No to znów jesteśmy książkowo w Helsinkach


No to wracamy do Helsinek. Znaczy ja wracam i ciągnę Was za sobą, bo samemu to nudno.

Trzeci tom serii “ale dlaczego ja to cięgle kupuję” o Karim Vaarze  –  fińskim policjancie (stopień i lokalizacja mu się zmieniają, więc pozostańmy przy ogólnikach), mierzącym się z przestępczością w krótkie dni, długie noce i wśród śniegów kraju o jednym z dziwniejszych języków w Europie (w związku z czym nie jestem w stanie makaronizować po ichniemu, z drugiej strony mają tam dwa języki urzędowe …).

Zatem oto Biel Helsinek.

W części trzeciej o dziwo nie ma śniegu. Śniegi były w części pierwszej, która rozgrywała się na dalekiej północy. Śniegi były w części drugiej, która rozgrywała się na nieco mniej dalekiej północy (w Helsinkach). Można było pomyśleć, że Finlandia zawsze jest przykryta śniegiem, ale nie. Tym razem jest dostatecznie ciepło, aby na pierwszych stronach pałaszowano lody.

On, Ona i brak pizzy

Drugim stałym elementem pejzażu tej serii była ciężarna żona Kariego. Ciężarność żony, poza kreśleniem rodzinnego tła dla bohatera, pełni, wg mnie, jeszcze jedną ważną funkcję: czyni małżonkę nieco mniej mobilną. Małżonka jest głównie uziemiona w domu  –  nie wtrąca się zanadto. Rzecz warta odnotowania, bo daleko nie szukając:

Kurt Wallander (H. Mankell)  –  rozwodnik i postronni nie sznupią mu w śledztwach

Erlendur Svensson (A. Indridason)  –  rozwodnik i postronni nie sznupią mu w śledztwach

Patrik Hedström (C. Lackberg)  –  ma żonę nieprzykutą do łóżka i ciągle ryje mu się ona w śledztwa, tak, że to bardziej ona niż on je rozwiązuje.

I cóż z tobą, Kari?

Jak widać małżonki są problematyczne. Jak się ma zatem małżowinka Kariego w trzeciej części?

O dziwo tym razem nie jest w ciąży, więc ma pewne pole do popisu, jeśli chodzi o przeszkadzanie i jest bardziej zaangażowana niż poprzednio, kiedy to głównie pełniła rolę tej, do której się wraca.

Sidekick

Specjalne miejsce dla sidekicka. Sidekick nie jest obowiązkowym punktem w kryminale skandynawskim. Trzymając się wcześniejszej trójki: Kurt współpracuje z tym z kim trzeba, czy to będzie Martinsson, Nyberg, Rydberg…i sidekicka nie ma; Erlendur niby najczęściej występuje w towarzystwie Elinbor i Sigurdura Olego, ale nie jest to regułą, po prostu są to dwie najbardziej rozbudowane postaci tła. Patrik też po prostu ma współpracowników z komisariatu (z premedytacją zignorujmy chwilowo Erikę). Tymczasem Kari ma sidekicka. Milo Nieminen nie jest gościem z tła. Jest sidekickiem. Full stop.

Nie chcę gdybać czy na pojawienie się takiej postaci (w tomie poprzednim, więc to nie spoiler) wpływ miał amerykański rodowód autora (Johanson pochodzi z USA, w Finlandii mieszka od studiów). Dość powiedzieć, że po poprzednim tomie to była moja ulubiona postać, bo podczas gdy Kari ma traumy, Milo ma wady. Wady wynikające z bycia zdolnym bucem i wszystko świadczyło o tym, że może on jeszcze wyjść na ludzi (albo na coś przeciwnego). I o ile traumy Kariego się kontempluje, rozumie, wyraża współczucie i w ogóle, to o Milo czyta mi się po prostu ciekawie. Byłam ciekawa co z niego wyrośnie –  i oto jeden powód czemu jednak zakupiłam Biel Helsinek.

Co z tego dostałam? Ano niewiele. Były nadzieje, ale spłynęły wraz ze śniegiem i alkoholem na Vappu (pierwszy dzień wiosny obchodzony na początku maja, bo gwiazdy sobie, a klimat na północy sobie). Rozwoju postaci nie zarejestrowano, a wręcz wydaje mi się, że ja spłycono.

W zasadzie jest jeszcze drugi sidekick, ale po prawdzie niewiele poza jego przezwiskiem zapamiętałam i niech to mówi samo za siebie.

Biel Helsinek

Helsinki w śniegu raz, tak do zbalansowania braku śniegu w książce

Tło

Jedną z rzeczy, którymi usprawiedliwiam kupowanie kolejnych e-booków o Karim jest ciekawość nie Kariego a Finlandii. Co już napisałam wcześniej: Johanson nie jest Finem. Wychował się w innej kulturze, więc można przypuszczać, że na pewne zjawiska zwraca uwagę, podczas gdy przeciętny Jussi nawet by o nich nie wspomniał, bo są dla niego oczywiste.

Z rok temu rozpisałam… rozgdybałam się nieco o tym.

Pozostając w Bieli Helsinek i przy Karim, to Johanson zwracał uwagę na różne zwyczaje Finów, które mogły być nieznane jego czytelnikom – Amerykanom, bo to oni są niejako na pierwszej linii czytelniczej autora będącego Amerykaninem i wydającego w pierwszej kolejności po angielsku (Thompson mówił po fińsku i wydał kilka książek w tym języku, ale seria o Karim Vaarze była tłumaczona; trzeci tom nawet grupowo przez J. Roberta Tupasela i Annę Volmari — #UselessTrivia). Siłą rzeczy były też nieznane mi. Ot smaczek, który sobie cenię. W Bieli Helsinek ilość smaczków jest jednak mała. Głównie czytamy jaki to brud, syf, wszyscy źli, skorumpowani i dupczą po kątach.

Trup na tle

…czyli fabuła.

Trupy maja tła. Trup pierwszy był na tle rasowym, a przynajmniej tę tematykę poruszał. Trup drugi miał tło polityczne. W przypadku obu trupów chodziło o coś więcej, ale to już by było sianie spoilerami.

Trup trzeci… no właśnie tu jest niby problem, bo tego trupa nie ma. Znaczy zwłoki przewijają się przez strony w ilościach niemalże hurtowych, ale całość ma zupełnie inny ton. Gdzieś od kryminału jako takiego seria o Karim Vaarze przeszła do sensacji. Narkotyki, włamania, rozpuszczanie zwłok w kwasie solnym, narady nad kuchennym stołem, skorumpowana polityka i pieniądze z dużą ilością zer noszone w siatkach ze spożywczego. Powiedzmy, że nie na taką jazdę szykowałam się po pierwszych dwóch częściach.

Gdy próbuję opisać fabułę Bieli Helsinek (akcent na opisać, a nie streścić), to przychodzą mi na myśl dwa angielskie zwroty, których nie potrafię za bardzo ładnie na polski przełożyć (jak ktoś wie jak, to proszę o komentarz, bo bardzo mi czasami tego tłumaczenia brakuje).

Pierwsze to, że akcja była: all over the place.

Niby owszem jest jakaś główna oś zakorzeniona w Karim i tym co mu w głowie siedzi, ale zważywszy, że miał operację na mózgu i chwilowo jego największym zmartwieniem w życiu prywatnym jest fakt, że nie odczuwa emocji (ale wg lekarza to może niebawem minąć), to nie jest to jakaś dynamiczna i wciągająca oś. A poza tym tu włamanie, tu pielucha, tu trup, tu powtarzanie, że wszyscy skorumpowani, wszyscy sekszą się po kątach z nieletnimi i sam syf.

Znaczy jest jakby ten przewodni trup i szukanie winnego, a wszystko tkwi w jakiejś otoczce nastrojów anty-imigracyjnych, ale to bardzo mały haczyk, na bardzo cienkiej żyłce.

Drugie określenie, to: shit hit the fan.

Bo w sumie czemu ten jeden trup miałby dominować. Życie się przecież toczy i dobre pomieszanie w pewnym sensie jest bardziej realistyczne, co nie? Problem, że postaci poboczne wypadają bardziej płasko, niż wcześniej. Kari dzwoni do nich, oni przyjeżdżają, robią, Kari komentuje w głowie (och ma nieukochana narracjo pierwszoosobowa), oni znikają, Kari dalej siebie komentuje w głowie, Kari, Kari, Kari i ani człowiek emocjonalnie tego nie łyka, ani go zagadka nie wciąga (bo o niej zdążył zapomnieć) i ugh…

Biel Helsinek

Helsinki w śniegu dwa, tak do zbalansowania braku śniegu w książce i bo nie mam panoramy Helsinek latem ;)

Tak więc tak…

Spróbowałam znaleźć coś o tym, jak książka odbierana jest w Finlandii  –  najlepiej po prostu jakiś ranking ocenowy – ale zważywszy, że znam po fińsku cztery słowa (z czego jedno jest przekleństwem, dwa można przeczytać na autokarach, a ostatnie jest nazwą owocu i kalką ze szwedzkiego), to nie miałam praktycznie szans. Jedyne co znalazłam, to wspomnienia Davida Corda, w których pisze on, że niektórym Finom nie podobało się to, co pisał Thompson. Ale czy wynikało to tylko z pokazania skorumpowanego, pełnego przemocy obrazu kraju, czy chodziło również o to, że autor był, że tak powiem, z zewnątrz  – nie wiem.

Dla ciekawych i chętnych można to przeczytać po angielsku.

Teraz pozostaje mi czekać na jakąś dobra promocję na Krew Helsinek i zakończenie przygody z książkami Jima Thompsona, bo kolejnej części nie zdążył już skończyć. Bo tak, zamierzam dać temu szanse. Nie wiem czemu, bo naprawdę nie bardzo mam podstawy po tej części. To, co mnie motywowało do kupienia Bieli Helsinek wyparowało i nie dostałam nic w zamian.


Na deser opinia z GoodReads, która bardzo ładnie określa tę książkę:

I crashed straight into this one from reading Snow Angels and Lucifer’s Tears. I’m about 70% in now and I’m really wondering what the **** I’m reading. It’s like a friend you know quite well, who’s brilliant company when he’s sober, who suddenly becomes unrecognisable when he’s drunk: violent; amoral; foul-mouthed. It’s a shock. The previous books were sharp, focused, sure. This is chaos.
John Wiltshire (https://www.goodreads.com/review/show/1374298216)

Marša

Rocznik osiemdziesiąty piąty, energetyk z wykształcenia, fotograf i autorka opowiadań z zamiłowania. Koszmarna estetka, czepliwiec niecierpiący upałów. Lubi góry, woli morze, zwłaszcza na morze niż nad morze.

You may also like

To jest Mendi

Mendi nie prowadzi tego bloga, za to potrafi bardzo głośno chrapać. Mendi nie jest pod wrażeniem tego co robi autorka bloga, więc obserwuje ją z kanapy. ;)

Pogłaszcz Kliknij Mendę jak chcesz pooglądać więcej mojego fotospamu na facebooku :D

Z sympatią do:

O mnie (TL;DR)

Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Soren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

W komitywie z: