Dobre duszki: ghost-writing od dupy strony


Dziś będzie na fali zdumionego wkurzenia i wrodzonej perfidii. Rzecz jest taka, że parkuję sobie przy Wyższej Szkole Bankowej, bo to tuż obok mojej firmy. Nijak to się na nic nie przekładało w ostatnich latach, ale w środę wyciągnęłam zza wycieraczki ulotkę zdecydowanie nie skierowaną do kogoś, kto już swojego magistra inżyniera wyrwał z trzewi systemu edukacji. Zaczynało się toto od „Musisz napisać pracę?”, a dalej była lista: zaliczeniową, licencjacką, inżynierską, dyplomową, a może pracę magisterską? I może olałabym rzecz siurem prostym i wywaliła, ale utknęłam nieco w korkach na mieście i miałam aż nadto czasu, aby przeczytać wszystko, co na ulotce napisano i do prostytutki biedy mnie to wkurzyło.

To w zasadzie jest jak powieść. Może copy się rozmiłowało w storytellingu w reklamie i wykorzystało go w ulotce.

Zaczyna się jak w horrorze.

Oto jest wizja zagubionego studenciszcza, które nie wie jak zacząć (od tego są kuźwa wykładowcy, można ich zapytać) i boi się czy zdąży na czas (srsly?), a tu jeszcze musi dostać wysoką ocenę, aby w przyszłości mieć wymarzoną pracę (nikt mi jeszcze na ocenę z samej magisterki nie patrzył, w sumie na ocenę za całe studia jedne i drugie też mi nie patrzyli). I tu (ta~da~da~da!) pojawia się wybawienie. Bo są ludzie, którym można zlecić napisanie pracy, tak, abyś ty, studenciaku, „zaoszczędzony czas wykorzystał w bardziej dla Ciebie pożyteczny sposób – unikając jednocześnie strachu, niepewności jak i stresu.”

Bajka!

No dobrze, ja nie urodziłam się wczoraj i wiem, że są ludzie, którzy innym ludziom piszą magisterki i wszystkie inne prace i tak, to jest biznes, i jest to cokolwiek moralnie wątpliwe, ale popyt czyni podaż. Wiem. jestem temu przeciwna, ale wiem, że ma to miejsce. Amen.

Tylko że dalej copy pofrunęło i poczęło wyjaśniać, że z usług ghost-writerów (określenie pojawia się na ulotce) korzystali Reagan czy JFK.

I tu małe oświadczenie: ja naprawdę cholernie szanuję ludzi w tym zawodzie. Ghost-writing to trudna rzecz. Duszki piszą książki pod konspekty bardziej utytułowanych autorów, wypełniają przestrzenie pomiędzy tym, co wielkie nazwisko napisało w ramach głównego wątku i muszą dostosować się przy tym do stylu tego wielkiego nazwiska. I zrobić to szybko, i dobrze, i raczej pracują za z góry określoną kwotę, nieważne jakim bestsellerem okaże się ostateczny produkt. To oni  piszą „autobiografie” gwiazd nieobdarzonych ani lekkim piórem, ani czasem. To cholernie trudny zawód, kropka.

To ustaliwszy wróćmy do Reagana i JFK. Copiałka lub copiałek polewają melasą rozedrgane serduszko studenciszcza, no bo skoro Reagan i JFK korzystali z usług ghost-writerów no to w sumie co tam on?

Noż!

Niniejszym copy stwierdziło, że JFK i Ronald Reagan swoje tytuły naukowe zdobyli częściowo w oparciu o to, że ktoś napisał im prace. Nie wiem co na to Princeton, Harvard i Eureka College.

Ale…!

Pobawmy się w szkolę podstawową. Co poeta-copy miało na myśli? A no to, że szanowni prezydenci USA korzystali z usług ghost-writerów przy pisaniu przemówień, być może też jakiś książek i artykułów. Samo stwierdzenie że JFK i Reagan korzystali z usług duszków nie jest nieprawdziwe. Ale umieszczone w kontekście już stanowi kłamstwo. Sprytne kłamstwo, bo bazujące na tym, że studencior nie zastanowi się dwa razy i zrozumie, że panowie prezydenci i spółka oszukali na studiach, a nie, że korzystali z ghostów później. Ta-dam! Copiałek de facto nie skłamał, studencior złapał przekaz jaki miał złapać i teraz może śmiało wchodzić na www i składać zlecenie.

A! jest jeszcze mały druk. Kto czyta mały druk?

Mały druk klaryfikuje (co za paskudny anglicyzm, wiem), że to co szacowne reklamujące się duchy przedłożą klientowi, to jest przecież tylko wzór, inspiracja dla studenciszcza i generalnie oni wiedzą, że złożenie takiej napisanej przez ducha pracy jako swojej jest sprzeczne z prawem i nope, nope, nope niewolno tego robić. I to, co oni prześlą można wykorzystywać tylko legalnie i zgodnie z zasadami prawa autorskiego i Art. 272. K.K .i oni umywają raczki, jeśli studencior jednak prawo złamie…

Moment! Halt! Stop the heck!

Wcześniej pisali, że korzystanie z ghostów to „nic ani dziwnego, ani oburzającego ani niestosownego. Każdy zajmuje się tym, w czym jest najlepszy, resztę pozostawiając profesjonalistom. W ten sposób funkcjonuje cała Europa, w ten sposób funkcjonuje dorosłe życie z sukcesami!” (przecinki (c) Copiałek/Copiałka).

I to jest znów to zręczne kłamstwo z wcześniej. Wszyscy korzystają z usług ghost-writerów i to jest OK, bo przecież nigdzie nie jest wprost napisane, że korzystają z tego przy pisaniu cholernych prac potrzebnych do ukończenia studiów. To jest tylko sugerowane, ale duszki jakby co umywają łapki, że studneciszcze nadinetrpretowało.

NOŻ!

Wisienką na torcie tej ulotki reklamującej usługi profesjonalistów/ekspertów od pisania prac „na najwyższym poziome” jest zapis „!?” podczas gdy w języku polskim poprawny to „?!” i tak, wiem, ten pierwszy jakoś ładniej wygląda, ale jest zły. Swoją drogą, copiałek nie mógł się zdecydować, bo raz napisał tak, raz siak i byłoby prawie pięknie, ale tam, gdzie copy napisało dobrze, to wstawiło spację przed pytajnikiem i poprawność poszła robić TO na zielonym. Jest także zgubiony przecinek w cytowanym już wcześniej fragmencie. A! i chyba znalazłam podwójną spację, ale na wydruku to ciutkę trudniej ocenić. Full Pro, kochani. Full Pro, powiedziałam to ja, rzyć interpunkcyjna. Naprawdę, moje ogarnięcie interpunkcji jest zawstydzająco słabe, więc jeśli ja widzę babole, to coś jest bardzo, ale to bardzo nie tak.

Tak jak nie tak jest ta ulotka, która z jednej strony zachęca do złamania prawa, z drugiej kryje rzyć autorów. Wychodzi ze strefy półcienia, z poprzyczepianych do tablic kartek z domowej drukarki i udaje, że jest cacy i życie jest takie piękne. No…

Wkurzyłam się.


Dla ciekawych, tu cała ulotka, acz dane kontaktowe wymazałam.

Ale jak ktoś bardzo chce, to privem mogę podać adres www, na której są już nie ghost-writerami a ghostwriterami, co stanowi i tak jeden z mniejszych problemów nieskładności oraz niepoprawności opublikowanych tam materiałów.

A teraz wrócę do pisania mojego NaNo.

Uf.

Marša

Rocznik osiemdziesiąty piąty, energetyk z wykształcenia, fotograf i autorka opowiadań z zamiłowania. Koszmarna estetka, czepliwiec niecierpiący upałów. Lubi góry, woli morze, zwłaszcza na morze niż nad morze.

You may also like

  • DonBolano

    Hmm panią z wyciągniętymi łapkami kojarzę już z kilku innych ulotek i reklam. Urok zdjęć stockowych ;)

  • DonBolano

    Popieram! Kłamstwo! Skandal! I oszustwo!

  • „Prostytutki biedy” – cudne poetyckie tłumaczenie :)

To jest Mendi

Mendi nie prowadzi tego bloga, za to potrafi bardzo głośno chrapać. Mendi nie jest pod wrażeniem tego co robi autorka bloga, więc obserwuje ją z kanapy. ;)

Pogłaszcz Kliknij Mendę jak chcesz pooglądać więcej mojego fotospamu na facebooku :D

Z sympatią do:

O mnie (TL;DR)

Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Soren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

W komitywie z: