A akcja będzie działa się w…


Miejsce akcji to taka fraza, która zakorzeniła mi się w pamięci gdzieś we wczesnej podstawówce, gdy nauczycielka raz za razem kazała podać czas i miejsce akcji omawianej lektury. I tu zostawię szkołę i jej kanon lektur, który już nie obowiązuje i nie jest potrzebny do rozbicia młotkiem gówna, które zowie się „stworzę sobie miejsce akcji, ale niekoniecznie świat” – czyli nie będzie tu fantasy itp. itd. et cetera, bo to temat szeroki, głęboki i nie na dzisiaj. Będzie bardziej swojsko i zahaczy o realia w powieści, bo jedno się z drugim łączy.

Wyciągając przykłady z szafy będzie o dwóch miastach, którym żadna ilość taśmy izolacyjnej nie pozwoli nie spłynąć z mapy i jednej wisi, która niestety nie istnieje.

 

Czasami człowiek (autor, bo autorzy to też ludzie) chce mieć zupełną wolność i stworzyć sobie własny wystrój sceny, a z drugiej zależy mu na zachowaniu pozorów zaokiennej rzeczywistości. Może dlatego, że to się lepiej sprzeda lub nie chce wymyślać sobie całego świata od zera, bo mu nasz wystarczy. No prawie wystarczy, bo jednak brakuje mu tego idealnego miejsca akcji. I tak stanąwszy wobec problemu co dalej, zaczyna on z rozmachem Boba Budowniczego stawiać swoje miasto w naszym szarym świecie. I tak, to może się udać. To się często udaje. Czasami natomiast nie wychodzi.

Mapa, ale jaka mapa? Czyli: Miasto

Jak ktoś powie, że to przykład naciągany i w sumie Miasto mogło istnieć w świecie wymyślonym, to w zasadzie nie będę w stanie udowodnić, że było inaczej. Miasto w “Czarnym księciu” przez nazwiska, obyczaje, architekturę i brak magicznego mambo dżambo zdaje się przynależeć do świata zaokiennego, ale nic na pewno nie wiadomo. Niedookreślone z nazwy, zawieszone obyczajami gdzieś w XIX wieku, z nazwiskami jak Europa szeroka, niezająkujące się o niczym, poza swoimi granicami jest bańką, w której autorka może zrobić wszystko i nikt nie zarzuci jej, że historycznie, gospodarczo czy geograficznie gada od rzeczy.

Miasto to w zasadzie cały świat, a za jego granicami jest las, a za lasem… nie ma za lasem. Las jest już do końca. Tego oczywiście w książce nie napisano. To ja sobie dorabiam mitologię, do tego wyrwanego z kontekstu miejsca. Żadna ilość kropelki i izolki nie utrzyma Miasta na mapie, bo ono nawet nie chce na niej być, bo wtedy musiałoby zacząć się liczyć z geografią, a umieszczone w czasie, zaczęłoby borykać się z polityką. W porywie też z klimatem.

W twórczym szale realia to ramki.

Jeśli chcę wysłać bohaterów w podróż z Drezna do Monachium i mam wczesne lata wieku XIX, to muszę liczyć się z tym, że będą jechali przynajmniej dwa tygodnie powozem, bo panience nie wypada wierzchem pędzić i zajeżdżać konia. Jeśli inny bohater musi komuś szybko przekazać informację, a jest rok 1990, to nie może on po prostu zadzwonić. Najpierw musi mieć żetony, potem znaleźć budkę telefoniczną, a to wszystko ma sens tylko, jeśli druga strona w ogóle posiada telefon (ewentualnie ma sąsiadów, którzy mają telefon). No i jeszcze ktoś musi być w domu, żeby go odebrać.

Realia ograniczają możliwości autora, zwłaszcza te historyczne. Ale poza tym pełnią jeszcze ważniejszą funkcję. Pomagają czytelnikowi zorientować się w świecie, poznać jego mechanikę i dzięki temu lepiej rozumieć bohaterów i ich problemy.

Miasto w “Czarnym księciu” to taka próba dania czytelnikowi podstaw zrozumienia bohaterów bez ograniczania autorki. Tak, to działa. Miasto zachowało wewnętrzną spójność, ale dla mnie było cholernie frustrujące w odbiorze (już pomijając całą resztę książki). Jawiło się jako oczywiste pójście na łatwiznę, mierziło niepomiernie i sprawiało, że nie mogłam nie myśleć o wpadce autorki z Empikiem w Kołobrzegu (gdy go tam jeszcze nie było) i tym, jak się wtedy mętnie tłumaczyła.

Swojskość nieoswojona: Alwarnia

W przeciwieństwie do unoszącego się ponad mapą Miasta, Alwarnia (nie mylić z Alwernią, ta istnieje naprawdę) spróbowała się wcisnąć na mapę. Zrobiła to co prawda z dokładnością do kilkuset kilometrów, ale jednak. Alwarnia, miasto w którym rozgrywa się znaczna część akcji “Pryncypium”, znajdowała się gdzieś w Polsce. Nie wiadomo gdzie, ale gdzieś. W dodatku nie tonęła w odmętach dziejów, a istniała, według słów powieści, współcześnie.

