Tak dużo, że w sumie nic


Straszna sprawa, ale albo mogę podążać jak ta owieczka za wylewającymi się z internetu radami o planowaniu dnia, zarządzaniu czasem i układaniu dokładnych planów z celami i w ogóle, albo mogę pisać. Ostatnie cirka osiem miesięcy udowodniło mi to aż nadto.

Produktywność zabita przez produktywność

Bo ja się muszę znudzić. Mózg mi się musi poobijać swobodnie o czaszkę, żeby coś z tego było. Jak sobie napiszę w kalendarzu, że po pracy do 16:30 wyprowadzam psa i robię zakupy, a potem 16:30 do 17:45 piszę, żeby o 17:45 zebrać rzyć na siłownię, to wyjdzie z tego zwykle tyle, że pisaniowo ogarnę coś, co już tam w głowie było poukładane i dojdę do ściany, bo w planie nigdzie nie było łażę bez celu i przyczyny i w mózgowym otępieniu bawię się bohaterami, aż trafiam na ta właściwą konfigurację wydarzeń.

Wiem, bo próbowałam. Wiele razy i nigdy nie działało dłużej jak przez tydzień czy dwa.

Tak, czasami się pisze bez tego obicia mózgu. Ot coś się tam zwidzi i potem słowa płyną, bohaterowie sami jakoś podejmują decyzje, a ja tylko zerkam na wizję zakończenia i pilnuję, żebyśmy za bardzo nie odbiegli od tematu. Tak, zdarza się. Fajnie jest (ba! to cholernie fajne uczucie i życzę sobie i wszystkim innym, aby przeżywali to jak najczęściej), ale niestety to rzadziej niż częściej wygląda w ten sposób. A już nie daj bór pojawi się w fabule ona — ściana. Ni obejść, ni zawrócić, ni przejść górą i trzeba kombinować, szukać dziur do wyeksploatowania i zarzynać brutalnie kolorowe pomysły, które radują duszę, ale wymiękają na teście z logiki.

Mam takich ścian kilka i po cichu liczę, że może nadchodzący urlop pomoże mi się z nimi uporać. Że fakt, że jadę sama da czas mózgowi na poobijanie się. Że może internet będzie zdychał w budynku i nie będę czuła tego podskórnego niepokoju, że wypadałoby coś wrzucić na fanpejdż, a nie tylko reposty z Insta dawać (swoją drogą zapraszam do stalkowania ;)). Że zmiana widoku za oknem odblokuje w mózgu myśli, które ugrzęzły gdzieś głęboko. Że ta sama zmiana widoku nie sprawi, że zamiast dumać nad fabularnymi zagwozdkami, które już mam na stole, to zacznę pisać coś nowego, co utknie w podobny sposób ledwo wrócę na blokowisko. A jest jeden projekt w notatkach z zeszłorocznego urlopu, który grozi, bo akcja nad morzem, bo czas tejże akcji już tak po sezonie… Inspiracje do tego będą mi leżały na jastrzębiogórskich chodnikach. Może należało jechać w góry? Nie mam żadnego opowiadania dziejącego się w Karkonoszach.

Przekonam się za kilka dni, a tymczasem będę zapitalać, notować coś w kalendarzu i szukać sił i motywacji (ugh, nie lubię tego słowa) do redagowania tego, co już jest napisane, bo kiedyś trzeba. Wszyscy kochamy redakcję, co nie? ;)

 

 


Fotografia w nagłówku przedstawia bałtycki widoczek z Wyspy Sobieszewskiej. Niesamowite miejsce, zwłaszcza jak od morza nadchodzi mgła. Więcej zdjęć stamtąd siedzi we wpisie z moich gdańskich wakacji sprzed, o zgrozo, czterech lat.

Marša

Rocznik osiemdziesiąty piąty, energetyk z wykształcenia, fotograf i autorka opowiadań z zamiłowania. Koszmarna estetka, czepliwiec niecierpiący upałów. Lubi góry, woli morze, zwłaszcza na morze niż nad morze.

You may also like

  • Prokrastynacja to ewolucyjna bramka bezpieczeństwa na przeładowanie zadaniami – zrelaksuj się i daj jej sie ponieść inaczej będziesz miała Deadliny w życiu prywatnym. Na stronach pseudopsychologicznych aż kipi od walki z prokrastynają, polecam https://www.ted.com/talks/tim_urban_inside_the_mind_of_a_master_procrastinator#t-13954 jest z polskimi napisami. ;)

  • O rzeczywiście miałaś „pomysł” nad morzem :P Czekam czekam!

    • Ja nadalmam jakieś poczynione do tego notatki. :|

  • Urlop od tego właśnie jest, żeby się zrelaksować, odpocząć i nabrać energii. Tego Ci życzę, choć za niecałe dwa tygodnie sam będę tej energii potrzebował :)

To jest Mendi

Mendi nie prowadzi tego bloga, za to potrafi bardzo głośno chrapać. Mendi nie jest pod wrażeniem tego co robi autorka bloga, więc obserwuje ją z kanapy. ;)

Pogłaszcz Kliknij Mendę jak chcesz pooglądać więcej mojego fotospamu na facebooku :D

Z sympatią do:

O mnie (TL;DR)

Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Soren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

W komitywie z: