To pies, to samolot… Nie! to komiks


Kto zagląda na mój fanpejdż albo na mojego twittera mógł potknąć się o wpisy związane z moim i Mileny (Smiley Project – tu też wpis, który koncentruje się bardziej na graficznej stronie procesu powstawania Cloud °9) projektem na konkurs na Międzynarodowy Festiwal Gier i Komiksu w Łodzi, który to odbył się na początku października. Konkurs wymagał stworzenia komiksu o objętości do ośmiu stron, który to limit brzmi miło i puchato, ale taki nie jest.

No to znów jesteśmy książkowo w Helsinkach


No to wracamy do Helsinek. Znaczy ja wracam i ciągnę Was za sobą, bo samemu to nudno. Trzeci tom serii “ale dlaczego ja to cięgle kupuję” o Karim Vaarze  –  fińskim policjancie (stopień i lokalizacja mu się zmieniają, więc pozostańmy przy ogólnikach), mierzącym się z przestępczością w krótkie dni, długie noce i wśród śniegów kraju o jednym z dziwniejszych języków w Europie (w związku z czym nie jestem w stanie makaronizować po ichniemu, z drugiej strony mają tam dwa języki urzędowe ...). Zatem oto Biel Helsinek.

Bałtyk nasz rodzimy – szum morza


Zwykle z wyjazdów wrzucam zdjęcia i z wrześniowego pobytu w Jastrzębiej Górze też będą zdjęcia, ale jeszcze nie dziś. Nie dziś, bo pogoda, bo przygotowania do kolejnego wyjazdu, bo jak to ja, dwie trzecie roku na rzyci siedzę i nagle na jesieni zaczynam się włóczyć (bo pogoda bardziej me gusta ;)). Dziś dzielę się czymś zupełnie innym. Nie dumanką o miejscu, nie fotkami. Nope! Dziś mam dla was szum morza i to nie byle jakiego morza, a naszego Bałtyku! :)

Ścieżka w obłokach


Na szybko i prosto do celu, bo się między piątkiem a poniedziałkiem odmieniła prognoza na przyszły weekend i kto wie, może to ostatni taki ładny weekend jaki nas czeka. A jeśli tak, to może kogoś zainteresuje opcja szybkiego wypadu do kraju knedlika i dobrego piwa. Konkretnie żabim skokiem tuż za granicę, gdzie znajduje się ścieżka w obłokach. Miejsce, które odkryłam na działowej integracji w czerwcu i wstyd przyznać, że siedziałam na zdjęciach i zbierałam się za wpis tak długo. Lato, to upały, a w upały moja organizacja i zborność myśli są pożałowania godne.

Był sobie Wroblog, ukrop, rybki i dobra zabawa


Niby ze mnie literatka (nie szklanka), a jednak ni du du nie wiedziałam jak ten wpis zacząć. Tyle rzeczy chciałam napisać, że nie wiedziałam co powinno być najpierw. A jak coś z siebie wyduszałam, to wychodziło drętwo (niespodzianka). Tyle co sobie mogłam wmawiać, że to wszystko przez zmęczenie po weekendzie spędzonym niemal cały czas wśród ludzi i wypełnionym atrakcjami. Bo oj działo się działo, a konkretnie, to dział się Wroblog.

Sztuka odpuszczania


Tytuł brzmi jak dla artykułu z dziedziny metalurgii... Bywa, ale nie mogłam się powstrzymać, aby obrazek w nagłówku dać z tej branży ;) Mniejsza z większym. Gdzie się nie rozejrzeć w Internecie, to spozierają na człowieka mądre teksty o stawianiu sobie celów, dążeniu do nich i nie poddawaniu się. I jakkolwiek ogólnie zgadzam się, że to wszystko jest ważne, tak czasami uważam, że odpuszczanie sobie nie jest takie złe, jakby z tego wynikało. A jeśli odpuścić sobie brzmi dla kogoś źle, to zawsze może użyć ładniejszego zwrotu, który oznacza w tym kontekście dokładnie to samo: zmiana priorytetów. I tu pojawia się przykład. Przykład jest nieco stary, bo z zimy, ale będę się go trzymała, bo to fajny przykład.

Nad górami, nad polami, czyli jak wygląda świat z balonu


W czerwcu zaliczyłam mój pierwszy w życiu lot balonem. Samolotami to ja się już nalatałam (choć widoki nadal potrafią mnie rozbroić), paralotnię raz w życiu, lata całe temu też zaliczyłam, a balonu przez trzydzieści lat życia z haczykiem nie. No, do tej czerwcowej wycieczki. Uwaga, zdjęcia, zdjęcia i jeszcze trochę zdjęć z minimum komentarza ode mnie, bo obrazki robią swoje. :)