Alwarnia w Polsce

Obecnie

Jednym nagłówkiem autorka dała czytelnikowi całą garść wskazówek o realiach, w jakich żyją bohaterowie, bo to Polska teraz. Może niekoniecznie w roku 2016-nastym (data wydania), ale gdzieś w latach 2010–2020. To mówi mi wiele rzeczy o mentalności potencjalnych bohaterów, o ograniczeniach wokół nich — bajka.

Niestety im dalej w las tym bardziej Alwarnia zdradza chęć bycia Miastem. Przyklejona do mapy trzema rolkami izolki bardzo stara się zignorować historię i politykę, bo nagle rozrasta się do rozmiarów mogących zawstydzić Warszawę (obecną, bo jak metropolię machną, to będzie insza inszość), a jej zabytki sprawiają, że należałoby zrewidować podręczniki do historii sztuki. Nie zwraca uwagi na to, gdzie się znajduje, krzyczy, że jest w Polsce, ale przeciętny czytelnik nic z tego nie ma, może poza imionami części bohaterów. Gdyby te imiona przetłumaczyć i za pomocą funkcji Znajdź i zmień podmienić Polskę na Francję lub Rosję, to wcale nie rozległby się zgrzyt trzeszczących i naciąganych faktów.

I tu uważnemu czytelnikowi powieści może zapalić się bardzo niebezpieczna lampka ostrzegawcza. Mianowicie może zacząć się zastanawiać, czy mu tego kraju tam nie wciśnięto po postawieniu ostatniej kropki, żeby wszystko brzmiało bardziej swojsko, ale nie przemyślano tego do końca. Złe to i paskudne, ale przejść przez myśl może.

Czytaj: mi przeszło.

I tak, gdy Miasto zostawiało czytelnika na lodzie, tak Alwarnia zostawia go z wrażeniem, że coś tu jest bardzo nie halo.

Error 404 — miejscowości nie znaleziono: Marysin

Marysin to trochę inna skala niż Miasto i Alwarnia, bo Marysin to wieś położona nieopodal Przesieki w malowniczych Karkonoszach. W Marysinie, w zabudowaniach dawnego dworu, znajduje się raczkująca agroturystyka. Nazwa nieco nie pasuje do okolicznej Przesieki, Zachełmia, Borowic czy Podgórzyna, ale ma sens, czy raczej ma historię i na początku XX wieku brzmiała inaczej, ale właściciel wsi zmienił ją, by uczcić swoją ukochaną żonę Marię. A po wojnie polskie władze po prostu przetłumaczyły nazwę z niemieckiego na polski i tyle. Wiemy to między innymi dlatego, że Marii udało się uciec przed wojenną zawieruchą, schronić w głębi Niemiec, a kilkadziesiąt lat później również odwiedzić stary, utracony, majątek i opowiedzieć jego historię. I jest jeszcze jedna ważna rzecz, którą należy o Marysinie powiedzieć. Marysin nie istnieje.

Niestety. Choć czytając “Stateczną i postrzeloną” naprawdę nietrudno go sobie wyobrazić przycupniętego gdzieś przy drodze między Szklarską Porębą a Karpaczem. Marysin jest malutki, a jednak głęboko zakorzeniony w swoim miejscu na mapie. Jego pojawienie się nie wymaga rewidowania podręczników. Pozwolił jednak autorce na swobodę, jakiej nie miałaby próbując osadzić akcję w Przesiece czy Zachełmiu (do niego wybiera się w innej książce), ale zarazem daje czytelnikowi wszystko, czego mu potrzeba do zorientowania się w czasie i przestrzeni.

Oszukać czytelnika

Marysinowi udało się to, co nie powiodło się ani Miastu, ani Alwarnii — zdołał okłamać świat, że jest prawdziwy i to jest cel, do którego wszystkie fikcyjne miasta osadzone w naszej rzeczywistości powinny dążyć.

 


Wspomniane miasta i wieś pochodzą z następujących powieści:
Miasto: „Czarny książę” Katarzyna Michalak
Alwarnia: „Pryncypium” Melissa Darwood
Marysin: „Stateczna i postrzelona” Monika Szwaja

Marša

Rocznik osiemdziesiąty piąty, energetyk z wykształcenia, fotograf i autorka opowiadań z zamiłowania. Koszmarna estetka, czepliwiec niecierpiący upałów. Lubi góry, woli morze, zwłaszcza na morze niż nad morze.

You may also like

  • DonBolano

    Ciekawie się czytało :-)

  • Zehel vonScythe

    Miałam napisać tu coś konstruktywnego, ale nie umiem dzisiaj. Więc zostawię tu tylko króciutkie coś:
    http://www.filmweb.pl/Osada – to takie pierwsze skojarzenie, kiedy przeczytałam Twój opis Miasta… dzięki za przypomnienie, bo lubię ten film <3

To jest Mendi

Mendi nie prowadzi tego bloga, za to potrafi bardzo głośno chrapać. Mendi nie jest pod wrażeniem tego co robi autorka bloga, więc obserwuje ją z kanapy. ;)

Pogłaszcz Kliknij Mendę jak chcesz pooglądać więcej mojego fotospamu na facebooku :D

O mnie w wersji TL;DR

Marša
właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Soren
tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

. . .

Tru story of my life ;)

więcej komiksów Mileny czai się po drugiej stronie kliknięcia