Powidoki – zdjęcia


Trudno mi opisać, ile radości sprawiły mi Mara i Zero zgadzając się na przygotowanie cosplayu Floriana i Saia. Dużo, naprawdę dużo, bo to jednak ich czas, wysiłek i też, nie ma co ukrywać, pieniądze były w to zaangażowane. Strasznie to doceniam i z żalem przyznaję, że trochę nie podołałam jako fotograf i zdjęć z sesji nie ma dużo, za to wszystkie są dla mnie cenne. O! Skłamałabym mówiąc, że jest inaczej, bo ej – komuś chciało się zrobić coś do czegoś co ja napisałam (konkretnie do "Bóg tak chce" i "Joyeux Nöel", bo to z tych dwóch tekstów pochodzą postacie). Zacieszam :)

Powidoki

Z dziewczynami już raz w przeszłości fociłam. Wtedy cosplayowały do "Hamatory" i było to moje pierwsze szersze podejście do tematu "ludzie w kadrze", bo generalnie ludzi nie fotografuje. Nie z jakiejś głęboko zakorzenionej niechęci, a z braku okazji i co za tym idzie także umiejętności. Tym większe podziękowania za dziewczyn, że pozwalają mi na sobie poćwiczyć. :)

Ciekawość, pierwszy stopień do zakochania


Camilla Läckberg „Księżniczka z lodu”

Niech ktoś mi wmawia, że okładki się nie liczą. Nie ten adres. Pewnikiem w ogóle bym pani Lackberg nie kojarzyła, gdyby nie okładki jej książek, które mijane na regałach zapadły mi w pamięć. Kojarzyłam, że często widywałam je tu i ówdzie, że widziałam na stronach książkowych, a skoro tak się na mnie rzucały, to coś w tym musi być, więc jeśli można coś capnąć za 9,99zł to czemu nie. Jak pomyślałam, tak zrobiłam ze zwłoką potrzebną na wybadanie który tom z tych w promocji jest najwcześniejszy (krok, o którym zapomniałam przy „Grobowej ciszy” Indriadsona). I tak stałam się posiadaczką „Księżniczki z lodu”.

Zaczęło się bardzo plastycznie. Naprawdę zrobiło na mnie wrażenie. Może nie był to ten cios między oczy, jak u Hovsgarda, gdzie pierwsze zdanie książki to:

Była wcieleniem erotycznego snu Hitlera o idealnej aryjskiej piękności.

Jens Høvsgard, „Siódmy dzień”, Czarna Owca 2011

Ale to, jak Läckberg wprowadziła na scenę zwłoki było piękne i jak dla mnie uzasadniało tytuł. Kupiło mnie.

Na ostatnią chwilę, bo urlopy w kwietniu nie wpływają dobrze na słowa


Nie skończyłam fabuły, co mnie absolutnie nie zaskoczyło. Poprzednie dwa razy mi się udało (choć raz efekt końcowy mi się nie podobał), tym razem chciałam wsadzić za dużo w zbyt małą ilość słów i wyszło to wyraźnie dopiero po połowie miesiąca, więc na nadrabianie nie było zbytnio czasu.

[caption id="" align="aligncenter" width="640"] Tadam! pora na zasłużone piwko :)[/caption]

Trójmiasto, to nie tylko Długa, Monciak i ORP Błyskawica


Otworzyłam worda po urlopie celem pisania campa, ale mózg powiedział, że nie, jednak nie, wyszło podsumowanie tygodnia w Trójmieście. Po pierwsze mój fart do pogody tym razem nie zawiódł i było pięknie, nawet jeśli jednego dnia nad morzem chciało łeb urwać i cisnąć nim w piasek (co nie powstrzymało mnie przed wlezieniem na plażę i zrobieniem kilku zdjęć, bo czemu by nie).

Wpis zawiera masę zdjeć kiepskiej jakości, bo robione były telefonem, a aparat w moim telefonie generalnie nie należy do najlepszych, że to tak ładnie powiem.

[caption id="" align="aligncenter" width="640"] Klasyk morski ;)[/caption]

W pogoni za Kassandrą – CampNaNo, szczęki fabuły oraz Tallinn w tle


Na samym początku wypada mi napisać kim jest tytułowa Kassandra. Kassandra jest Kassandrą i ma bloga o tutaj. Goniłam ją tylko przysłowiowo, bo cała ta pogoń odbywała się z poziomu krzesła i zadka przyrastającego do niego coraz bardziej i bardziej. Otóż żeśmy się w ostatnich dniach ścigały na słowa. Chciałoby się powiedzieć, że moc twórcza w czasie CampNaNo spływa na człowieka i słowa same płyną, dym idzie z klawiatury i nie chce się nic innego robić, jak oddawać się twórczemu pełnieniu, ale nie. No nie. A jak nie, to trzeba sobie pomagać, zatem goniłam pędzącą ze słowami Kassandrę, bo co ja nie dam rady? Mam drafta w notesie, to go dzisiaj nie przepiszę? No mowy nie ma, że nie  i oczywiście, że tak.

A potem rano ledwo otwierając ślepia i ziewając na potęgę klęłam cichutko na siebie, że może lepiej byłoby się wyspać, tylko że w sumie jak już siadałam i zaczynałam pisać, to fajnie szło. Bo najgorzej to zacząć. Pierwsze sto lub czterysta słów. Potem to z górki.

Cicho, ciszej, najciszej przeszłość spogląda z dołu


Arnaldur Indriðason „Grobowa cisza”

Tą książką rozpoczęłam przygodę ze skandynawskim kryminałem. Czy może północnym, bo Islandia stricte Skandynawią nie jest, ale i tak ją zaliczamy. Nie umiem powiedzieć czemu akurat od tej książki się zaczęło. Nie ma żadnych konkretnych „bo”. Jedynym wyjaśnieniem jest: naszło mnie jak była promocja na księgarni internetowej i mogłam kupić e-book za mniej niż dyszkę, więc stwierdziłam, że co mi szkodzi. Kupiłam na przysłowiową pałę. Nie sprawdziłam ocen książki, nie sprawdziłam jej miejsca w cyklu (czwarta w ogóle i druga z tomów przetłumaczonych na język polski), nie spojrzałam nawet na jakiekolwiek informacje o autorze. Po prostu uznałam, że ma ciekawie brzmiące nazwisko i z jego tytułów w promocji okładka tej właśnie książki podoba mi się najbardziej. To już więcej uwagi przyłożyłam do kupionej w tym samym czasie „Księżniczki z lodu”, ale to inna historia.

5 powodów czemu lubię Paryż


Było na nie, to powinno być na tak.   [caption id="attachment_4870" align="aligncenter" width="1024"]Sekwana, tu akurat na kawałku bez obniżonego nabrzeża, ale i tak ładna. :) Sekwana, tu akurat na kawałku bez obniżonego nabrzeża, ale i tak ładna. :)[/caption]

Nabrzeże Sekwany

Wielbię. Mieszkam w mieście pełnym rzek, ale rzeczone miasto ciągle siedzi trochę rzycią do nich, podczas gdy Paryż siedzi na Sekwanie i jedną z najprzyjemniejszych rzeczy w weekend było przejść się po centrum, zakupić chińczyka na wynos, piwo i usiąść sobie w słoneczku na kamiennym, cieplutkim nabrzeżu Sekwany na przykład niedaleko Notre Dame i sobie szamać i czytać. Bajka.

Nie patrzcie wilkiem na człowieka – NaNoWriMo, WiP i mnogość słów


Czym jest Camp NaNoWriMo pisałam już tutaj. Polecam tym, którzy piszą, ale czasami potrzebują motywatora z zewnątrz albo po prostu chcą się sprawdzić.

Zaczęło się. W sumie zaczęło się półtora tygodnia temu, ale w tym roku mój Camp cierpi na czkawkę i nie bardzo było się czym chwalić w pierwszych dniach, potem nie bardzo były chęci się chwalić, bo szło i w tym problem - wolałam pisać Campa niż o Campie. Ale wczoraj był WiP, a to już na kilka słów zasługuje.

