Fotografia pojawiła się w moim życiu jako wyraz frustracji nad tym, jak brzydkie były pocztówki z miejsc, w które jeźdzłam. Widzałam ładniejsze widoki, niż te, które sprzedawano w kiosku i chciałam je móc zabrtać ze sobą. Najpierw robiłam to małpką, w której szczytem możliwości ustawienia czegokolwiek samodzielnie było manualne wyłączenie lampy błyskowej. Potem na osiemnastkę dostałam pierwszy aparat cyfrowy, który pozwolił mi uczyć się bez poświęcania całych oszczędności na klisze. Koniec studiów wyznaczył przy okazji moment, gdy moim ówczesnym aparatem (sony h2) po prostu nie byłam w stanie zrobić takich zdjęć, jakie chciałam, choć starałam się wykorzystać tryb manualny do maksimum. I tak otworzyłam skarbonkę o nazwie: lustrzanka cyfrowa i wszystko do niej. 

Obecnie skarbonka przejadła już dwa body (jedno umarło po latach dzielnej służby) i trzy obiektywy. ;) 

plener

urbex

Street

Architektura

portret

wydarzenia