Z pewną taką nieśmiałością - fantastyka

Z pewną taką nieśmiałością… o czytaniu fantastyki

albo moje rozumienie tego, czym jest fantastyka i co ją tak odróżnia od innych gałęzi literatury, że niektórzy czują potrzebę usprawiedliwiania się, kiedy po nią od czasu do czasu sięgną

Przeczytałam opinię pani Kingi Dunin o trylogii Pęknięta Ziemia Nory K. Jemisin i trochę pary puściłam już uszami, bo mi mózg wszedł na wyższe obroty i chłodzenie nie wyrobiło. Nie dlatego, że mamy różne opinie o tym cyklu – nie, pani Dunin go chwali, ja uważam go za jedną z ciekawszych rzeczy, które czytałam w ostatnich latach. Sęk w tym, że ja nie czuję potrzeby poprzedzać mojej opinii usprawiedliwieniem się, że tak, to fantastyka i może nie wypada mi jej już czytać, bo jestem w takim wieku, że powinnam już odejść od fikcji zupełnej i, w moim przypadku, być gdzieś w pół drogi do czytania jedynie biografii i książek o drugiej wojnie światowej.

“Najpierw, w dzieciństwie, czyta się bajki, potem fantastykę, następnie fikcję, po nich reportaże, a kończy się na biografiach, wspomnieniach i książkach o drugiej wojnie. Tak mniej więcej wyglądają fazy życia czytelnika, chociaż oczywiście nie każdego, a czasami dojrzewanie bywa opóźnione. Ja na przykład powinnam już dojść do fazy ostatniej, a wciąż zdarza mi się czytać fantastykę, a nawet science fiction.”

Cóż, przy takim podejściu moja babcia, lat 80+, powinna już nie sięgać po nic, jak po te biografie i książki wojenne, ale ona o wojnie czytać nie lubi, po biografie sięga chętniej, ale najchętniej to po kryminały. Tymczasem wychodzi, że z wiekiem powinno się czytać coraz bardziej o tym co było niż o tym co będzie – ponieważ ta straszna “a nawet” fantastyka naukowa to nie tylko statki kosmiczne robiące piu piu bo tak się autorowi zwidziało i tyle.

Trochę smuci mnie ta potrzeba zaczęcia wypowiedzi od wyjaśnienia, że owszem, czasami czyta się fantastykę, podczas gdy przy innych książkach tej potrzeby nie ma – sprawdziłam, zerknęłam między innymi na opinię o Układ(a)ne Aoko Matsudy, bo właśnie zaczytam ten tytuł czytać (a babcia skończyła go tydzień temu). Przy czym to usprawiedliwianie się, to delikatne wprowadzenie czytelnika, że no wiesz, będzie o fantastyce, to takie trochę wstydliwe, powoduje, że tylko brniemy w to uczucie niezręczności głębiej. Bo zachęcony do lektury książki czytelnik będzie do niej podchodził z tym samym zawstydzeniem, co osoba, której opinii zaufał. A nie powinien. Moim zdaniem, które jest może niemiarodajne, ale je sobie cenię.

Po mojemu czym jest fantastyka

Fantastyka to bardzo szeroki termin. Ale przede wszystkim według mnie słowo fantastyka opisuje elementy świata, nie historii. Historia w świecie fantastycznym może być romansem, kryminałem, mieć elementy powieści psychologicznej, awanturniczej czy dowolnej innej powieści fantastyką nie będącej. Fantastyczność siedzi nie w fabule, ale w kreacji świata – może będzie on zupełnie inny od naszego, inne morza i kontynenty. A może to będzie nasz świat, ale w jego historii coś wydarzy się inaczej i drugą Wojnę Światową wygrają Niemcy, Rosjanie pierwsi wylądują na Księżycu, Związek Radziecki się nie rozpadnie, albo Napoleon zginie pod Moskwą i to sprawi, że rzeczywistość anno domini 2020 w świecie powieści nie będzie wyglądała jak nasza. Albo będzie bardzo podobna do naszej, ale istnienie magii okaże się w niej niepodważalnym faktem.

Czasami historie opowiedziane w fantastycznych światach może dałby się opowiedzieć poza nim. Byłby mniej barwne, mniej wyraziste, bo gdy tworzy się świat do historii fantastycznej, to można go tak zaprojektować, aby pomógł uczynić konflikt wyrazistszym lub pomógł pokazać coś od innej strony, niż przywykliśmy na to patrzeć w naszej zaokiennej rzeczywistości. Można też stworzyć fantastyczny świat bo tak, bo taką się miało chęć, wizję i w dodatku umiejętności.

A z fantastyką naukową dość często rzecz ma się jeszcze ciutkę inaczej. Świat w fantastyce naukowej często nie jest przecież światem fikcyjnym, który nijak nie ma się do naszego. To jest nasz świat – jego przyszłość, która może się wydarzy, a może nie. Czasami w utworach jest to przyszłość tak odległa, że trudno zobaczyć ciąg historyczny pomiędzy naszym covidowym rokiem 2020 a rokiem akcji. I to nie tylko czytelnikom, autorom również. To taka literatura nadziei i pobożnych życzeń (albo nadziei na to, że opisana przyszłość się jednak nie zdarzy).

Z fantastyką jest jak z długimi włosami

Wrócę do mojej babci. Moja babcia czyta moje opowiadania, choć nie przepada za fantastyką. Jej niechęć do fantastyki nie wynika z niedojrzałości tejże, a z tego, że babcia po prostu lubi czytać rzeczy dziejące się tu i teraz, takie do których łatwiej jest się jej odnieść i łatwiej je sobie wyobrazić po prostu wyglądając za okno. Ja to rozumiem, ona rozumie, że ja lubię wybiegać myślami w dalszą przyszłość, albo marzyć, że magia istnieje, tylko większość ludzi o tym nie wie. Jesteś za stara na fantastykę nie pojawia się w naszych dyskusjach. Zresztą takie gadanie, że jest się na coś za starym nieodmiennie kojarzy mi się z tym, jak moja mama przechodziła fazę*, że w jej wieku, to już nie wypada jej nosić długich włosów, bo… Naprawdę, jak dla mnie to żaden argument.

Z czytaniem fantastyki jest jak z tymi włosami. Lubisz ją czytać – czytaj. To często świetna literatura, pozwalająca na odrobinę eskapizmu, albo przeciwnie, przejaskrawiająca problemy współczesnego nam świata tak, że po przeczytaniu trudno nam ich nie dostrzegać. Tak, są utwory słabe, ale w każdej gałęzi literatury jest takich wiele.

Pęknięta Ziemia

“Ziemię zamieszkują różne istoty. Przede wszystkim ludzie podobni do nas. Rozmaitych ras, z których jedna uważana jest za lepszą od innych. Ustrój: cesarstwo kontrolujące mniejsze wspólnoty. Rozwój: niższy od naszego, ale jest prąd i kanalizacja w miastach. Obowiązuje podział na kasty związane z wykonywanymi funkcjami. To przede wszystkim społeczeństwo bardzo pragmatyczne i każdy jest oceniany ze względu na użyteczność dla swojej wspólnoty, szczególnie w czasie piątej pory roku, kiedy uniezależniają się one od władzy centralnej i każda musi sobie radzić na własną rękę.”

Na koniec jeszcze o Pękniętej Ziemi, tak żeby zatoczyć pełne koło. Pani Dunin dziwnie opisała ten cykl. Bardziej wymieniła co w nim jest, niż o czym jest. Że ludzie tacy, że społeczeństwo pragmatyczne i patrzące na ludzi przez pryzmat ich użyteczności (w świecie, który właśnie zalicza swoją kolejną małą apokalipsę i priorytetem jest przetrwanie, to w sumie nie dziwi), że podziały społeczne, miłość w różnych konfiguracjach płciowych, przygody “oraz historia trudnej relacji matki i córki. Tak, dwie główne postaci to kobieta i dziewczynka.” A to książka nie o świecie, a o ludziach w nim.

Historia o dorastania matki i córki. Historia matki próbującej odnaleźć córkę, i córki odnajdującej siebie, ich obu podejmujących swoje decyzje w świecie, w którym podziały społeczne były bardzo ostro zarysowane i porządkowały życie. Byli ludzie i były górotwory – ludzie zdolni wyczuwać napięcia w skałach, zdolni wywoływać kontrolowane trzęsienia ziemi, ludzie, których bano się, ale których również potrzebowano, więc tak to sobie zwykli ludzie ułożyli, aby mieć nad górotworami kontrolę. Matka dorastała w tym świecie, ale właśnie wszystko zostało wywrócone do góry nogami. Zaczęła się piąta pora roku – czas potężnych trzęsień ziemi i wybuchów wulkanów. Pył przesłonił niebo i przysypał ziemię, i nikt nie wie ile na pewno potrwa piąta pora roku, ale mogą to być dziesiątki, setki lat. Może dłużej. Ludzie dalej boją się górotworów, ale priorytetem stało się przeżycie – w tym świecie dorasta córka.

Jemisin na przestrzeni trzech książek pozwala nam poznać je obie, patrzymy na ten sam świat przez dwie pary oczu, dwa zestawy doświadczeń i pragnień. A co najważniejsze oba wypadają bardzo prawdziwie. Można się nie zgadzać z decyzjami bohaterek, ale nie można odmówić im wewnętrznej logiki, co czyni te książki tak dobrymi.

I to nie tylko w moich oczach, bo, jak słusznie pani Dunin zaznaczyła, to nie pierwsza z brzegu nikomu nieznana fantastyka. Wszystkie trzy tomy zostały wyróżnione nagrodą odpowiednio w 2016 (Piąta pora roku), 2017 (Wrota Obelisków), 2018 (Kamienne niebo) roku. Jeśli ktoś ufa mojemu gustowi w kwestii książek, to ta trylogia jest czymś, co zdecydowanie polecam.


Wszystkie cytaty pochodzą z artykułu Ojciec Ziemia jest na nas zły Kingi Dunin opublikowanego w serwisie Krytyka Polityczna i zostały przedstawione w wersji z 24.07.2020


* mama nadal ma długie włosy :)

5 thoughts on “Z pewną taką nieśmiałością… o czytaniu fantastyki

  1. Marta Potocka 24 lipca 2020 at 19:26

    Pozdrowienia dla babci! Mnie fantastyką i SF zaraziła mama, która teraz też jest już babcią :)

    1. Marta Magdalena 24 lipca 2020 at 20:14

      Przekażę. No u mnie i mama i babcia nie bardzo fantastyczne. Przekazały mi, że Lem i Zajdel są warci czytania, a dalej to już co wykopałam sama w taniej książce :D

  2. Ukradłaś mi pomysł na notkę. ;) A tak poważnie, to się oczywiście w całej rozciągłości zgadzam. Co do wstydzenia się za fantastykę, to nawet nie ma co dodawać, a co do “Pękniętej Ziemi” to mam ją cały czas na liście do przeczytania, ale gdybym miała podjąć decyzję tylko na podstawie recenzji Dunin, to bym sobie odpuściła. Bo opisała tę książkę zupełnie nijak. Ale to chyba u niej sały problem, bo w recenzji książek Le Guin wzbiła się na prawdziwe wyżyny bylejakości i skakania po tematach…

    1. Marta Magdalena 24 lipca 2020 at 20:17

      ]:->
      No, zdecydowanie ta opinia nie zachęcała do sięgnięcia. Tak jakby za wszelką cenę miały pokazać różnorodność i odniesienia do rzeczywistości. Dunno. Ale cykl jest naprawdę dobry. Zwłaszcza pierwsza część mi się podobała.

  3. Jak już zapytałem w innym miejscu: ciekawi mnie co w takim przypadku Kinga Dunin sadzi o “Miastrzu i Małgorzacie” ;-)

Pytania, uwagi, komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.