Stworzenie co się zowie: scenariusz komiksu


Takie teksty chyba zwykle piszą weterani z perspektywy czasu i spod bagażu doświadczeń, a ze mnie świeżak pierwszej, no drugiej wody. Ale może warto żeby czasami coś takiego powstało nieco bardziej na gorąco, a nie tylko z perspektywy happy endu za iks lat, zwłaszcza, że ze scenariuszami do komiksów bywa różnie. Niektórzy nawet zastanawiają się co jest pierwsze: grafika czy scenariusz (co mnie osobiście dziwi i w ogóle, ale ok).

Gdy Milena poprosiła mnie o pierwszy scenariusz do komiksu, to moja wiedza była zerowa. Tak, naczytałam się w życiu mang, trochę komiksów jako takich również przeczytałam, ale to było obcowanie z produktem finalnym, a nie jego korzeniami. No dobra, wiedziałam, że serio scenariusz, jeśli w ogóle ma istnieć, musi być przed grafiką (poza szalonymi pomysłami: napisz tekst do obrazków). Ale jak powinien wyglądać, to już nie miałam pojęcia i tu już objawiły mi się względności.

Co w ogóle zawiera taki scenariusz?

Mądrzejsze głowy w internecie zwróciły mi uwagę na to, że scenariusz komiksu może równie dobrze skupiać się tylko na dialogach i małych didaskaliach opisujących kadry, jak obejmować wszystko z rozkładem kadrów na stronie włącznie. Powiedzmy, że to drugie było dla mnie zaskoczeniem i wręcz dziwnie czułam się z myślą, że mogłabym narzucać rysownikowi wszystko tak dokładnie. Znaczy może się kłócić ze mną, wyśmiać mój pomysł i w ogóle, ale jednak miałam wrażenie, że jak powiem jak kto ma wyglądać na stronie, to będzie tak jakbym komuś ręce wiązała i że w ogóle jak to tak?!

Okazało się, że normalnie to tak, bo Milena właśnie taki scenariusz chciała, a nie samą bajkę z dialogami.

I tu pojawiła się kolejna trudność.

 

marszowickie pola scenariusz komiksu

Straszne gorszego początki

 

Kwestia kadru i sceny. Straszna rzecz, powiem ja wam, tak myśleć nieruchomymi kadrami, nauczyć się zastanawiać jaki kształt panelu powinien być, ile paneli dać obok siebie, a najstraszniejsze, to czy ten tekst się tam zmieści? I ile uda się pokazać bez słów, po prostu obrazem, czy to w ogóle da się narysować, bo myślenie stopklatkami nie jest łatwe. Stopklatka a scena, to jak się w praktyce okazuje dwie różne bajki. W scenie ludzie się ruszają. W Stopklatce pokazanie, że ten się miota, a tamten wali głową w ścianę okazuje się być nieco trudniejsze, a że ja rysować nie umiem, to już w ogóle jedno wielkie: czy to się uda?!

Poza tym kadr ma coś takiego jak punkt, z którego się patrzy i czasami wyjaśnienie jak ja to widzę, to męczarnia i długie godziny na pintreście i google images w poszukiwaniu jakiejś podkładki. Przy pisaniu opowiadań coś takiego w ogóle nie pojawia się jako problem. To w ogóle tam nie istnieje zawarte w słowach, a jest jedynie w mojej głowie.

A jeśli o głowie mowa, to trzeba z niej wyjść i to wszystko jakoś przekazać, najlepiej szkicem (ja i moje dwie lewe ręce…) lub (a nawet i) słowem pisanym. Machanie rękoma ma swoje zalety tylko wtedy, gdy można się spotkać, a nawet mieszkając w jednym mieście nie zawsze da się to zrobić i naprawdę dobre notatki i szkice bardzo pomagają.

I jakby tych trudności było za mało, to na własnej skórze poczułam, że samo stworzenie historii, coś, co niby umiem robić, jest nagle trudniejsze.

Dotychczasowe próby póki co wyrobiły we mnie pogląd, że najpierw jest film i tam jest wszystko. Widzimy bohaterów, ich ruch, wszystkie mniej lub bardziej ważne elementy tworzące scenę. Potem jest opowiadanie (powieść), które skupiają się na tych najważniejszych rzeczach, pomijając te mniej ważne (na przykład ornament na suficie widoczny w scenę przez trzy sekundy, pod kątem i w ogóle w rogu ekranu). A potem jest taki komiks, który z tego przesianego materiału wybiera same najważniejsze akcenty i przekazanie pewnych rzeczy wymaga myślenia nie tylko słowem, ale obrazem i kombinowania jak koń pod górkę, aby wszystko się ze sobą zeszło. I wychodzi, że taki scenariusz to takie opowiadanie, ale jednak zupełnie inaczej i nie żeby nie dało się z opowiadania przejść na scenariusz, ale zdecydowania można sobie życie ułatwić i cały czas jednak pamiętać pod jakie medium się tworzy.

 

Bo jedno medium drugiemu nierówne i o ile przy pierwszym radosnym projekcie jakoś to uszło, bo wszystko było takie nowe i piękne, to przy drugim mocno sobie głowę nałamałam.

No i jest jeszcze jedna ważna cecha scenariusza. Czekanie. Tworząc opowiadanie tworzę jakąś całość, coś skończonego. Tymczasem scenariusz to taki pierwszy krok, po którym przychodzi oczekiwanie na chwilę, gdy nabierze on prawdziwej formy. To też jest dla mnie nowe uczucie, ale jakie fajne :D

Więc teraz kto ma wolne ręce niech trzyma kciuki za Milenę i jej nadawanie pięknego kształtu moim krzywym kreskom! Proszę :)

 

 


 

 

Wszystkie rysunki we wpisie, to pomieszanie z poplątaniem „Ostatni do nieba”, dla którego scenariusz jest już u Mileny i drugiego projektu, który powędrował do niej w ostatni weekend.

 

 

Marša

Rocznik osiemdziesiąty piąty, energetyk z wykształcenia, fotograf i autorka opowiadań z zamiłowania. Koszmarna estetka, czepliwiec niecierpiący upałów. Lubi góry, woli morze, zwłaszcza na morze niż nad morze.

You may also like

  • DonBolano

    Dzieje się! Fajnie!

  • Dzieje się dużo, aż się trzęsę :D I tak tak proszę o trzymanie kciuków i to baaardzo mocno!

  • A to dla Smiley robisz! Le, bede spokojna :D aczkolwiek podziwiam, widac mialas kawal roboty przed soba i podolalas :)

    • Yup, ona winna memu wychodzeniu poza strefę komfortu xD

  • O losie, nie miałam pojęcia, że tworzenie komiksu to aż tyle dziubania. Masz wyzwanie Dziewczyno! Chyba czytałam gdzieś, że jest jakiś program do tworzenia komiksów, ale chyba traci się wtedy na kreatywności.

    • Czy ja wiem czy się traci. Wszystko zależy od programu i tego do czego konkretnie się go używa. Finalną wersję też prerysowałam na komputer, by była czytelniejsza :)

  • Początki są zawsze trudne ale chyba można dojść do wprawy, prawda?! :D Grunt, że efekt zadowala ;)

  • Pingback: To pies, to samolot... Nie! to komiks » Marszowickie Pola()

To jest Mendi

Mendi nie prowadzi tego bloga, za to potrafi bardzo głośno chrapać. Mendi nie jest pod wrażeniem tego co robi autorka bloga, więc obserwuje ją z kanapy. ;)

Pogłaszcz Kliknij Mendę jak chcesz pooglądać więcej mojego fotospamu na facebooku :D

O mnie w wersji TL;DR

Marša
właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Soren
tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz