Nad górami, nad polami, czyli jak wygląda świat z balonu


W czerwcu zaliczyłam mój pierwszy w życiu lot balonem. Samolotami to ja się już nalatałam (choć widoki nadal potrafią mnie rozbroić), paralotnię raz w życiu, lata całe temu też zaliczyłam, a balonu przez trzydzieści lat życia z haczykiem nie. No, do tej czerwcowej wycieczki. Uwaga, zdjęcia, zdjęcia i jeszcze trochę zdjęć z minimum komentarza ode mnie, bo obrazki robią swoje. :)

Zamek Książ

Tematem przewodnim wycieczki był zamek Książ, ale że balon leci sobie w dal, to zamek zobaczyliśmy na początku i tyle go było. Czego się nauczyłam, to tego, że jest takie zjawisko, które baloniarze nazywają termiką i dlatego startuje się zwykle wcześnie rano albo pod wieczór. Na zdjęciach poniżej niestety się to rano odbiło, czyli była poranna mgiełka, a i ja się zagapiłam i za późno założyłam filtr połówkowy, który pomagał nieco w radzeniu sobie z rozpalonym białością niebem na wschodzie.

O filtrze przypomniałam sobie kawałek dalej i nawet udało mi się go nie upuścić poza kosz ani na dno kosza, czyli pełen sukces zważywszy na ciasnotę i to jak się u mnie ten filtr montuje (dla zainteresowanych system cokin p :)). Szara i niebieska połówka poszły w ruch, dzięki czemu nad polami jest piękne niebieskie niebo, a nie biała plama. A pól ci co nie miara, no bo to Dolny Śląsk, który w okolicy Wrocławia nie jest przesadnie pofałdowany. No poza Ślężą zwaną też Śląskim Olimpem. Z dołu, z ziemi, ta góra wygląda dziwnie – ot tak nagle wyrasta pośrodku równiny – i z powietrza tę niesamowitość zachowuje.

Czego na zdjęciach nie zdążyłam złapać, to przelotu nad jeziorkiem, w którym odbijał się balon. Niestety nie zdążyłam przestawić aparatu, a jeziorko małe było i tyle… Pod tym względem wyprawa balonem nad takie stawy milickie mogłaby być ciekawa. Acz ja tam wolałam zamek, pagórki i pola.

 

A sam balon to choćby tutaj. I jak się komuś wydawało, że balon to taki spokojny, nastrojowy sposób przemierzania przestworzy, to chcę powiedzieć, że palnik strasznie, ale to strasznie hałasuje, a przy okazji solidnie przygrzewa w głowę (drogie panie, radzi się przed wycieczką nie lakierować włosów; serio).

 

Czy warto się na taką wycieczkę szarpnąć? Pewnie, że warto. Zawsze warto spróbować czegoś nowego.

Marša

Rocznik osiemdziesiąty piąty, energetyk z wykształcenia, fotograf i autorka opowiadań z zamiłowania. Koszmarna estetka, czepliwiec niecierpiący upałów. Lubi góry, woli morze, zwłaszcza na morze niż nad morze.

You may also like

  • OMG. Jakie cudowne zdjęcia! *_____* Aż Ci zazdroszczę takiej wycieczki :D

  • Szkoda zdjęcia w jeziorze ale reszta i tak jest piękna! :)

  • Raz w życiu leciałam balonem. Było to niesamowite przeżycie i marzę o tym, żeby jeszcze nie raz je powtórzyć. Zupełnie nie pamiętam hałasu palnika, za to piękne widoki wciąż mam w głowie. I to zaskoczenie, że zupełnie nie przeszkadzał mi mój lęk wysokości.

  • Wspaniała przygoda, niezwykłe doznania, a zdjęcie balonu na tle wody jeziora najważniejsze, że w pamięci będzie. :)

  • Wow, marzenie! Uwielbiam oglądać panoramy z góry, z najwyższego piętra, z lotu ptaka. A z balonu to już w ogóle byłoby nieziemsko. Zazdroszę wycieczki!

  • Daria Wojciechowska

    Piękne zdjęcia. Sama chętnie bym się wybrała na lot balonem… ale mam ogromny lęk wysokości. Może kiedyś się przełamę!

  • Zapamiętam radę o lakierze do włosów :)

  • Lot balonem to jedno z moich marzeń:) Super przygoda:)

  • Aż miło popatrzec na te widoki… piękne zdjęcia, lot balonem mi się marzy :)

  • Pingback: 30 rzeczy do zrobienia przed trzydziestymi urodzinami – Życiologia()

To jest Mendi

Mendi nie prowadzi tego bloga, za to potrafi bardzo głośno chrapać. Mendi nie jest pod wrażeniem tego co robi autorka bloga, więc obserwuje ją z kanapy. ;)

Pogłaszcz Kliknij Mendę jak chcesz pooglądać więcej mojego fotospamu na facebooku :D

Z sympatią do:

O mnie (TL;DR)

Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Soren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

W komitywie z: