2020 - wydało mi się - Lasik edition

Bardzo wybiórcze podsumowanie 2020 – czyli wydało mi się

Nie za bardzo umiem robić hype wokół rzeczy, które udaje mi się wydać. Zwykle po wrzuceniu posta na jeden kanał społecznościowy mam wrażenie, że każdy kolejny, to już cokolwiek trąci spamem, bo jednak sporo osób powtarza mi się miedzy Instagramem, Twitterem i facebookiem. Sporo mi się nie powtarza, ale o tym mój mózg lubi wówczas zapominać. Jestem też kiepska w różne podsumowania. Generalnie było, minęło i tyle, chyba że chodzi o zdjęcia. Zdjęcia to temat sam w sobie i punkt wyjścia do długich rozmyślań, które nie bardzo nadają się do blogowych podsumowań. Do tego wystarczy instagramowe best 9, choć może skusze się i zrobię własne zestawienie zdjec, bo na Insta mało w tym roku wrzucałam. Ale to jak 2020 się skończy, bo póki co jeszcze ciągle zostało trochę czau na focenie, ale to dygresja.

Wracając do meritum. Z połączenia tych dwóch braków umiejętności powstał w sumie ten wpis – podsumowanie roku 2020 przez pryzmat tego, co udało mi się napisać i puścić w świat. (na dobre i na złe)

Jak na rok, o którym głównie mówi się źle, to literacko był on dla mnie raczej łaskawy. Przynajmniej z zewnątrz, bo to nie działa tak, że jak coś wydane w 2020, to i napisane w 2020. Przeciągnięte przez wyrzymaczkę redakcyjno-korektorską – owszem. Napisane – niekoniecznie. Jeden tekst skończyłam jeszcze latem minionego roku, ot musiał swoje odczekać. Dwa nieco się czasem pisania wgryzły już w 2020. Które – to wiem ja i osoby zaangażowane w ich powstanie i wyszlifowanie. Sumarycznie jednak do wydanego dorobku literackiego dopisałam sobie trzy opowiadania. Jak na mnie to dużo.

Lista poniżej odpowiada kolejności prmier, niekoniecznie tego kiedy teksty były kończone.

Głos słońca

w Nowa Fantastyka 8/2020

Ten tekst mi się zdarzył.

Są teksty, które powstają, bo ktoś gdzieś rzuci temat i gatunek i człowiek zaczyna kminić. I są takie, które wykwitają w głowie nieproszone. Głos zdarzył się jako wypadkowa czytania antologii Inne Światy (której nomen omen ciągle nie doczytałam, jestem gdzieś kawałek za połową i tak wiszę), oglądania obrazów Jakuba Różalskiego na ArtStation i przedawkowania YouTube. To i trochę jako zabawa z narracją. Lubię bawić się formą, lubię bawić się tym, jak mówi narrator i w Głosie pierwsze zdania wklikały mi się tak jakoś same przy pisaniu codziennej normy. A potem uznałam, że to będzie ciekawe wyzwanie napisać tak cały tekst – i napisałam.

Czy mi wyszło? A ja tam wiem? Ja ten tekst bardzo lubię, choć wydaje mi się dość inny stylistycznie od tego, co zwykle piszę. Kilku osobom się spodobało, ten i owy napisał, że to szmira. Czyli standard, porządek świata jest zachowany.

Głos

w Inkszy Welt

Opowiadanie do antologii klubowej, której tematem miał być Śląsk. Szerokie tematy niekoniecznie są łatwiejsze od wąskich. Tutaj skończyło się na tym, że odgrzebałam wspomnienia ze spędzania wakacji w Tarnowskich Górach i Orzechu. Potem naoglądałam się zdjęć Katowic z drona, a potem popłynęłam z fabułą. Pamiętam, że miałam dużo wątpliwości co do tego, jak skończyć ten tekst. Co zrobić, aby by było to zakończenie pasowało, nie sprawiało, że opowiadanie wygląda jak wstęp do większej historii i generalnie nie było meh. W sumie do samego końca zastanawiałam się, które zakończenie wybrać, ile tłumaczyć, ile zostawić w niedopowiedzeniu. Ciężka to była decyzja, ale jakąś podjęłam.

Czy słuszną?

A żebym to ja wiedziała. Zresztą potem nagle zupełnie co innego stało się w tekście ważne/dziwne. Z powodu przyczyn i rozkmin ograniczyłam tam ludziom możliwość swobodnego poruszania się po świecie. Pozamykałam ich w Podziałach rozmiarów województw, jak nie mniejszych, i kazałam tak żyć, bo cięcia emisji zanieczyszczeń z transportu i tak dalej. Ot detal konstrukcji świata. Nic więcej. A potem, gdy skończony tekst już dojrzewał, przyszła pandemia. Dziwnie to się w życiu układa.

Antologia jako taka w wersji elektronicznej dostępna jest na stronie Logrusa.

Daemons of their time

— w Eurasian Monsters

Eurasian monsters to siódma i ostatnia antologia w serii The FS books of Monsters wydawanej przez Fox Spirit. Każda część skupia się na jednym regionie świata i potworach nanych z wierzeń na tym terenie. Na przestrzeni lat ukazały się: European Monsters, African Monsters, Asian Monsters, Pacific Monsters, dwa tomy American Monsters. A w dzień przesilenia zimowego i wielkiej koniunkcji Saturna i Jowisza ukazał się ostatni: euroazjatycki. I do napisania opowiadania do niego zostałam zaproszona.

Pod wieloma względami to największe literackie wyzwanie, jakie miałam ostatnimi czasy.

Po pierwsze miałam wybór czy pisać po polsku czy po angielsku i koniec końców zdecydowałam się na to pierwsze. Znam angielski, posługuję się nim swobodnie, studiowałam przez ponad dwa lata w tym języku, czytam i w ogóle, ale to ciągle nie poziom pozwalający mi swobodnie napisać historię. Dumałam nad tym kilka tygodni i uznałam, że będę podcinała historii skrzydła, jeśli spróbuję pisać po angielsku. A to znaczyło, że ja napisałam opowiadanie po polsku, następnie było ono tłumaczone przez Piotra Świetlika i na przetłumaczonej wersji Margret robiła redakcję.

Po drugie mogłam puścić wodze wyobraźni i napisać bardziej folkową historię. Coś osadzonego nieco w przeszłości, albo teraźniejszości, ale że ostatnimi czasy głównie tworzę sf, to zaczęło mnie gryźć w mózg, czy byłabym w stanie połączyć stworzenia ze starych słowiańskich wierzeń z fantastyką naukową, tak aby obu oddać sprawiedliwość. Cóż. Spróbowałam. Wróciłam do wizji świata za kilkaset lat, wykreowanej w Bajkach do opowiedzenia (Rozstaje, ŚKF 2019) i w nim opowiedziałam moją historię o rusałce. Jeśli bawić się w precyzowanie gatunku, to chyba powinno się nazywać slavic folk science fiction. Jestem z niej dumna. Redaktorka twierdziła, że jej się tekst bardzo podoba. Czy spodoba się czytelnikom – okaże się. Jeśli sięgniecie po Eurasian Monsters i przeczytacie, to dajcie znać.

Antologia dostępna jest tylko jako wydanie papierowe na Amazonie. Ja swojego egzemplarza w rekach jeszcze nie mam, ale już nie mogę się doczekać przeczytania tekstów innych autorów.

Postanowienia na 2021?

Brak. Nie robię postanowień. Może i wyznaczają one jakiś cel, ale z drugiej strony, jeśli już spróbowałam się w to bawić, to docierałam do momentu, gdy nagle trafiała się jakaś super okazja, o której nie śniłam, ale kolidowała z tym postanowieniem, które okazji do pięt nie dorastało, ale było postanowieniem, więc czy wypadało je odstawić, czy wolno, niewolno, czy to dobrze, czy jednak znak słabości ducha i tak dalej. Więc nie, postanowień brak. Tymczasem po prostu piszę do szuflady, ale może z czasem i temu znajdę kawałek miejsca. Pożyjemy – zobaczymy.

Pytania, uwagi, komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.