[caption id="attachment_6003" align="aligncenter" width="382"]Pisanie z czkawką
Pisanie z czkawką[/caption]

>

WiP oznacza tyle co Wchodzisz i Piszesz, a w praktyce równa się spotkaniom gdzieś w miłej kawiarni przy kawie, piwie, ciastku, czymkolwiek, podczas których to spotkań się pisze. Pisze się samemu, dzieli udanymi kawałkami z resztą stołu, zadaje w powietrze pytania, które dla postronnych słuchaczy mogą wydawać się co najmniej dziwne. Przede wszystkim chodzi jednak o to, aby się dobrze bawić, przewietrzyć mózg i pozacieszać robieniem czegoś w kupie, bo w kupie raźniej.

Pięć lat później


Jestem dość apolitycznym stworzeniem, w dodatku takim nastawionym raczej na efektywność, niekoniecznie na odkrywanie prawdy najprawdziwszej, której wartością dodaną jest tylko to, że istnieje. Zatem pięć lat po katastrofie smoleńskiej staram się nie myśleć o tym ile pieniędzy utopiono w tej sprawie w międzyczasie. Współczuję ludziom, którzy stracili bliskich. Pojmuję, że śmierć tylu osób zasługuje na pamięć i było to wstrząsającą tragedią, co jednak nie zmienia mojego podejścia. Po prostu nie. Trochę dlatego potknąwszy się o kolejną falę raportów, gdybologii i skandali okołosmoleńskich na różnych polskich portalach informacyjnych zaczęłam egoistycznie dumać, co takiego wydarzyło się w moim życiu przez te pięć lat dochodzenia, doszukiwania się, dogrzebywania, przegrzebywania, zagrzebywania i rozdłubywania TU-154.

Bigos po duńsku


A jednak wracam. Schowałam kiedyś moje opinie o książkach z bloga, uznałam, że nie, że jednak jakoś takoś, potem mnie naszło, aby je przywrócić, ale WordPress nie pyta o dodatkowe potwierdzenie jak się kliknie remove from trash, a ja to kliknęłam. Przypadkiem. Więc cóż. Od zera.

Kryminał skandynawski w ostatnich latach stał się popularny i jest to faktem. Skandynawsko brzmiące nazwiska pojawiają się na półkach często, ale w moim przypadku książka Hovsgaarda była trzecią z nurtu, jaką przeczytałam, a i to przy założeniu, że Islandia to Skandynawia (nie w każdej interpretacji jest to założenie poprawne, ale tu raczej tak). Znawcą gatunku zatem trudno mnie nazywać.

5 powodów czemu nie lubię Paryża


Wpis inspirowany próbą posprzątania galerii, bo chwilami jak patrzę na niektóre zdjęcia, to mnie skręca i tak mnie nachodzi myśl, że umieszczając je na stronie, to nie wystawiam sobie zbyt dobrego świadectwa jako aspirujący fotograf. Co prawda z próby wyszła póki co jedynie wycieczka sentymentalna.

Poniższa lista odnosi się do miasta ogólnie, bo szczególnie można by się zacząć zastanawiać kto gdzie winien bardziej: paryżanie z dziada pradziada, imigranci częściej lub rzadziej przebywający w kraju bo zasiłek socjalny jest niezły, a co do tego dokładają tabuny turystów. Próbowałam też nie wymieszać rzeczy ogólnofrancuskich z paryskimi (stąd brak na liście ton papierów ;) ).

Piszę, więc mnie nie ma


Jest NaNo i jest CampNaNo, bo ludziom było za mało jednego miesiąca klikania na potęgę, wlewania w siebie hektolitrów kawy (mit w moim przypadku, ale...) i późniejszego poprawiania różnych typowo nanowych naleciałości w powstałym tekście (poprawiam moje NaNo z 2013 roku i chwilami stężenie głupich literówek woła o pomstę do nieba, a to tylko szczyt góry lodowej problemów).