belle epoque

„Belle epoque” – Wiwisekcja fabularna odcinka drugiego


A zatem będzie o Belle epoque, czy raczej jedynie o drugim odcinku Belle epoque.  Wypowiadanie się o serialu po obejrzeniu jednego odcinka, w dodatku drugiego, zakrawa na jakąś bezczelność, więc przyjmijmy proszę, że truje tylko i wyłącznie o odcinku drugim właśnie. Będę udawała, że może pierwszy był lepszy (czytałam twittera, wiem że nie bardzo) i że kolejne będą cudowne (rodzina drugi raz raczej nie pozwoli mi zaanektować telewizora w ich pokoju, abym mogła obejrzeć dalsze poczynania bohaterów). Tyle jeśli chodzi o wstępniak. A teraz skalpel w dłoń i tniemy Belle epoque odcinek drugi.

Realia w powieści

A akcja będzie działa się w…


Miejsce akcji to taka fraza, która zakorzeniła mi się w pamięci gdzieś we wczesnej podstawówce, gdy nauczycielka raz za razem kazała podać czas i miejsce akcji omawianej lektury. I tu zostawię szkołę i jej kanon lektur, który już nie obowiązuje i nie jest potrzebny do rozbicia młotkiem gówna, które zowie się "stworzę sobie miejsce akcji, ale niekoniecznie świat" – czyli nie będzie tu fantasy itp. itd. et cetera, bo to temat szeroki, głęboki i nie na dzisiaj. Będzie bardziej swojsko i zahaczy o realia w powieści, bo jedno się z drugim łączy. Wyciągając przykłady z szafy będzie o dwóch miastach, którym żadna ilość taśmy izolacyjnej nie pozwoli nie spłynąć z mapy i jednej wisi, która niestety nie istnieje.  

Ekspres Polarny Tkt48-18

Ekspres Polarny Tkt48-18


Fotograficzny rok 2017 czas zacząć i to nie byle jak, bo dzięki Wroclovers wybrałam się zabytkową lokomotywą Tkt48-18 z dopiętymi wagonami z lat 1928-30 w podróż do Kłodzka. Kłodzko, jak Kłodzko – byłam już tam kiedyś i choć mam sentyment i fajnie było wrócić zimową porą, to jednak nie ono sprawiło, że zeskrobałam się o szóstej rano w niedzielę, żeby pędzić autem do Jaworzyny Śląskiej, skąd odjeżdżał nasz ekspres polarny.  

Jastrzębia Góra

09.2016 – Jastrzębia Góra


Dobrze, to nie są fotki z Jastrzębiej Góry, to był wyjazd do Jastrzębiej Góry, ale że jestem zmotoryzowana i w ogóle, to oczywiście, że woziłam rzyć po wybrzeżu i z samej Jastrzębiej to fotek na lekarstwo. Głównie są okolice Stilo, czyli Mierzeja Sarbska.  

niebajka - różowe króliczki i przyszłość wszechświata

Serce nie sługa oraz niebajka


Zdechło. Wzięło i zdechło. A raczej nie zdechło, tylko pisałam sobie po NaNo dalej, potem pojechałam szlajać się okołoświątecznie i wmawiałam sobie, że oho, z nowym rokiem, to będzie i nowy duch i w ogóle zacznę pisać też na bloga i to z przytupem. Oczywiście plany oparte na nadziejach poszły robić to na zielonym (na białym nie mogły, we Wrocławiu śniegu nadal jest niewiele). I z jednej strony można by coś na siłę, a z drugiej nie o to chodzi. Dlatego dziś niebajka, scenka i strumień świadomości, co się przytrafił. Albo po prostu: akumulator w mózgu się wyczerpał i próbowałam go odpalić na kablach. ;)

NaNoWriMo 2016 - zmęczenie materiału

NaNoWriMo 2016: zmęczenie materiału


Trzeci tydzień pisania NaNoWriMo za mną. Byłam w kinie na Dr Strange (bo totalnie nie wiedziałam jak ugryźć tekst, więc wsiadłam w auto i pojechałam do kina) i na Nowym Początku (o nim to ja sobie jeszcze gdzieś pogadam, ale nie spodziewajmy się recenzji, a raczej rozkminy dla geeków). Byłam na TweetUpie – to nie brzmi jak wstęp do epickiej opowieści o walce ze słowami, gonieniu kreski i byciu już za połową minimalnego limitu słów.

NaNoWriMo 2016 - tydzień 2

NaNoWriMo 2016: największy wróg NaNowcy


NaNoWriMo jest trochę jak ten diabeł. Nie taki straszny, jak go zwykli malować. No, przynajmniej nie dla wszystkich, bo temu diabłu, to w sumie każdy sam domalowuje facjatę. Największym wrogiem autora w czasie NaNo jest on sam. Bo rodzinę i znajomych, to jeszcze się jakoś ułoży. Wyjaśni się im jak cholernie ważne jest, aby skupić się przez te 30 dni na pisaniu. Że to wyzwanie rzucone samemu sobie, potrzeba sprawdzenia się. Można też użyć określenia: muszę wyrzygać tę historię z głowy, bo primo zwariuję, secundo mam mądrzejsze rzeczy do pisania, ale to się przyczepiło myśli jak gówno okrętu i woła płyniemy - ale ktoś, kto nie pisze, może nie do końca zrozumieć dramatyzm tego stwierdzenia. Tymczasem o stawianiu sobie wyzwań, doskonaleniu się itd. pitolą wszyscy i wszędzie, więc jest to znakomita kryjodupka. I tak oto z wrogów zachłystu grafomańskiego na placu boju pozostaje ten jeden, najgorszy: sam autor. Bo...