Road trip dookoła Islandii – Północ


Pół roku temu byłam na Islandii — to bardzo słaby początek wpisu, bo o takiej wycieczce chyba powinno się mówić z wypiekami na twarzy już w dzień po powrocie, ale ten tego i tu tam tamto. Najpierw utknęłam w zatchnięciu, bo mi słów zabrakło do opisania jak tam pięknie było. Potem utknęłam w obróbce zdjęć, bo jedno to obrabiać śliczne RAW-y z Canona, a drugie obrabiać JPG z komórki, bo drugiego dnia wycieczki Canon postanowił wyzionąć ducha. Tym optymistycznym akcentem zaczynając relację nurkujmy dalej.

Jak Niezatapialna wypłynęła na wodę – rozmowa z Anną Hrycyszyn


Nie będę wam wciskać kitu o nie wiadomo jakim spotkaniu i zakochaniu się w powieści oraz pełnym drżenia serca postanowieniu zagadania do autorki Zatopić "Niezatapialną", bo owszem, znam Annę nie od wczoraj, miałam okazję to i owo o powstawaniu Niezatapialnej słyszeć, gdy jeszcze była pisana, potem poprawiana, a potem rozsyłana i gdy wchodziła w burzliwy, piękny czas procesu wydawniczego. Ale nawet mając taki wgląd przez dziurkę od klucza byłam pewnych rzeczy ciekawa i tak, ciekawość to pierwszy stopień do piekła, ale... I tak zrodziła się myśl, że skoro ja jestem ciekawa, to może ktoś inny też jest ciekaw, a jeśli tak, to mym blągerskim obowiązkiem jest spróbować tę ciekawość zaspokoić. I tak oto przepytałam Annę na okoliczność powstawania Niezatapialnej, lęków, radości i tego co będzie dalej.  

Podziel się człowieku, czyli Share Week 2017


Tak, to już wiosna, czyli Share Week, a zatem będę polecała blogi, którym chętnie nabijam wejścia, w których się zaczytuję i uważam, że inni też powinni poświęcić im chwilę uwagi. Zaczynając jednak od początku, Share Week to akcja wymyślona i od kilku lat z powodzeniem prowadzona przez Andrzeja Tucholskiego, której ideę można podsumować tytułem poświęconego jej w tym roku wpisu – Twórcy polecają twórców. Jest to też niepowtarzalna okazja, aby w końcu uporządkować swoją kolekcję na feedly... przynajmniej dla mnie. Ale przechodząc do mięska, czyli do meritum sprawy, moje zgłoszenia w kolejności absolutnie przypadkowej, oraz garść linków nie zgłoszonych, ale wartych uwagi.

Ten kawałek drewna pochodził z ostatniej wyprawy. Nadal nie wiedział do kogo mogła należeć ta łódź, z jak daleka morze przyniosło deski i ilu zginęło. Dlatego rzeźbił Suvinnę. A przynajmniej tak sobie powiedział. Wszystkie figury, jakie wyrzeźbił na ołtarzu w Högkyrka były tylko jego wyobrażeniami. Ta w jego dłoniach przedstawiała dokładnie ten sam poziom autentyczności i przywoływała za dużo wspomnień. Zacisnął mocniej dłonie i oddychał głęboko. Ulrike kiedyś śmiała się, że w sumie kłamie, rzeźbiąc każda kolejną twarz i nadając im wymyślone rysy. Albo co gorsza upodabnia świętych do mieszkańców Hvitvannetvik. Spojrzał uważnie na twarz figurki. Na krótki nos, łagodny łuk brwi i wąskie usta. Zaklął.

(Tryggve)

Tradycyjnie, samodzielnie czy vanity publishing


Wrzuciłam sobie w wujka Google hasło jak wydać książkę, w nadziei znalezienia jakiejś ładnej infografiki i zwięzłego gryzienia się w krtań wszystkich możliwości. Pierwsza strona wyników składała z czterech reklam z czego dwie dotyczyły wydawnictw spod flagi vanity, jedna przekierowywała na inną wyszukiwarkę, a czwartą sponsorowało Ceneo i książka „Jak wydać książkę w Krainie Smoków”, która mogłaby być odpowiedzią na pytanie, które zadałam wujkowi, ale zrobiłaby to w pięćdziesięciu jeden stronach. Spróbuję to nieco skondensować.

„Belle epoque” – Wiwisekcja fabularna odcinka drugiego


A zatem będzie o Belle epoque, czy raczej jedynie o drugim odcinku Belle epoque.  Wypowiadanie się o serialu po obejrzeniu jednego odcinka, w dodatku drugiego, zakrawa na jakąś bezczelność, więc przyjmijmy proszę, że truje tylko i wyłącznie o odcinku drugim właśnie. Będę udawała, że może pierwszy był lepszy (czytałam twittera, wiem że nie bardzo) i że kolejne będą cudowne (rodzina drugi raz raczej nie pozwoli mi zaanektować telewizora w ich pokoju, abym mogła obejrzeć dalsze poczynania bohaterów). Tyle jeśli chodzi o wstępniak. A teraz skalpel w dłoń i tniemy Belle epoque odcinek drugi.

A akcja będzie działa się w…


Miejsce akcji to taka fraza, która zakorzeniła mi się w pamięci gdzieś we wczesnej podstawówce, gdy nauczycielka raz za razem kazała podać czas i miejsce akcji omawianej lektury. I tu zostawię szkołę i jej kanon lektur, który już nie obowiązuje i nie jest potrzebny do rozbicia młotkiem gówna, które zowie się "stworzę sobie miejsce akcji, ale niekoniecznie świat" – czyli nie będzie tu fantasy itp. itd. et cetera, bo to temat szeroki, głęboki i nie na dzisiaj. Będzie bardziej swojsko i zahaczy o realia w powieści, bo jedno się z drugim łączy. Wyciągając przykłady z szafy będzie o dwóch miastach, którym żadna ilość taśmy izolacyjnej nie pozwoli nie spłynąć z mapy i jednej wisi, która niestety nie istnieje.  

Ekspres Polarny Tkt48-18


Fotograficzny rok 2017 czas zacząć i to nie byle jak, bo dzięki Wroclovers wybrałam się zabytkową lokomotywą Tkt48-18 z dopiętymi wagonami z lat 1928-30 w podróż do Kłodzka. Kłodzko, jak Kłodzko – byłam już tam kiedyś i choć mam sentyment i fajnie było wrócić zimową porą, to jednak nie ono sprawiło, że zeskrobałam się o szóstej rano w niedzielę, żeby pędzić autem do Jaworzyny Śląskiej, skąd odjeżdżał nasz ekspres polarny.  

09.2016 – Jastrzębia Góra


Dobrze, to nie są fotki z Jastrzębiej Góry, to był wyjazd do Jastrzębiej Góry, ale że jestem zmotoryzowana i w ogóle, to oczywiście, że woziłam rzyć po wybrzeżu i z samej Jastrzębiej to fotek na lekarstwo. Głównie są okolice Stilo, czyli Mierzeja Sarbska.  

Serce nie sługa oraz niebajka


Zdechło. Wzięło i zdechło. A raczej nie zdechło, tylko pisałam sobie po NaNo dalej, potem pojechałam szlajać się okołoświątecznie i wmawiałam sobie, że oho, z nowym rokiem, to będzie i nowy duch i w ogóle zacznę pisać też na bloga i to z przytupem. Oczywiście plany oparte na nadziejach poszły robić to na zielonym (na białym nie mogły, we Wrocławiu śniegu nadal jest niewiele). I z jednej strony można by coś na siłę, a z drugiej nie o to chodzi. Dlatego dziś niebajka, scenka i strumień świadomości, co się przytrafił. Albo po prostu: akumulator w mózgu się wyczerpał i próbowałam go odpalić na kablach. ;)

NaNoWriMo 2016: zmęczenie materiału


Trzeci tydzień pisania NaNoWriMo za mną. Byłam w kinie na Dr Strange (bo totalnie nie wiedziałam jak ugryźć tekst, więc wsiadłam w auto i pojechałam do kina) i na Nowym Początku (o nim to ja sobie jeszcze gdzieś pogadam, ale nie spodziewajmy się recenzji, a raczej rozkminy dla geeków). Byłam na TweetUpie – to nie brzmi jak wstęp do epickiej opowieści o walce ze słowami, gonieniu kreski i byciu już za połową minimalnego limitu słów.

NaNoWriMo 2016: największy wróg NaNowcy


NaNoWriMo jest trochę jak ten diabeł. Nie taki straszny, jak go zwykli malować. No, przynajmniej nie dla wszystkich, bo temu diabłu, to w sumie każdy sam domalowuje facjatę. Największym wrogiem autora w czasie NaNo jest on sam. Bo rodzinę i znajomych, to jeszcze się jakoś ułoży. Wyjaśni się im jak cholernie ważne jest, aby skupić się przez te 30 dni na pisaniu. Że to wyzwanie rzucone samemu sobie, potrzeba sprawdzenia się. Można też użyć określenia: muszę wyrzygać tę historię z głowy, bo primo zwariuję, secundo mam mądrzejsze rzeczy do pisania, ale to się przyczepiło myśli jak gówno okrętu i woła płyniemy - ale ktoś, kto nie pisze, może nie do końca zrozumieć dramatyzm tego stwierdzenia. Tymczasem o stawianiu sobie wyzwań, doskonaleniu się itd. pitolą wszyscy i wszędzie, więc jest to znakomita kryjodupka. I tak oto z wrogów zachłystu grafomańskiego na placu boju pozostaje ten jeden, najgorszy: sam autor. Bo...