Ta zła, zła korpo – czyli o korporacjach w fabule


To mógłby być wpis do serii artykułów o tym jak to się tych złych pisze, ale ja mam pewien problem ze złymi, znaczy zwykle chcą całkiem dobrze, tylko wychodzi jak wychodzi (lub nie wychodzi) i generalnie nie jestem najlepszą osobą, aby zmóżdżać ten temat. W czym dobra jestem, to w gonieniu logiki, a ta często, gęsto w historiach spod znaku te złe korporacje, co przejmują władzę na światem i w ogóle samo zło nawala.

A to boli.

Bardzo.

To z pewnością  niekompletna lista, ale nie przeciągając…

Korpo, królestwo, jedno na K, drugie na K

 

Często korporacje przedstawiane są jak państwa nad państwami. To wygodne, bo jakby co nikt się nie będzie czepiał, że autor zrobił tych złych z tej czy tej nacji. Nie, on sobie wymyślił kopro od zera i viola! Bo z tymi nacjami bywają problemy.

Przykład, cho no tu!

W „World War Z” (książce) epidemia wybucha z winy Chin. W filmie już w postprodukcji przemalowano flagi itd. na północnokoreańskie.

Powód?

Pieniądze.

Z Chinami w roli tych złych film nie dostałby się na chiński rynek filmowy, a chiński rynek filmowy jest olbrzymi i wszyscy chcą tam być.

Ale do meritum. Tak. Korporacje są nieco nad państwami, bo zatrudniają w cholerę ludzi w wielu krajach i nie tylko im płacą, ale też próbują zaszczepić swoim pracownikom wspólne podejście do tych czy innych spraw, wspólną misję, wizję oraz peace&love i poszanowanie kulturalnego zróżnicowania. Tak, to jest czasami „my korporacja” czyli „my wszyscy ludzie z tą korporacja na umowie o pracę”, która to umowa jest jak akt urodzenia. I tak, Philip Morris mógł pozwać Urugwajowi (link do odpowiedniego momentu programu, ale, ekhem, warto obejrzeć cały), gdy ta zaczął wprowadzić przepisy mocno tnące ich zyski. Smutna prawda, ale i wtedy ciągle chodziło o zyski PM, nie o władzę nad światem.

Korporacje mają zarabiać, inwestować zarobione pieniądze i zarabiać więcej.

Państwa nie zarabiają.

To prosty podział.

 

PKP – prezes, król, papa smerf

Oczywistym jest… dobra nie jest, nie dla każdego, ale generalnie zła korporacja to tło, bohater historii musi kogoś sprać po mordzie, więc nad wszystkim musi siedzieć ten, kto tu dowodzi. Istny król, pan życia i śmierci, kładący się cieniem na życiach struchlałych korposzczurów w ich styropianowych boksach. Więc króle korpo ma swojego prezesa, z angielska zwanego CEO, który podbija świat i jest jak ten król, z władzą niepodzielną. Nie żeby korpo nie miały rad nadzorczych. Komitetów, wewnętrznych procesów by było tak transparentnie, żeby nikt się kuźwa nie przyczepił i nie były audytowane przez strony trzecie, yadda, yadda, yadda… To fascynujące, że raz po raz w fabułach struktura władzy w korporacjach zastraszająco przypomina firmy rodzinne.

Gdy w korpo twój szef zwyzywa cię od najgorszych, zgłaszasz to odpowiednim osobom i to pewnie anonimowo. Gdy w firmie rodzinnej zwyzywa cię szef, albo kładziesz uszy po sobie, albo się rzucasz… Ale wtedy możesz zacząć szukać nowej pracy.

Gdy CEO daje dupy, podejmuje złe decyzje lub robi czarny PR, to się go odwołuje. To nie jest stanowisko dożywotnie. Gdy szef firmy rodzinnej daje ciała, to… Cóż… Pozostaje szefem, zwalnia ludzi i próbuje odbić się od bankructwa.

A potem zostaje prezydentem USofA.

Korporacje chcą władzy

Móżdżku, Móżdżku, co będzimy dzisiaj robić?

To co zwykle, Pinky, spróbujemy podbić świat!

Ale że co?! Srsly…

Podstawowym celem korporacji jest robić szmal. Włażenie drzwiami i oknami do urzędów, to nie życiowy cel korporacji. Włażnie do kieszeni urzędów mogłoby być bardziej po drodze, ale to cholernie ryzykowna gra, jak się kiedyś Siemens przekonał, gdy na 5 lat dostał bana na branie udział w przetargach w Brazylii i generalnie co korpo to bardziej stara się zabezpieczyć, żeby nikt nie brał w łapę, bo jak to wychodzi na jaw, to public relations leżą i kwiczą. A opinia w świecie to rzecz ważna. Wybuchające Samsungi, spalanie silników Volkswagena – życie jest jakie jest, różnie bywa, ale każda drama szkodzi wizerunkowi, a morda to dla korpo rzecz cenna, bo korpo to nie rząd, który dystrybuuje nie swoje pieniądze. Korpo chce zarabiać szmal, a żeby to robić, to musi sprzedawać, a skoro tak, to ktoś musi kupować ich produkty, a zatem, o ile tylko nie jest monopolistą, musi mieć ładna mordę. Ewentualnie być naj…
…tańsza
…najlepsza (jakościowo)
…lepiej dopasowana
etc.

Konfiguracje najszości mogą być różne, zależnie od branży i kawałka świata jedna najszość może być ważniejsza od drugiej, ale wszystko sprowadza się do budżetu, i pozytywnego kaszflołu (ale sobie nieładnie spolszczyłam).

 

Ufffff

O czym zapomniałam? Kojarzycie jeszcze jakieś godne facepalmu naciągniecia, gdy korpo robiło za tego złego w utworze (niekoniecznie książce)?

 

 

Marša

Rocznik osiemdziesiąty piąty, energetyk z wykształcenia, fotograf i autorka opowiadań z zamiłowania. Koszmarna estetka, czepliwiec niecierpiący upałów. Lubi góry, woli morze, zwłaszcza na morze niż nad morze.

You may also like

  • Syndicate, taka gra stara jak pokłady węgla brunatnego :)

    • W growym rozwoju zatrzymałam się na Need For Speed Underground 2… *włazi do torby wstydu* xD

      • Syndicate jest z 1993 roku :D :D

        • To wtedy z kolei jeszcze nie grałam. xD Nie miałam nawet na czym grać, jak się tak zastanowię.

  • Middle managment/kierownik projektu zachowujący się jak szef mafii. Patrz, złol z nowego GiTSa, na którego z jakiegoś powodu nikt nie doniósł do przełożonych ;P.

    • Nie oglądałam GiTS *włazi do torby wstydu* Tylko jako film anime jakieś 15 lat temu…

  • Wydaje mi się, że korporacje tytoniowe robią z założenia źle bo produkują szkodliwe dla zdrowia fajki, wiadomo kierują się tylko zyskiem. Oficjalny wizerunek danej korporacji to dla mnie pikuś w porównaniu z tym co dzieje się wewnątrz takiej organizacji.

To jest Mendi

Mendi nie prowadzi tego bloga, za to potrafi bardzo głośno chrapać. Mendi nie jest pod wrażeniem tego co robi autorka bloga, więc obserwuje ją z kanapy. ;)

Pogłaszcz Kliknij Mendę jak chcesz pooglądać więcej mojego fotospamu na facebooku :D

O mnie w wersji TL;DR

Marša
właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Soren
tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

. . .

Tru story of my life ;)

więcej komiksów Mileny czai się po drugiej stronie kliknięcia