Z pełną premedytacją


No to czwarty film, jaki na MFF Nowe Horyzonty w tym roku obejrzałam. Trzeci Europejski, drugi w polskiej koprodukcji, pierwszy, w którym były seksy i to ustaliwszy przejdźmy do rzeczy ważnych.

O Oldze jest książka, której nie czytałam, ale ponoć da się ją zanabyć w księgarni w kinie i może się skuszę. Póki co jednak o filmie. Filmie, o którym trudno mi mówić nie odwołując się nieco do dyskusji, jaka miała miejsce po nim. Ale od początku.

Ja, Olga Hepnarová

Olga Hepnarová nie jest postacią fikcyjną, a popełniona przez nią zbrodnia to nie wymysł tego czy owego scenarzysty. Olga istniała, żyła i w latach siedemdziesiątych zrobiła dokładnie to, co zrobiła w filmie – zabiła ludzi. Czy gdyby Olga była postacią fikcyjną, to coś by zmieniło? Niewiele, ale w czaszkę film skrobałby nieco inaczej. No ale Olga, czyli kto? Olga dziewczyna, młoda kobieta, która żyje obok świata, nie rozumie ludzi i oni nie rozumieją jej. Olga która traktuje świat jak materię nieożywioną i nic się w nim dla niej nie liczy, ale ona i tak musi w tym funkcjonować, choć jest jej trudno. Samotna kobieta pośród wielu ludzi, która w końcu przekracza granicę i bierze na świecie odwet.

I tu zaczynają się schody, na które spróbuję wejść bez sypania spoilerami na prawo i lewo. Twórcy twierdzą, że nie chcieli wnikać w to czy Olga popełniając zbrodnię była świadoma swoich czynów, mówiąc w prost czy była normalna, czy chora psychicznie. Chcieli opowiedzieć o samotności. I tak można patrzeć na ten film tylko w tej płaszczyźnie. Olga niemal w każdej scenie jest wyobcowana. Siedzi z boku, mało się odzywa, źle reaguje jak ktoś się do niej zwraca – między nią a innymi jest mur.

Kto go stawia?

No tu wyłazi to, czego twórcy rozgrzebywać nie chcieli, a ja patrzyłam na ekran z mojego ulubionego lewego górnego rogu sali i nie mogłam nie myśleć, że z Olgą jest coś nie tak. Bardziej nie tak niż w jest nieśmiała. Nieruchome spojrzenie, sposób w jaki chodziła (swoja drogą podobnie chodził Prescott w „Dzieciństwie wodza”) – to wszystko trącało bardzo konkretne struny skojarzeń, albo to ja za dużo czytałam ostatnimi czasy wpisów na blogu Efekt Lustra. Ale, ucinając dygresję, jeśli patrzeć na film przez pryzmat ewentualnej choroby Olgi, otrzymujemy obraz kogoś, kto potrzebuje zrozumienia i pomocy, nawet jeśli zwykle uważa, że wcale nie, ale jej nie otrzymuje. Bo nie ci ludzie, nie ta wiedza, nie te czasy, nie te różne rzeczy.

Którą opcją podążać?

Druga to tworzenie usprawiedliwienia. Olga popełniła zbrodnię, bo była chora. Łatwiej myśleć o trupach na ulicy, jak się doda, że winna temu szalona osoba, a nie ktoś taki jak ty czy ja. Ale w filmie prawie cały czas Olga wydaje się dziwna, w jej zachowaniu są te drobiazgi, o których już napisałam, ale jest w niej spokój i pewność. To ze spokojem i pewnością podejmuje decyzję o tym co i dlaczego zrobi. Jest świadoma, że to co planuje jest złe (i to ją różni od Raskolnikowa ze „Zbrodni i kary”), ale spisuje wyjaśnienia i nie wycofuje się. Nie robi tego także później, na sali sądowej. Może nikt o niej nie powiedziałby, że była miłą dziewczyną z sąsiedztwa, ale we wszystkim co robi jest spójność i pewność.

I kilka rys w historii, które stanowią nieciągłości, ale pamięć ludzka jest ułomna, chciałoby się powiedzieć, choć koniec końców…

 

Jedna osoba z widowni przyznała, że było jej żal Olgi i mogę sobie wyobrazić dlaczego. Ja widziałam kogoś, kto potrzebuje pomocy, choć prawdopodobnie nawet w innych czasach niewiele by tu ona pomogła – i może to powinno ten żal wywołać, sęk w tym, że ja się Olgi obawiałam. Ba! nawet bałam się jej.

A film sam w sobie nie straszy samym sposobem pokazania historii. Robi to bardzo powoli i spokojnie. W delikatnych szarościach i pięknie skomponowanych kadrach śledzi Olgę w domu, w pracy, w barze. Sceny częściej niż rzadziej zdają się nie mieć pointy, wisieć w niebycie. Nie wiadomo ile czasu upływa między jedną a drugą, trzeba się tego jakoś domyślać, dopowiadać sobie, żeby się nie pogubić, ale nie nazwałabym tego wadą. Olga żyje obok reszty świata, w swojej głowie, i nie potrzebuje innych ludzi, więc poza niektórymi sytuacjami świat to dla niej chyba takie pourywane sceny.

Inna rzecz, że takie pourywanie tworzy też spójniejszy obraz Olgi dla widza, bo część ekipy odpowiedzialnej za powstanie filmu Ja, Olga Hepnarová wcześniej też stworzyła o niej dokument. Wiem o nim tyle, co z wypowiedzi twórców, ale partner Olgi twierdził, że spędzał z nią bardzo miło czas i wydaje mi się, że Olga tu  została nieco przerysowana w stosunku do Olgi prawdziwej. To nie zarzut. Ja, Olga Hepnarová to film fabularny, a nie dokument.

A jak się to ogląda?

Mi się podobało. Wciągnęło mnie bez szarpania nerwami w oczekiwaniu na punkt kulminacyjny. To nieco inna narracja. Tu nie chodzi o to by zaskoczyć samym faktem zaistnienia zbrodni, bo w niej mówi się już w prasowym opisie filmu, a zaciekawić całą resztą – historią Olgi od prób samobójczych, przez szpital, kolejne prace, związki i miejsca.

Z drugiej strony pan siedzący obok mnie chyba bardzo żałował, że usiadł strasznie daleko od drzwi i nie bardzo miał jak po cichutku wyjść w połowie filmu. ;)

 

Marša

Rocznik osiemdziesiąty piąty, energetyk z wykształcenia, fotograf i autorka opowiadań z zamiłowania. Koszmarna estetka, czepliwiec niecierpiący upałów. Lubi góry, woli morze, zwłaszcza na morze niż nad morze.

You may also like

  • A film opowiadał bardziej o wydarzeniach sprzed zbrodni czy po? Z tego co piszesz pewnie przed, ale było potem o samym procesie, skazaniu itp?

    • Tak 3/4 przed i 1/4 po, szacując z pamięci:)

  • Mam spore zaległości filmowe więc może się skuszę. Historia wydaje się ciekawa.

  • Ola

    O kurcze, niesamowita recenzja – ja mam zawsze duży opór prze oglądaniem filmów, które mocno wkręcają sie w głowę. Nie lubię tego, o czym wspominasz – takiego nerwowego czekania na kulminacje. Moze ta historia Olgi to jednak cos dla mnie…:)

  • Jestem ciekawa jak pokazali i postać, i jej otoczenie, czy są jakieś reakcję innych bohaterów na czyny Olgi?

    • ​Film
      jest kręcony przez pryzmat Olgi, czyli prawie nie ma scen, gdzie jej
      nie ma (pamiętam dosłownie dwie), ale zdecydowanie widać innych
      bohaterów. Może nie wchodzi się im do głów, żeby poznać ich punkt
      widzenia, ale bez problemu widać jak się do niej odnoszą – przez słowa, gesty, wyrazy twarzy. Po prawdzie
      sama Olga mówi niewiele i częściej to właśnie inni mówią do niej i
      napotykają jej mur milczenia. Więc tak, film pokazuje reakcje innych
      ludzi, choć nie jest w tym nachalny, nie moralizuje, nie próbuje pokazać
      nie wiadomo czego, a pokazuje życie, obawy, niechęć, potrzebę
      zrozumienia.

  • Zachęciłaś mnie do obejrzenia tego filmu, dawno już nie miałam okazji pobyć trochę w takich klimatach, powinien mnie zainteresować. :)

To jest Mendi

Mendi nie prowadzi tego bloga, za to potrafi bardzo głośno chrapać. Mendi nie jest pod wrażeniem tego co robi autorka bloga, więc obserwuje ją z kanapy. ;)

Pogłaszcz Kliknij Mendę jak chcesz pooglądać więcej mojego fotospamu na facebooku :D

O mnie w wersji TL;DR

Marša
właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Soren
tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz