„Belle epoque” – Wiwisekcja fabularna odcinka drugiego


A zatem będzie o Belle epoque, czy raczej jedynie o drugim odcinku Belle epoque.  Wypowiadanie się o serialu po obejrzeniu jednego odcinka, w dodatku drugiego, zakrawa na jakąś bezczelność, więc przyjmijmy proszę, że truje tylko i wyłącznie o odcinku drugim właśnie. Będę udawała, że może pierwszy był lepszy (czytałam twittera, wiem że nie bardzo) i że kolejne będą cudowne (rodzina drugi raz raczej nie pozwoli mi zaanektować telewizora w ich pokoju, abym mogła obejrzeć dalsze poczynania bohaterów).

Tyle jeśli chodzi o wstępniak. A teraz skalpel w dłoń i tniemy Belle epoque odcinek drugi.


Kto odcinek oglądał, temu streszczenie wątku kryminalnego potrzebne nie jest i może je pominąć, jeśli mu się spieszy.

T jak Trup, Trociny i Trochę nudno

Drugi odcinek Belle epoque zaczął się z trupem. Brzydkim trupem w niespecjalnie gęstych krzaczorach nad rzeką/jeziorem… chyba rzeką. W zasadzie zaczął się scenę wcześniej, ale mój mózg troszeczkę ją wypiera, plus niewiele ona wnosi do całości, poza tym, że nasz śledczy to w sumie świeżak ze swoimi metodami w głowie i nienagięty do lokalnych, krakowskich zasad. Do tego jeszcze wrócimy.

Skupmy się na trupie. Trup jest płci żeńskiej, okaleczony tak, że nie da się zidentyfikować kto to jedynie patrząc mu w oczy. Tu dopomaga duet lekarsko-laboratoryjny stwierdzając, że sprawca był leworęczny i znajdując koralik, od koralika dochodzimy do młodej kobiety i śledztwo się rozpędza w tempie dorożki pędzącej pod górę i w błocie, deszczu i z wiatrem w twarz — czyli szału nie ma, ale chociaż do przodu. Dowiadujemy się, że trup za życia najmował się do prac różnych — ten fakt poznajemy z ust sołtysostwa, co ją najmowało. Od nich też dowiadujemy się, że Kasia pracowała czasami u żyda stolarza, w szkole za jabłka i że prowadzała się z takim a takim moczymordą. U każdego z tej trójki nasz śledczy się zjawia na pogadankę, a obudzony opijus oczywiście w pierwszym odruchu ucieka i od razu dostajemy teorię, że ma coś na sumieniu. Bo wiecie. Jak kogoś w delirium wywołanym brakiem alkoholu we krwi nagle obudzą, drąc się przez okno i to spokój, równowaga, a nie panika, paranoja i uciekanie na zaś.

Pijak się oczywiście nie przyznaje, a całą teorię nasz śledczy dostaje butę (to tak w nawiązaniu do pierwszej sceny). W międzyczasie medycy trafiają w zwłokach na kolejne poszlaki. Trociny! I tak żyd zostaje aresztowany. Na jednej siekierze z jego warsztatu znajdują ślady krwi, ale och, to siekiera ze szkoły przyniesiona do naostrzenia. To w ogóle tragiczna scena, bo śledczy przechodzi nad tym faktem do porządku dziennego, zero refleksji i dalej szuka śladów, bo u żyda znaleźli pieniądze i dokumenty denatki. Widz w tym momencie jest już pewien, że zabił nauczyciel, ale trzeba czekać. Dopiero gdy śledczy trafia na informację, że pan nauczyciel opłacił Kasi bilet na statek do Ameryki, zaczyna myśleć, że może on ma z tym związek.

Pan nauczyciel jednak pisze prawą ręką, a gardło denatce podcięto lewą ręką. Ale! w tamtych czasach leworęczność była źle widziana, i ludzie często pisali prawą, ale wszystko inne robili lewą i ta dam jest winny znaleziony i z motywem zbrodni jeszcze w tej samej scenie — bo żonaty nauczyciel z bękartem na boku nie dostałby wymarzonej lepszej posady. Wszystkie informacje: praworęczność, leworęczność, chęć zmiany pracy, posiadanie żony i synów zmieszczono w jednej scenie.

Następuje podsumowanie faktów: trocin używa się też do czyszczenia podłogi, wycięcie płodu nie miało nic wspólnego z religią, miało utrudnić rozpoznanie denatki, plotka o jego rytualności trafiła do prasy od nauczyciela, aby zmylić śledczych, gotowe. Sprawca pojmany, śledczy musiał przyznać, że jego pierwszy strzał był chybiony, wszyscy są szczęśliwi i gotowi do odcinka trzeciego.

Dlaczego to takie nudne?

I teraz podeprę się listą ze strony pani Läckberg. Jakkolwiek nie bardzo trawię Erikę Falck o tyle wątki kryminalne pani Läckberg umie konstruować.

Five important rules
1. All the clues need to be made accessible to the reader.
2. The murderer must be introduced early in the book.
3. The offense must be serious. No one wants to read a book about someone who stole a neighbor’s tulips.
4. The reader should be able to actively seek a solution and find it, do not accidentally fall over it at the end of the book.
5. There should be a known number of suspects and the killer will be found among them.

(Oficjalna strona C. Läckberg)

1: czy widzowie mieli wszystkie wskazówki?
Tak. Jak najbardziej. Aż za bardzo.

2: czy morderca pojawia się wcześnie?
Tak. Mniej więcej w pierwszych 15–20 minutach.

3: czy stało się coś ważnego?
Tak, trup niezamożny, to ciągle trup.

4: czy widz ma wszystkie wskazówki, aby sam rozwiązać zagadkę?
Tak, rozwiązanie ma sens w kontekście wskazówek .

5: czy wiadomo ilu jest podejrzanych?
Tak, wiadomo ilu ich mamy. Trzech. Sołtys i sołtysowa pozostają poza cieniem podejrzeń.

5 x TAK.

Ludzie, dlaczego zatem narzekamy?

Jeśli komuś przez myśl przeszło, że trzymanie się tych pięciu punktów zabiło fabułę, to nie. Naprawdę większość kryminałów się tego trzyma. Dobry autor potrafi i tak zakręcić czytelnika lub widza. Tu próba taka była. Z dwóch stron scenariusz próbował zepchnąć winę na żyda-stolarza. Raz bo trociny w nozdrzach Kasi, dwa, bo była w ciąży, a płód wycięto i primo zrobiono to z wprawą, dwa, że według żydowskiego obyczaju kobieta ciężarna nie może być pochowana razem z nienarodzonym dzieckiem. I nie jestem w stanie powiedzieć, czemu to miało nas przekonać. Czemu morderca miałby sprzeniewierzyć się swojej religii dokonując mordu, ale przestrzegać jej w kwestii pochówku, którego nie dokonał, bo porzucił zwłoki w krzakach.

A jednak nie wyszło, bo F jak Formuła

Już pomińmy, że sucho było i drętwo, że część scen nachalnie wykładała fakty na talerz, bo pół psa pogrzebała formuła i formuły się tu trzymajmy. Wpis jest po to, aby pokazać problem historii/scenariusza, a nie recenzować ten odcinek. Mógłby, ale to pierwsze jest z pisarskiego punktu widzenia ciekawsze.

Zatem formuła Belle epoque to jeden trup na odcinek. Tu pewnych rzeczy się nie przeskoczy. I tak, oskarżony pierwszy byłby zbyt oczywisty — ledwie 5, 10 minut minęło. Jasnym było, że to pudło, ale można by z tego coś wyciągnąć o bohaterach. Nie bardzo wyszło. Gdzieś próbowano położyć nacisk na brak pokory głównego bohatera, ale to jedna z tych scen, które w sumie po mnie spłynęły.

Oskarżony drugi, ten, którego wina opiera się na dowodach, a nie intuicji, został zabrany do aresztu około godziny 17:30; serial zaczął się o 17 i już zaliczył jeden blok reklamowy. To znaczy byliśmy mniej więcej w połowie odcinka.

Choćbyśmy skłonni byli uwierzyć, że scenarzysta nie spróbuje nas wywieźć w pole dowodami i to naprawdę było takie proste, to czas działa na niekorzyść opowieści. Po prostu mając jeszcze 20 minut odcinka nie można było zamknąć śledztwa, a jednocześnie serial już zamknął sobie drogę powrotu, że to może jednak ten pierwszy był winny. To zresztą czasami szkodzi książkom również i w sumie dobrze czyta się kryminały na czytniku. Jeśli wyłączy się pokazywanie % postępu, to nie wiadomo ile zostało do końca, pół książki czy kilkanaście stron.

I tak w połowie odcinka w zasadzie jest jeden podejrzany. Nie ma motywu i niewiele o nim wiadomo, ale po prostu nikt inny już nie został. Odcinek na ostatnia chwilę próbuje to załatać (nagle dowiadujemy się, że nauczyciel czeka na decyzję w sprawie zmiany pracy, ma żonę i synów) i wtrącić ciekawostkę historyczną, ale jest już za późno.

Fakt, że część scen była nachalna i drętwa, to ta druga połowa psa. Wątek obyczajowy próbuje być subtelny, przez co w ogóle łatwo o nim zapomnieć. Bohaterowie póki co są bardzo funkcjonalni (przyjaciel-lekarz-sidekick żeby bohaterowi nie było smutno, laborantka – kobieta skarbnica wiedzy i licho wie czy niezwykłość jej pozycji dostanie swoje pięć minut, prostytutka z honorem, przełożony co wie lepiej…)

Koniec końców odcinek był ładny, ale nieciekawy. Gdyby był opowiadaniem, to trudno byłoby go przeczytać, więc dzięki niech będą za ruchome obrazki, bo choć na nie też jest masa narzekań, to przynajmniej mają tę swoją ładność i na ładność można popatrzeć, choć…

 

 

Ciiii ;)

Marša

Rocznik osiemdziesiąty piąty, energetyk z wykształcenia, fotograf i autorka opowiadań z zamiłowania. Koszmarna estetka, czepliwiec niecierpiący upałów. Lubi góry, woli morze, zwłaszcza na morze niż nad morze.

You may also like

  • Bridgetanachronist

    Nie oglądam Belle Epoque – same zajawki zniesmaczyły mnie w niezwykle efektywny sposób. Twoje wspaniałe ‚post mortem’ utwierdziło mnie w przekonaniu że ten serial, jak większość polskich seriali, to strata czasu, niestety.

    • Mnie ominęły zajawki – brak telewizora w pokoju, więc startowałam w odcinek z tym, co na FB i Twitterze czytałam i cóż… Przynajmniej miałam trupa do zmóżdżania jak to jest, gdy formułę kryminału zrealizuje się jedynie w absolutnym minimum >) zawsze to jakiś pożytek z tego :P

  • Po wielkich oczekiwaniach okazało się że wyszło jak zawsze – czyli źle. Badziewie to słowo które według mnie najlepiej opisuje ten suchy jak wióry z 2 odcinka serial. Obejrzałem oba odcinki i zrobiłem to chyba tylko po to by przekonać się jak złe to było. (napisałem o tym 2 posty u siebie na blogu). a wiadomo – badziewie do badziewia. Nie oglądam tego więcej – szkoda oczu.

    • Ja jestem rozerwana chwilowo. Raczej nie obejrzę, ale z drugiej strony, może jak sobie wbiję do głowy ich błędy, to pisząc swój kryminał nie popełnię podobnych wtop? :/ Tylko czy jest sens w imię tego zamęczać rodzinę… :P

      • Nie musisz zamęczać rodziny ;) Na playerze jeśli wybierzesz wersję z tymi samymi nieszczęsnymi reklamami, które musisz przetrwać w telewizorze oglądasz za darmo, co też uczyniłam wczoraj i wreszcie mogę czytać ten post świadomie. Moim zdaniem oni zrobili coś jeszcze gorszego niż prosta droga eliminacji. Przy pierwszym spotkaniu nauczyciela z Edigeyem, ten pierwszy zrobił przerażoną minę, gdy tylko asystent kryminalny się odwrócił. W tym momencie widz dostał winnym w twarz, a nieszczęsny śledczy wydawał się taki nierozgarnięty do samego końca. A przecież nie zawsze to kto jest mordercą musi być najciekawsze dla widza. Ot taki Sherlock Holmes – najpierw obserwujemy przestępcę w akcji, potem z szukamy go z Sherlockiem i jest ciekawie, choć niby wszystko wiemy. Mnie tam najbardziej jednak zwiesiło na tym, że ona niby leżała tam 3 miesiące. Serio? Jakim cudem nikt jej nie zauważył, jak wyraźnie leżała przy ścieżce? Ale i tak sobie będę oglądać. Bo costume porn ;)

  • Liczyłam, że będzie to choć w 10% nawiązywać do Sherloka i oczywiście się zawiodłam. Masz rację – drętwo, słabo, nieciekawie, nawet aktorzy grają jakby ktoś ich zmuszał, a ulice Krakowa wyglądają bardzo źle, sztucznie, ale na pewno nie w starym stylu.
    Na swoje usprawiedliwienie powiem, że obejrzałam wszystkie odcinki na Playerze, tylko dlatego, bo byłam chora i nie mogłam nic mądrzejszego robić.

  • Ojj.. ja bardzo często oceniam seriale po jednym odcinku :P Mam tego mnóstwo u siebie. Później oczywiście po seansie całości porównuję, czy aby na początku miałam rację :) Belle epoque jeszcze nie znam, a właśnie szukam nowego serialu. Mnie się ostatnio dobrze ogląda „Wielkie kłamstewka”.

  • Oglądałam tylko jeden odcinek. Wielkie „halo” i nic więcej. Jestem zawiedziona.

    • Szósty odcinek jest autentycznie dobry. Tylko on, niestety. Taki potencjał był, a wyszło…

To jest Mendi

Mendi nie prowadzi tego bloga, za to potrafi bardzo głośno chrapać. Mendi nie jest pod wrażeniem tego co robi autorka bloga, więc obserwuje ją z kanapy. ;)

Pogłaszcz Kliknij Mendę jak chcesz pooglądać więcej mojego fotospamu na facebooku :D

O mnie w wersji TL;DR

Marša
właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Soren
tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

. . .

Tru story of my life ;)

więcej komiksów Mileny czai się po drugiej stronie kliknięcia