Żarcie i widoki, czyli Dworzysko i Szczawno-Zdrój


Trzy dychy na karku, a ja jakoś jeszcze nigdy wcześniej w Szczawnie-Zdrój nie byłam. Zważywszy, że to tylko jakieś osiemdziesiąt kilometrów od Wrocławia, to tak trochę słabo, ale co było, to było. Zwłaszcza, że w końcu nadrobiłam te zaległość i to w nie byle jakich okolicznościach i przy pogodzie, o jaką tej jesieni trudno. A przy okazji odwiedziłam Dworzysko. :)

 

Ukłony należą się Wrocloversom i ekipie Dworzyska, za organizację nie byle jakiego wydarzenia – fotospaceru po Szczawnie-Zdrój i warsztatów kulinarnych.

Szczawno-Zdrój jest piękne. Mam jakieś archaiczne wspomnienie krótkiej wizyty w Lądku Zdrój, z której zapamiętałam odnowiony dom zdrojowy i dużo budynków, położonych nieco dalej od niego, które krzyczały: byłyśmy piękne. A to była moja ostatnia wizyta w którymś z polskich zdrojowisk, więc jakoś tak utkwiła w pamięci i napełniała obawą. Ale, jakkolwiek Lądek wygląda obecnie – nie wiem, nie byłam lat kilka, bardziej jak dziesięć – tak Szczawno-Zdrój prezentuje się naprawdę ładnie i będę tam musiała jeszcze wrócić, bo mi czasu nie stykło, aby się bardziej przejść deptakiem.

Co do wyżerkowej części wycieczki to tak… Ja nie jestem jakoś kulinarnie wybitnie rozwinięta, w sensie z głodu nie umrę, ale frykasów nie zaserwuję. Raczej ze mnie ten co żre, ale byłam ciekawa i tu należą się ukłony dla Wojtka Harapkiewicza, który potrafił naszą sporą bandę cokolwiek zorientowaną na robienie zdjęć i jedzenie, a nie krojenie i smażenie, zgrabnie zagonić do pracy, powyznaczać zadania i a wszystko z taką ilością pozytywnej energii, że nic tylko podziwiać. Bo ja, nie ukrywam, w pewnym momencie miałam zjazd energii i deficyt tlenu i wypełzłam na dwór… co miało swoje zalety, bo trafiłam na zachód słońca.  :D Niemniej podziw dla energii, podziw dla swobody przy ogarnianiu bandy i, najważniejszy, podziw dla sztuki gotowania.

 

O jeju… Jakbyście w Szczawnie-Zdrój byli, to z głębi mięśnia sercowego polecam zajrzenie do Dworzyska i napełnienie tam żołądka. :D Przy okazji można pooglądać konie, a jeden z nich jest wybitnie tulaśny. Przez co mam na myśli, że chce się tulić i pozować do zdjęć. Piękne zwierzę. :)

 

Marša

Rocznik osiemdziesiąty piąty, energetyk z wykształcenia, fotograf i autorka opowiadań z zamiłowania. Koszmarna estetka, czepliwiec niecierpiący upałów. Lubi góry, woli morze, zwłaszcza na morze niż nad morze.

You may also like

  • DonBolano

    Piękne zdjęcia i z pogodą trafiliście :-)

  • Były zapieksy? CZY BYŁY ZAPIEKSY!!!??? :)

    • Nie wiem ._. nie znalazłam, ale też wycieczka była zorganizowana i deptak to bardziej przecięliśmy niż przeszliśmy, więc muszę tam wrócić sama i poszukać. A potem zdam raport xD

  • Ależ tam pięknie! *_*

  • Fantastyczne miejsca!

To jest Mendi

Mendi nie prowadzi tego bloga, za to potrafi bardzo głośno chrapać. Mendi nie jest pod wrażeniem tego co robi autorka bloga, więc obserwuje ją z kanapy. ;)

Pogłaszcz Kliknij Mendę jak chcesz pooglądać więcej mojego fotospamu na facebooku :D

Z sympatią do:

O mnie (TL;DR)

Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Soren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

W komitywie z: