Sztuka odpuszczania


Tytuł brzmi jak dla artykułu z dziedziny metalurgii…

Bywa, ale nie mogłam się powstrzymać, aby obrazek w nagłówku dać z tej branży ;) Mniejsza z większym.

Gdzie się nie rozejrzeć w Internecie, to spozierają na człowieka mądre teksty o stawianiu sobie celów, dążeniu do nich i nie poddawaniu się. I jakkolwiek ogólnie zgadzam się, że to wszystko jest ważne, tak czasami uważam, że odpuszczanie sobie nie jest takie złe, jakby z tego wynikało. A jeśli odpuścić sobie brzmi dla kogoś źle, to zawsze może użyć ładniejszego zwrotu, który oznacza w tym kontekście dokładnie to samo: zmiana priorytetów. I tu pojawia się przykład. Przykład jest nieco stary, bo z zimy, ale będę się go trzymała, bo to fajny przykład.

O nierealizowaniu celów,
albo spowiedź leniwej buły

Był sobie konkurs z terminem w pierwszych dniach stycznia. Ponieważ wbrew wcześniejszym założeniom porwałam się na pisanie NaNoWriMo 2015, to na serio do tego konkursu usiadłam jakoś na początku grudnia, kiedy to również życie stricte zawodowe zawładnęło w dużej mierze moim czasem wolnym – to znaczy: z dnia na dzień okazało się, że jadę w tygodniową delegację, więc czasu na poklikanie nie będzie.

A potem przyszły święta.

I Nowy Rok.

Dla mnie oznaczają one wyjazd na drugi koniec kraju i nawiedzanie znajomych, dużo gadania, spacerów, gadania, przemarzania na spacerach, gadania, fotografowania, gadania i przemarzania. I nawet próbowałam pisać, ale powiedzenie osobom, które widuje raz lub dwa razy do roku, że sorry, ale przez najbliższe kilka godzin bunkruję się na kanapie i piszę, i koniec; cóż… Jakkolwiek mnie to bolało i jakkolwiek czułam się sobą zawiedziona, to jednak podjęłam decyzję o odłożeniu tekstu. Skończę go, ale nie na konkurs.

Ale ciągle jeśli uznać wysłanie tekstu za cel, to odniosłam porażkę. Kropka. Czy mi z tym źle? Trochę. Czy dobrze bawiłam się ze znajomymi po tym jak odpuściłam? Stanowczo tak.

Co próbuje nieskładnie napisać, to że cele nie są absolutne. Jeśli po drodze wyskoczy coś nieprzewidzianego i jest to bardziej wartościowe, to nie powinniśmy bać się skorzystać z natrafiającej się okazji tylko dlatego, że koliduje ona z teraz już mniej atrakcyjnym celem. Osiągnięcie celu, kiedy głownie myśli się o tym, co nas przez to ominęło jest cokolwiek do dupy.

No to gdzie ta sztuka?

Dobre pytanie, bo póki co użyłam ładnych słów, do całkiem nieładnych rzeczy.

Sztuka siedzi w umiejętności wyważenia. W umiejętności zadecydowania, czy odpuszczam, bo jestem leniwą bułą, czy jednak moje powody są naprawdę wartościowe. To nie jest takie łatwe, bo uczymy się wymyślać wymówki mniej więcej w tym samym czasie, kiedy uczymy się mówić mamie, że nie posprzątaliśmy zabawek bo… czyli jakoś w wieku lat trzech? I niestety nie ma żadnej arbitralnej skali, która pomogłaby to ocenić. W biznesie można robić bilans strat i zysków, ale w życiu prywatnym, gdy żadne pieniądze nie wiążą się z celem…

I przepraszam, nie mam żadnej mądrej rady jak sobie z tym poradzić.

Można porównywać z poprzednimi doświadczeniami, zgadywać, rzucać monetą, wszystko byle tylko się nie bać tego robić :)


Oryginalnie tytuł brzmiał The Art of Giving Up i brzmiał według mnie lepiej, ale cóż – wypadało przetłumaczyć. Cały ten wpis to takie luźne i ideowe tłumaczenie czegoś, co po angielsku napisałam na Medium gdzieś w styczniu i dopiero po ponad pół roku przepisałam na język polski. Czemu tak późno? Chyba po prostu nie czułam potrzeby pisać o tym drugi raz. Do czasu. ;)

Marša

Rocznik osiemdziesiąty piąty, energetyk z wykształcenia, fotograf i autorka opowiadań z zamiłowania. Koszmarna estetka, czepliwiec niecierpiący upałów. Lubi góry, woli morze, zwłaszcza na morze niż nad morze.

You may also like

  • Maja Lose

    Można by to ładnie nazwać „trzymanie się strategii”, bo jeśli w priorytetach przyjaciele są u Ciebie wyżej niż konkurs, to konkurs po prostu musiał odpaść:) Niestety nie brzmi to wystarczająco ładnie:)

    • No właśnie, trudno to w głowie obronić, gdy nie wygląda ładnie obok takiego „tworzenia mierzalnych celi, realizowania…” Ale czasami warto, oj warto ^_^

  • zgadzam się! tutaj chyba w ogóle skłaniamy się do rozważeń o to, co wybierać w życiu i z czym czasem warto się rozstać. u mnie będzie to chyba mieszkanie za granica – chociaż kocham Budapeszt, bardzo trudno jest mi jeździć do domu po 14 godzin i widywać rodzinę 3 razy do roku. i choć to miasto daje mi ogromne możliwości rozwoju, myślę, że przychodzi czas na to, aby właśnie odpuścić.

  • Zgadzam się i też tak żyję… cele celami, ale na spontaniczność w życiu trzeba sobie pozwolić.

To jest Mendi

Mendi nie prowadzi tego bloga, za to potrafi bardzo głośno chrapać. Mendi nie jest pod wrażeniem tego co robi autorka bloga, więc obserwuje ją z kanapy. ;)

Pogłaszcz Kliknij Mendę jak chcesz pooglądać więcej mojego fotospamu na facebooku :D

O mnie w wersji TL;DR

Marša
właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Soren
tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz