch sekund, aby Choleba zreflektował się, że owszem, nie jest. Gdańsk był, ale dla niego to wszystko i tak było Trójmiasto, więc żadna różnica. Spojrzał jeszcze raz na mapę i jęknął cierpiętniczo.
– Serio, Szawir? Tak, jest Żagań. Czego się spodziewałeś? Że będą przenosić ten majdan czterdzieści kilometrów dalej? Weź lepiej idź do domu poprasować koszule. Mogę ci nawet dać moje. Przydasz się na coś, a ja sam to skończę.
W laboratorium zapadła cisza. Był początek stycznia dwa tysiące siedemnastego roku. Za oknami panowała ciemność, chmury wisiały nisko nad Zieloną Górą i wydawało się, że może w końcu spadnie śnieg. Niektórzy studenci UZ-etu zaczynali kuć do sesji, inni przewijali wykop, jeszcze inni gadali trzy po trzy.
– Miłe złego początki – Kamil odezwał się, gdy Choleba zdążył już zapomnieć, że w ogóle rozmawiali. – A zanim się obejrzymy, zmiotą nas z powierzchni Ziemi. – Cyzelował każde słowo. – Potem odpalą naukowe mambo jambo i wymażą nas z kart historii. Zielona Góra stanie się legendą… – Nagle Szawirski roześmiał się histerycznie i Cholebie zimny dreszcz spłynął po plecach."


"Zwierciadło w dziurce od klucza"
antologia "Skafander i melonik", Śląski Klub Fantastyki 2018
Fragment:
Skrócone zestawienie najważniejszych ustaleń
Obiekt nie posiada znanych nam cech płciowych pozwalających na właściwe przyporządkowanie. Ze względu na drugorzędne cechy wyglądu decyduje się, aby w dalszym ciągu używać przyrostków męskich. (RIG)
Obiekt posiada rozmieszczone wzdłuż odpowiednika ośrodkowego układu nerwowego ejseje (nazwa podana przez obiekt), które stanowią receptory wrażliwe na pola magnetyczne i elektryczne, jednak zrozumienie działania tego dodatkowego zmysłu pozostaje wciąż przed nami. Obecna hipoteza wiąże je z dostrzeganiem i wpływaniem na tzw. aury. (RIG)
Obiekt posiada zdolności intelektualne, które pozwoliły mu w znaczącym stopniu opanować leksykę i gramatykę języka rosyjskiego w przeciągu trzech lat. Obiekt zdołał również przyswoić sobie podstawowe i ponadpodstawowe normy społeczne w stopniu umożliwiającym poruszanie się w lokalnym środowisku, gdyby zaszła taka konieczność. (KSR)
Obiekt przedstawił spójny model społeczeństwa, z którego rzekomo się wywodzi. Jego podstawą jest organizacja dziewięciokastowa za punkt wyjścia przyjmująca wrodzone biologiczne zdolności zmysłu – ejseji. Przynależność kastowa rzekomo nie ogranicza ścieżek kariery osobników, ma jednak znaczący wpływ na interakcje i podejmowanie decyzji w imieniu całego społeczeństwa, zwłaszcza w przypadku kast skrajnych. (SDT)
Obiekt przedstawił rys kulturowo-technologiczny społeczeństwa „ludzkiego” (dla rozróżnienia językowego proponuje się wprowadzenie zapożyczonego terminu „Zemē” na określenie tego podgatunku ludzkiego oraz jego siedliska – dop. KSR) rozwijającego się technicznie i jednocześnie hołdującego nienaukowym zabobonom. (Obiekt nazywa elektryczność terminem „białe demony” – dop. KSR) Ponadto obiekt wielokrotnie odnosił się do „tych, co są ponad” (proponowane określenie to „zwierzchności” – dop. KSR) jako źródła szerszej wiedzy na wybrane tematy. W opinii zespołu badawczego należy to wiązać z tradycjami ludowymi o komunikacji z duszami zmarłych. (SDT)
 
Pietrozawodsk, 16 maja 1911
Kirył Siergiejewicz Rożdiestwienski,
Siergiej Dmitriewicz Tachowski,
Roman Iwanowicz Godłow"
Przeczytaj:
Darmowy e-book do pobrania ze strony Sekcji Literackiej Logrus
Wersja papierowa do kupienia przez stronę Sekcji
"Było jutro"
Fantazje Zielonogórskie V. Antologia opowiadań fantastycznych
Fragment:
"
Zanurkował w klatkę schodową. Nie zapalał światła i tylko przypadkiem zauważył wciśniętą między drzwi a framugę kopertę, zanim spadła na ziemię.
Była prosta. Najtańsza biała do dostania na każdej poczcie w mieście. Nie opisano jej adresem nadawcy, nie naklejono znaczka, a jedynie równym, niemalże technicznym pismem zaadresowano.
Sz. P. Krystian Horosztyński
Zamarł z nią w dłoni w pokoju pełnym starych map, książek, wydruków i odręcznych notatek, spływających ze stołu niczym zegary Dalego. Od dwudziestu lat nie był Horosztyńskim. Krystian Horosztyński w ogóle się jeszcze nie urodził i nie znajdzie się tu wcześniej jak za lat sześćdziesiąt, a jednak do niego, a nie Zawady, zaadresowano list.
Zorientował się, że drżą mu ręce, gdy koperta wypadła spomiędzy palców i cichutko pacnęła o podłogę.
W bloku panowała cisza. Nikt nie spuszczał wody, nie chodził tupiąc. Przez zamknięte okno na szóstym piętrze nie wpadało do środka światło ulicznych latarni i ciemność otulała go dokładnie. Agnieszka spała za ścianą, gdy najciszej jak potrafił rozrywał papier."

Hop, na górę! ↑