Jak Niezatapialna wypłynęła na wodę – rozmowa z Anną Hrycyszyn


Nie będę wam wciskać kitu o nie wiadomo jakim spotkaniu i zakochaniu się w powieści oraz pełnym drżenia serca postanowieniu zagadania do autorki Zatopić „Niezatapialną”, bo owszem, znam Annę nie od wczoraj, miałam okazję to i owo o powstawaniu Niezatapialnej słyszeć, gdy jeszcze była pisana, potem poprawiana, a potem rozsyłana i gdy wchodziła w burzliwy, piękny czas procesu wydawniczego. Ale nawet mając taki wgląd przez dziurkę od klucza byłam pewnych rzeczy ciekawa i tak, ciekawość to pierwszy stopień do piekła, ale… I tak zrodziła się myśl, że skoro ja jestem ciekawa, to może ktoś inny też jest ciekaw, a jeśli tak, to mym blągerskim obowiązkiem jest spróbować tę ciekawość zaspokoić.

I tak oto przepytałam Annę na okoliczność powstawania Niezatapialnej, lęków, radości i tego co będzie dalej.

 


Dla tych, co nie wiedzą czym takim jest Zatopić „Niezatapialną” na dole wpisu zamieściłam małą ściągę.

Marša: O tym gdzie dopadł Cię pomysł na Zatopić „Niezatapialną” pisałaś choćby na facebooku. Chciałabym zatem zapytać o taki kolejny krok – skąd wiedziałaś, że to właśnie „Niezatapialna” będzie twoim debiutem powieściowym?

Anna Hrycyszyn: Bo tylko ją skończyłam pisać…? tak, to musiało być to, to mój jedyny dłuższy tekst, który uznaję za skończony. Pozostałe są po prostu rozgrzebane. Natomiast można się oczywiście zastanowić, czemu nie podjęłam trudu skończenia innego tekstu, a wybrałam właśnie Niezatapialną. Przychodzi mi do głowy, iż ona mi zwyczajnie sprawiła najwięcej radości. Chciało się nad nią siedzieć, bo miała w sobie to, co sama lubię czytać.

A co w Zatopić „Niezatapialną” lubisz najbardziej? W miarę możliwości bez spoilerów. Pytam raczej o idee, motywy, a może rzecz rozchodzi się o detale? Taki pro tip, jakby ktoś chciał napisać coś specjalnie pod Ciebie?

Jeśli ktoś chciałby mi zrobić przyjemność to powinien pamiętać o tym, by bohaterowie nie wisieli w powietrzu. Lubię jeśli za teraźniejszością stoi jakaś przeszłość, która na tęże teraźniejszość rzutuje. Bardzo lubię też nieliniowe przedstawianie fabuły i chyba to właśnie jest ten element “Niezatapialnej”, z którego jestem szczególnie zadowolona.

Co było najtrudniejsze na drodze od pierwszego pomysłu do momentu, gdy trzymałaś Zatopić „Niezatapialną” w rękach?

Czekanie! Ale to już po tym, jak wysłałam maile z Niezatapialnym spamem do wydawnictw. Bo kliknięcie “enter” po sformułowaniu maila (to też dramat – co napisać, jak wzbudzić zainteresowanie i dlaczego każda próba streszczenia własnego tekstu kończy się myślą – o matko, jakie to jest suche) budziło we mnie uczucia, podobne tym przed maturą na przykład. Panika, niepewność, wrażenie, że wszystko albo nic. Zdecydować się. To było najtrudniejsze.

Coś konkretnego pomogło zdecydować się w danej chwili czy to raczej było powolne dochodzenie do decyzji, aż osiągnęła ona masę krytyczną?

To drugie. Zdecydowanie to drugie. Kiedy uświadomiłam sobie, że właściwie bez przerwy, kompulsywnie o tym myślę – zrobiłam to.

Gdybyś mogła się cofnąć w czasie do dowolnego momentu od pierwszych pomysłów po dzień dzisiejszy, to co powiedziałabyś tamtej sobie, żeby było jej prościej dotrzeć do wielkiego finału?

Nie mam zielonego pojęcia… może – więcej melisy, Siem? Prawda jest taka, że nie mam pojęcia, co mogłabym zrobić inaczej. A na niecierpliwość, nerwy, zamartwianie się, bez których byłoby zupełnie fajnie i na pewno łatwiej, nie mam recepty.

A zdarzały ci się w tej niecierpliwości momenty, gdy myślałaś, że może nie warto się ścierać, może lepiej poczekać, przeczekać, zawrócić? Czy jednak płynęłaś do celu z wiatrem czasami wiejącym od rufy, czasami bardziej od dziobu, czasami halsując, ale jednak nieodmiennie w stronę wyznaczonego do portu?

Nie miałam i tak naprawdę do dziś nie mam pewności, czy dobrze robię/zrobiłam, czy to już mój czas, czy w ogóle to udźwignę, ale parłam, bo była też ogromna chęć sprawdzenia się i doprowadzenia pierwszej rzeczy w życiu od początku do samego końca pod kontrolą. Od decyzji “będę pisać” do własnej książki w księgarni. Przed czterdziestką!

Należą się gratulacje, za doprowadzenie tego do końca i wypuszczenie Zatopić „Niezatapialną” na szerokie wody. Teraz powieść jest w rękach czytelników i ich wyobraźni. Patrząc na bohaterów, których jest wielu, i świat Niezatapialnej, który jest rozległy, zastanawiałaś się nad tym, że ktoś, gdzieś, kiedyś może postanowić napisać fanfik do twojej powieści?

Miałam już ogromną uciechę, gdy Altersteam postanowili pobawić się w cosplay i powstały zdjęcia dziewczyn. Cieszy mnie każdy fanart, jaki dostaję – bohaterowie dzięki temu stają się jakby bardziej prawdziwi. Mam poczucie, że dla kogoś byli ważni na tyle, żeby chciał im poświęcić więcej czasu niż zajmuje przeczytanie tekstu. O fanfiku nie pomyślałam, ale teraz, gdy zwróciłaś na to moją uwagę to mam w głowie wielkie WOW, ALE TO BY BYŁO PIĘKNE!

Nie obawiasz się, że czyjaś twórczość mogłaby nie w pełni pokrywać się z twoją wizją? Są autorzy, jak Robin Hobb, którzy tępią fanfiki do swoich książek. Cytując panią Hobb “W ten sposób [przez fanfiki] wrażenie czytelnika o pracy autora i jego kreatywności zmienia się. Moje imię jest nierozerwalnie związane z moimi historiami i bohaterami.” Określiła też pisanie fanfików jako swego rodzaju kradzież osobowości autora oraz jako coś, co autora obraża. (źródło: Fanlore)

Mam wrażenie, że w fanfikowej twórczości nie chodzi o pokrywanie się z wizją autora. Może się zdarzyć, że wizje będą podobne, choć myślę, że identyczne nie mają szans być. Przecież właśnie o to chodzi, że czytelnik chce w jakiś sposób uzupełnić to, co dostał od autora, przetworzyć na własną grającą w duszy melodię. Dla mnie fanfiki – te, których twórcy wyraźnie mówią, że napisali fanfik i do czego – nie są kradzieżą osobowości autora a swego rodzaju oddaniem hołdu tekstowi, który zadziałał tak mocno, że ktoś chce poświęcić mu swój czas i zaangażowanie. W końcu fanfiki powstają do tekstów formatu “Wiedźmina” czy “Harry’ego Pottera”, a ja mam pełną świadomość, jak bardzo mi do nich daleko, co jednak w niczym nie przeszkadza rozbuchanej wyobraźni i marzeniom ;)

Zatem chętni niech pędzą do piór ;) No i pytanie musi się pojawić: co dalej? Co dalej teraz, gdy Zatopić „Niezatapialną”” wypłynęła z portu?

Myślę, że dokładnie to, co było wcześniej. Pisanie – bo to lubię, próbowanie się w konkursach, słanie opowiadań tu i ówdzie, siłowanie się z ponapoczynanymi powieściami – “Nieuniknione”, “Pike”, “Podróżnik” wciąż czekają w szufladzie na moją pełną uwagę. Tylko, że teraz odczuwam coś, co nazwałabym presją odpowiedzialności wobec czytelników, którzy już raz mi zaufali. I jest trudniej.

Czyli chyba powinnam Ci życzyć powodzenia i jeszcze więcej wytrwałości. Czegoś jeszcze? :)

Poprawy zdolności organizacyjnych ;)

Jakaś inspirująca myśl dla myślących o napisaniu powieści i wydaniu jej?

Nie zniechęcaj się i nie odpuszczaj. Banał, ale z mojego punktu widzenia fundamentalny.

Zacny banał, moim zdaniem, i całkiem dobrze zamykający tę rozmowę, za którą bardzo dziękuję.

To ja dziękuję, że miałaś ochotę mnie przepytać :)

Zatopić „Niezatapialną” – z czym to się je

Blurb ze strony wydawnictwa (tu można znaleźć też darmowy fragment)

Zatopić "Niezatapialną"Jollienesse Rożnowski, zwana przez przyjaciół Nes, dowodzi parowcem „Niezatapialna”. Pani kapitan i jej załoga są legendą w Palude. Córka skazanego opozycjonisty, od lat siejąca postrach w Krainie Tysiąca Jezior i Rzek, podbiła serca prostego ludu.

Władza jednak nie może dłużej tolerować jej istnienia. Świat ulega społeczno-ekonomicznym przemianom, a ambitny minister postanawia przykładnie ukarać buntowników. Nieubłaganie nadciąga koniec ery rzecznego piractwa.

W pogoń za „Niezatapialną” rusza kapitan Feliks Ucelli i dowodzona przez niego elitarna jednostka Straży. Pętla się zaciska, a sytuacja wydaje się bez wyjścia. Ale niełatwo zatopić „Niezatapialną”. A już na pewno nie uda się zatopić jej na wieki.

Przygodowy steampunk w pełnej krasie: parowce, nadchemia, pościgi, strzelaniny i – oczywiście – odrobina romansu.

Blog Anny: Ziarno myśli

Fanpejdż: Anna Hrycyszyn

Zatopić „Niezatapialną” na Lubimy Czytać i Good Reads

 

Wróć do początku wpisu

Marša

Rocznik osiemdziesiąty piąty, energetyk z wykształcenia, fotograf i autorka opowiadań z zamiłowania. Koszmarna estetka, czepliwiec niecierpiący upałów. Lubi góry, woli morze, zwłaszcza na morze niż nad morze.

You may also like

  • Genialna rozmowa! :D Muszę koniecznie po książkę sięgnąć :D Brzmi niesamowicie intrygująco :D

Tere!

To jest Mendi. Mendi nie prowadzi tego bloga, za to potrafi bardzo głośno chrapać. Mendi nie jest pod wrażeniem tego co robi autorka bloga, więc obserwuje ją z kanapy. ;)

Marsza TL;DR

Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Soren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz