Pisz, pisz, pisz, pisz, pisz!


Mówi się1 , że aby dobrze pisać trzeba dużo pisać. Tymczasem, jak się nad tym zastanowiłam (bolesny proces realizacji, że się chrzaniło od rzeczy przez ostatnie nie wyliczajmy ile lat), to pisanie na tony jest tylko częścią prawdy.


Sporo czasu zajęło mi dojście do oczywistego wniosku, ale cóż.

Na pytania co zrobić, aby swoje pisanie poprawić często pada odpowiedź , że pisać. Pisać, pisać, nie zniechęcać się i pisać. Wszak praktyka czyni mistrza, więc chcąc mistrzować w pisaniu trzeba pisać, pisać, pisać, pisać. Logiczne.

W tej powodzi pisania brakuje mi jednak kluczowego elementu: zbierania opinii. Można to zbieranie zamienić na własne analizowanie tego, co się wystukało, ale co ktoś trzeci, to ktoś trzeci. Bo tak naprawdę, nawet bez zbytniego starania się, można napisać pół miliona słów i nie zrobić żadnych postępów. Wystarczy nie wracać do tego co się napisało, nie zastanawiać się nad tym, co można by zrobić lepiej i tylko pisać. A jeśli jeszcze się znajdzie wianuszek czytelników zostawiających pełne zachęty komentarze jest supcio! pisz dalej!2 to po co w ogóle coś zmieniać? Niech się pisze. Niech słowa płyną.

I tak, pewnie jakiś postęp będzie. Zupełnie zatrzymać się leksykalnie i fabularnie chyba się nie da. Albo inaczej. Wierzę, że się nie da. Chcę w to wierzyć, dobrze? Człowiek dorasta, poznaje świat, uczy się do grobowej deski, więc te rzeczy powinny ulegać zmianie na lepsze, ale całokształtu pisania to nie uratuje. Jak się ma jakieś złe nawyki, to samemu się ich prawdopodobnie nie zobaczy. Taka brutalna prawda.

Swojego niezdrowego upodobania do imiesłowów przymiotnikowych czynnych nie zauważyłam, dopóki mi tego ktoś inny nie wypunktował i cóż, lata temu to było, a po dziś dzień jak czytam pierwszy draft tekstu, to często trafiam na miejsca, gdzie wszystko dźwięczy od ący, ąca, ące. Ale przynajmniej już wiem, że powinnam to nieco okiełznać, i w drugim drafcie jest lepiej (podkreślam: lepiej, a nie dobrze). Moja ącojoza jest chorobą przewlekłą i trudną do wyleczenia, bo tak przywykłam do swoich imiesłowów, że jestem na nie cokolwiek ślepa, a to i tak ciągle kiepski przykład dla całej sprawy. Ale ącojozę da się poprawić zmieniając szyk zdań. Ba! Ącojozę można zdiagnozować przy użyciu wyszukiwarki w pliku.

Czego żaden automat nie wyłapie, to czy fabuła ma sens. Czy tekst się dobrze czyta, czy pokazanie świata ma łapki, nóżki i inne takie. To może powiedzieć tylko inny człowiek, bo jak się jest autorem, to się te nóżki, raczki widzi i w ich istnienie nie wątpi. A potem… A potem okazuje się, że były fantomowe, a tekst jest smutnym kadłubkiem, na którym trzeba jeszcze sporo popracować. I dlatego samo pisz, pisz, pisz, pisz (…) to za mało, jeszcze trzeba zbierać opinie i wyciągać z nich wnioski3.


I skoro doszłam do punktu wyjścia, zeżarłam własny ogon (niesmaczny), to mam 45k słów tekstu (fantastyka, jakaś tam niedaleka przyszłość, dużo polskich imion, Wrocław w tle), który stanowi na oko połowę całości, ale zamyka jej jeden etap i trzeba mi beta czytacza do rzucenia okiem czy to się fabularnie kupy trzyma (na polowanie na ącojozę, sięjozę, zaimkozę przyjdzie czas później, póki co chodzi o ogólne wrażenia), co się nie trzyma, co jeszcze daje radę, ale w tej drugiej połowie zdecydowanie muszę poświęcić temu więcej słów. Ja niestety zaczynam tu pływać w autorskim bagnie, bo projekt mniej lub bardziej towarzyszy mi już od trzech lat i jak na autor a przystało, stałam się na pewne jego problemy ślepa. Znając moja paskudną pamięć nie odślepnę przez najbliższe siedem, dziesięć lat, więc bez pomocy ze strony trzeciej nie da rady. Ktoś chętny?


1 jak „uznaje się, że…” z naukowego na ludzki „ja uznaję, że…” za popularnym słowniczkiem tłumaczącym wybrane sformułowania naukowe
2 jak dostajesz tylko takie opinie, to zacznij się obawiać.4
3 o tym ostatnim można by epopeję napisać i czuję, że kiedyś to zrobię, bo nie wytrzymam i mi się coś z głowy uleje przy przewracaniu oczami, ale to nie dzisiaj.
4 serio.

Marša

Rocznik osiemdziesiąty piąty, energetyk z wykształcenia, fotograf i autorka opowiadań z zamiłowania. Koszmarna estetka, czepliwiec niecierpiący upałów. Lubi góry, woli morze, zwłaszcza na morze niż nad morze.

You may also like

  • Ja jestem chętna! :D

    Co do tego pisania – uważam, że tak jest z każdą sztuką, czy to malarską czy fotograficzną, trzeba to pokazać. Poddać ocenie, przyjąć słowa krytyki, bo jak tylko klepiemy się nawzajem po pleckach i mówimy „super, powodzenia”*, to człowiek gnuśnieje, grzęźnie w samozaparciu i ma klapki na oczach. Z wiekiem coraz większe. Pokazujmy nasze prace i nawet, jeśli nie są idealne, to są nasze. Zawsze wychodzę z założenia, że najwięcej uczymy się poprzez ciężkie przeżycia i konstruktywną krytykę.

    * Tak, nawiązuję do Sama-Wiesz-Kogo :D

  • Popieram Monikę, ze wszystkim tak jest :) ćwiczyć trzeba bez tego nic nie będzie :)

  • Trening czyni mistrza, jednak zdarzyło mi się czytać teksty, których zawartość merytoryczna była zdecydowana wyższa, aniżeli stylistyka. W zależności od rodzaju czytanego tekstu nie wszędzie musi on zawierać ładną stylistykę. Artykuły naukowe mają mieć przekaz merytoryczny, harlekiny i inne tym podobne mają być ładne stylistycznie :)

  • By się nauczyć trzeba ćwiczyć, nic samo nie przychodzi :)

  • Niestety nie znam się na powieściach fantastycznych, oprócz ukochanego Harry’ego Pottera i kilku innych nie czytałam żadnej fantastyki, ale Wrocław w tle już mi się podoba :).

    Dziewczyny mają rację, nie tylko z pisaniem tak jest. Póki nie dasz komuś do spróbowania swojej potrawy, nie przekonasz się, czy rzeczywiście jesteś geniuszem kulinarnym, czy może masz spaczony smak. Rozwój swojego warsztatu można fajnie śledzić, na przykład wracając do zachowanych tekstów sprzed lat, choćby tylko tych pamiętnikowych.

  • Supcio! Pisz dalej!

    A tak poza tym, to mam opory przed pisaniem. Boję się, że zmarnuję zbyt niskim poziomem dobry temat. Więc nie piszę wcale…

    • Cytując cytat, który przytoczyłam już tutaj http://marszowickiepola.pl/2016/06/jak-zaczac-pisac

      „Pisz. Nawet jeśli masz zły dzień i uważasz, że piszesz śmieci. Pisz. Ponieważ tysiąc pięćset złych słów można poprawić. Nie możesz za to poprawić tego, czego nie napiszesz. Świetny pomysł w twojej głowie jest bezwartościowy. Świetny pomysł źle wyrażony na papierze może być poprawiony. Więc pozwól sobie pisać śmieci. Wszyscy to czasem robimy. Czytelnicy nie widzą różnicy między słowami napisanymi pod wpływem pasji, kiedy słowa po prostu płyną a między słowami, które poleruje się tygodniami z bólem jak przy wyrywaniu zębów.” Steven Savile

      :)

  • Izabela Kornet

    Super, że piszesz :) Życzę Ci powodzenia i trzymam kciuki. Też miałam pisarską przygodę, wydałam książkę, ale w nieodpowiednim wydawnictwie ;)

    • A można wiedzieć, co masz na myśli przez nieodpowiednie wydawnictwo, że przeniosło ono przygodę pisarską do czasu przeszłego? bo tak komentarz zrozumiałam :(

      • Izabela Kornet

        Tak, miałam 16 lat, jak wydałam książkę. Wszystko było okej do czasu pierwszej wypłaty dla mnie – której nie dostałam oczywiście. Sprawa wciąż się ciągnie, skończyła się w sądzie, ale na szczęście już praktycznie po wszystkim :) W każdym razie nic teraz nie piszę, tylko blog :))

  • Ja czytałam już? Si?

    • Dunno :bag: a dawałam ci OWZ po ostatnim NaNo? Bo OWZ maltretuję… ZNOWU .__.

  • Podziwiam;)

  • Autokorekta jest chyba w tym wszystkim najtrudniejsza :)

  • Hejka :). A mi Filip mówi czytaj więcej :D ! Jakby to coś pomagało… jednak, jeśli się często rzeczywiście systematycznie pisze, efekty są zauważalne :) Pozdrawiam!

  • W tym wszystkim ważne jest znalezienie jeszcze (lub aż!) życzliwego i doświadczonego czytelnika. Takiego co nie będzie się zachwycał nad każdym zdaniem (np. z sympatii do autora) i jednocześnie takiego, który nie zrazi do pisania swoją opinią. A nie myślałaś o skorzystaniu z pomocy redaktora? Polecam w tym temacie Marię Kulę (http://mariakula.com) ;)

    • Dziękuję za namiar :) To może jak skończę, póki co zwykli, śmiertelni czytacze są tym, kogo mi potrzeba :) Chyba o.O poza tym ja to nadal tak for fun robię, więc nie bardzo chcę w to przesadnie inwestować fundusze. ^^”

To jest Mendi

Mendi nie prowadzi tego bloga, za to potrafi bardzo głośno chrapać. Mendi nie jest pod wrażeniem tego co robi autorka bloga, więc obserwuje ją z kanapy. ;)

Pogłaszcz Kliknij Mendę jak chcesz pooglądać więcej mojego fotospamu na facebooku :D

O mnie w wersji TL;DR

Marša
właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Soren
tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

. . .

Tru story of my life ;)

więcej komiksów Mileny czai się po drugiej stronie kliknięcia