Listopad, czyli NaNoWriMo, czyli doroczne święto radosnego pisania


Nadszedł zatem ten czas w roku, gdy na hasło: masz jakieś plany na weekend? ze strony rodzicielki odpowiadam dwoma słowami i nic więcej dodawać nie muszę: jest NaNoWriMo.

Czwarte NaNoWriMo w moim życiu, więc generalnie rodzinka już wiesz czym się to listopadowe święto grafomanii je. Już się nie dziwią, że siedzę z słuchawkami na uszach i klepię w klawiszki, albo wychodzę nagle na spontaniczny spacer nocą, bo utknęłam w fabule, a na chodzonego mi się lepiej myśli. Już ich nie dziwi, że idę na spotkanie ze znajomymi i zabieram laptopa, bo to WiP, więc będziemy siedzieć, pić kawę, gadać i pisać, pisać, nadrabiać słowa i motywować się wzajemnie. Może nie rozumieją sensu w tym, aby siedzieć z laptopami w kawiarni i pisać, może zgrzyta im idea czegoś takiego, ale po trosze rozumiem ich. Zwłaszcza, że to dwa samotne wilki, to raz, a dwa może trzeba tego spróbować, aby się przekonać. a może to kwestia człowieka, że lubi się wspólnie pojarać pisarskim uniesieniem, nawet jeśli to co pisze jest mało ambitnym koncertem własnych życzeń.

Bo jest. Nie ukrywam. Moje tegoroczne NaNoWriMo nie aspiruje do bycia dziełem mojego życia i gdyby nie to, ze istnieje coś takiego jak NaNoWriMo, to pewnikiem ta historia nigdy nie wyszłaby z mojej głowy na papier, bo mogłabym pisać coś innego (bloga… o.O), a nie klepacz to.

Ale jest NaNoWriMo, więc jest pretekst, aby pozwolić sobie na miesiąc literackiego zapomnienia i po prostu utopić się w radosnym tworzeniu.

Czy skończę ten tekst – hope soł.

Czy będzie super – dunno.

Czy mam frajdę – definitely yes; i choćby dlatego warto się w to bawić.


NaNoWriMo – doroczny listopadowy event na cześć grafomanii (w pozytywnym tego słowa znaczeniu), polegający na napisaniu 50’000 słów powieści/pracy magisterskiej/czegoś pomiędzy 1 a 30 listopada. Event jest ogólnoświatowy, koordynowany ze strony www projektu, gdzie na forum każdy kraj/region ma swój kącik, w którym uzależnione od klepania w klawiszki jednostki mogą dzielić się swoimi problemami i radościami pisarskimi i umawiać na spotkania offline, dzięki którym można się przekonać jak wiele podobnych sobie osób można znaleźć w okolicy. Bo listopad się skończy, a znajomości i napisane teksty zostaną.

Tagi:
Marša

Rocznik osiemdziesiąty piąty, energetyk z wykształcenia, fotograf i autorka opowiadań z zamiłowania. Koszmarna estetka, czepliwiec niecierpiący upałów. Lubi góry, woli morze, zwłaszcza na morze niż nad morze.

You may also like

  • Taaaa, „radosnego” pisania :D Moje pisanie rodzi się w bólach – jak napiszę przynajmniej 10k, to będę zadowolona :D

    Trzymam kciuki za Ciebie, kochana!

  • Agnieszka Żak

    Mam w tym roku dokładnie tak jak ty. :)
    Klep dzielnie, klepaczu.

To jest Mendi

Mendi nie prowadzi tego bloga, za to potrafi bardzo głośno chrapać. Mendi nie jest pod wrażeniem tego co robi autorka bloga, więc obserwuje ją z kanapy. ;)

Pogłaszcz Kliknij Mendę jak chcesz pooglądać więcej mojego fotospamu na facebooku :D

Z sympatią do:

O mnie (TL;DR)

Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Soren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

W komitywie z: