Serce nie sługa oraz niebajka


Zdechło. Wzięło i zdechło. A raczej nie zdechło, tylko pisałam sobie po NaNo dalej, potem pojechałam szlajać się okołoświątecznie i wmawiałam sobie, że oho, z nowym rokiem, to będzie i nowy duch i w ogóle zacznę pisać też na bloga i to z przytupem. Oczywiście plany oparte na nadziejach poszły robić to na zielonym (na białym nie mogły, we Wrocławiu śniegu nadal jest niewiele). I z jednej strony można by coś na siłę, a z drugiej nie o to chodzi. Dlatego dziś niebajka, scenka i strumień świadomości, co się przytrafił.

Albo po prostu: akumulator w mózgu się wyczerpał i próbowałam go odpalić na kablach. ;)

Niebajka o króliczkach i umierającym mózgu

Uczucie, że mózg obumiera mi z każdą mijającą minutą przechodziło ze stanu uświadomionego w podświadomy. Dalej mogło już tylko spłynąć na dno jaźni, zakorzenić się w bezcielesnej duszy, wyjść poza ograniczenia  doczesności i transcendentować w nowy rodzaj bytu, gdy moja życiowa powłoka gniłaby w biurowym fotelu. Ona i może ja. Nikt nie udowodnił, że dusza i świadomość są sobie tożsame. Może dusze są nieśmiertelne, dlatego, że nie muszą pamiętać tego kim były i martwić się kim będą. Są jak baterie duracella, a świadomość, to różowe króliczki.

Myśl o króliczkach na chwilę pochłonęła mnie bez reszty. Wiatr wył na oknach, a może na moich uszach, głosy prowadziły niespójne, jednostronne rozmowy telefoniczne, auta nadal jeździły cztery piętra niżej, a ja zapadałam się w świat różowych futrzaków maszerujących czwórkami na podbój wszechświata. jeszcze nie wiemy, ale miliony świadomości pozbawionych ciał i dusz, przemierzają wszechświat, a tupot ich małych futrzastych nóżek wzburza małe sztormy w przestrzeni. Idą na nas, pchane głodem dusz. Niczym fala po wybuchu supernowej formują obraz wszechświata, ale oślepieni duszami nadal nie jesteśmy wstanie tego dostrzec. Kiedyś. Za rok, dwa, millenium, w końcu stworzymy sobie sztuczne oczy. Wielkiego następcę Hubble, Spitzera i Chandry, zdolnego zobaczyć wibrującą pod różowymi nóżkami nicość. Ale wtedy już będzie za późno. Zombie-króliczki pożrą nasze dusze i odejdą w chwale, a my zbierzemy się w czwórki i równym krokiem ruszymy w ślad za nimi. I tak będziemy się gonić póki baterie się nie wyczerpią.

Boru liściasty, ledwie minęło południe, a ja już nie dawałam rady.

Tagi:
Marša

Rocznik osiemdziesiąty piąty, energetyk z wykształcenia, fotograf i autorka opowiadań z zamiłowania. Koszmarna estetka, czepliwiec niecierpiący upałów. Lubi góry, woli morze, zwłaszcza na morze niż nad morze.

You may also like

To jest Mendi

Mendi nie prowadzi tego bloga, za to potrafi bardzo głośno chrapać. Mendi nie jest pod wrażeniem tego co robi autorka bloga, więc obserwuje ją z kanapy. ;)

Pogłaszcz Kliknij Mendę jak chcesz pooglądać więcej mojego fotospamu na facebooku :D

O mnie w wersji TL;DR

Marša
właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Soren
tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

. . .

Tru story of my life ;)

więcej komiksów Mileny czai się po drugiej stronie kliknięcia