A gdzie u Ciebie straszy? (konkurs)


Kto chce poczytać prozę i publicystykę w klimatach grozy wszelakiej? Bo mam dla was jeden egzemplarz drugiego numeru Okolicy Strachu, który na 136 stronach dostarcza zarówno jednego jak i drugiego i to w przednim gatunku.

No tylko że nie ma, że on tak zupełnie za darmo i na piękne oczy. Jest małe wyzwanie.

 

Zadanie konkursowe

pokaż mi gdzie w twojej w okolicy straszy, gdzie siedzą potwory i łypią na człowieka

°  °  °

U mnie takie miejsce było w piwnicy bloku. Na jej końcu znajdowała się skrzynia nad którą ktoś napisał „Tu śpi Freddy Kruger”. Gdy poszłam tam w ostatnich dniach okazało się, że przegrodzono koniec korytarza, by stworzyć jeszcze jedną komórkę piwniczną, więc skrzyni już nie ma i w ogóle jakoś mniej straszno szło się ta piwnicą przez cztery klatki schodowe, bo o dziwo wszystkie żarówki działały, coś, co nie zdarzało się często, gdy z innymi dzieciakami ganiałam po tych piwnicach. Wspomnienia jednak zostały.

 

Nieco zasad zabawy:

Co i jak

1. Nadesłać można więcej niż jedno zgłoszenie (miejsce)

2. Forma: zdjęcie, opis, opis i zdjęcie, rysunek – pełna dowolność, byle pokazywało gdzie w twojej w okolicy straszy, gdzie siedzą potwory i łypią na człowieka i żeby była to praca autorstwa zgłaszającego.

3. Zgłoszenia wrzucamy w komentarzach do tego wpisu (Disqus jest tu tak ustawiony, że nie musicie posiadać konta, anonimowo również można komentować i w ramach weryfikacji podać nieistniejący adres e-mail, ale wtedy to nie mam pojęcia jak dotrę do takiego zwycięzcy ^^”)

Daty

4. Wrzucamy zgłoszenia do 23 lipca do północy (CEST!) – jak ktoś ma wątpliwości, to tu może sprawdzić swoją strefę czasową.

5. Zwycięzca będzie jeden, wybrany na podstawie tego czyje miejsce zafascynuje mnie najbardziej czy z wyglądu, czy z opisu, czy ze wszystkiego.

6. ogłoszenie wyników 25 lipca (poniedziałek, żeby było na dobry początek tygodnia) tu na blogu, ale pójdzie szybki news na FB, więc jakby komuś było mało chaosu na facebookowej tablicy, to zapraszam do poobserwowania fanpejdża.

6.5 Na Twitterze też będzie, no ba, oczywiście, że będzie.

Za co

7. Nagrodą jest egzemplarz Okolicy Strachu, nr 2/2016 (opis na LC, żeby było wiadomo co siedzi w środku). Bardzo zacny kwartalnik pełen prozy i publicystyki. Numer jest nowy, nieczytany, w zasadzie nie wyciągnięty z koperty, w której przywędrował do mnie (mam drugi egzemplarz do zaczytywania, fotografowania i dewastowania w torebce)

 

A gdzie u ciebie straszy? - Okolica Strachu 2/2016

 

8. Wysyłam w świat (Europa, Ameryki i tak dalej. Problemem mogą być bieguny, bo kalkulator kosztów wysyłki zagranicznej na stronie Poczty Polskiej biegunów nie obsługuje ;)) na koszt własny.

Marša

Rocznik osiemdziesiąty piąty, energetyk z wykształcenia, fotograf i autorka opowiadań z zamiłowania. Koszmarna estetka, czepliwiec niecierpiący upałów. Lubi góry, woli morze, zwłaszcza na morze niż nad morze.

You may also like

  • O o ooo!! Jak wrócę do Wro cyknę focie!!!

    • Trzymam za słowo. :D

  • Niepozorna bezpieczna winda? Nic bardziej mylnego!! Ostatnio w niej trochę utknęłam z rowerem, nie wiedząc jak uciec. Kiedy weszłam do windy drzwi zaczęły się zamykać – w tym momencie jeszcze nic nie podejrzewałam. Przy połowie stwierdziły, że się jednak otworzą, zanim się jednak otworzyły zaczęły się zamykać. Sytuacja powtórzyła się kilka razy, po czym w końcu drzwi się zamknęły i zaczęłam jechać w dół. Myślałam, że już będzie ok, a tu kicha! Sytuacja powtórzyła się piętro niżej, niestety drzwi nie otworzyły się na tyle szeroko i na tak długo abym mogła zwiać z rowerem. W końcu udało mi się zjechać na parter, ale zanim drzwi się otworzyły minęło trochę czasu. Całość trwała jakieś 10-12 minut – była to chyba moja najdłuższa podróż windą (nie licząc 2 godzin w zepsutej windzie kilka lat temu…)

  • Moja historia wiąże się z opuszczonym gospodarstwem rolnym, które stoi (wszystkie budynki gospodarcze w ruinie + dom rodziny, która mieszkała tam po wojnie) po drugiej stronie ulicy, zaraz naprzeciwko mojego rodzinnego domu. Moja historia w gruncie rzeczy wiąże się również z pewnym starszym panem. W mojej wiosce mieszka rodzina, która w „spadku” dostała to gospodarstwo, ale do tej pory nic z nim właściwie nie zrobili. Każdy budynek wykonany z czerwonej cegły, obora ze zwykłych, dużych kamieni różnego rodzaju, butwiejącego, sczerniałego drewna… Raj dla dzieciaków! Dosyć niebezpieczny raj :D Zawsze chodziliśmy tam, gdy nikt nas nie widział. Zapuszczaliśmy się w wilgotne i zimne odmęty zawalającej się piwnicy, wspinaliśmy się na wyższe pomieszczenia po wystających cegłówkach albo kamieniach, przeciskaliśmy się pod próchniejącymi deskami drzwi od starej stodoły. Na nic były upomnienia rodziców. W domu mieszkalnym za schody służył wielki konar drzewa – przycięty równo w dwóch stron. Ustawił go być może syn właściciela, albo ktoś inny – nikt tego właściwie nie wie. Syn właściciela był jedyną osobą, która mogłaby się ubiegać o to gospodarstwo, ale niestety większość życia spędził w szpitalu psychiatrycznym. Gdy tylko wychodził na przepustki, chodził do tego opuszczonego gospodarstwa i z miłością ustawiał kamienie na parapetach – nie byle jakie kamienie! Piękne, błyszczące, płaskie i obłe. Pamiętam, jak rozmawialiśmy między sobą szeptem i mówiliśmy, że on je kamienie (wiadomo, dziecięca wyobraźnia!). Któregoś razu, nie wiem właściwie po co, pewnie by sprawdzić reakcję tego mężczyzny, który we mnie budził jednocześnie ciekawość, sympatię i przerażenie, jeden z jego kamieni mu podkradłam. Wiem, zły uczynek. Nie wiem jednak jakim cudem wiedział, że to ja. Przyszedł do mnie jak siedziałam z koleżanką na ławce przed domem jej dziadków (sąsiadów moich), właściwie nie powiedział nic, tylko patrzył. Do końca życia będę pamiętać to spojrzenie – błękitne, silne i trzeźwe spojrzenie. Gdy oddałam mu kamień, dał mi cukierka.

    Ogólnie chodząc po tych opuszczonych pomieszczeniach zawsze czułam, że kryje się w nich jakaś historia – wiesz, podobno domu przechowują pamięć po swoich mieszkańcach, przejmują emocje i wydarzenia.

    Gospodarstwo to nadal stoi, choć stodoła już dawno się spaliła, gdy uderzył w nią piorun, a dach obory całkowicie się zapadł.

    Jak będę na Mazurach to zrobię zdjęcie i Ci wyślę :) No, chyba, że gdzieś jakieś zdjęcie znajdę, to tutaj wkleję :D

  • Szatan z Tamizy

    Nie pamiętam żadnych strasznych miejsc z dzieciństwa, ale za to śmieszna „straszna” historia z czasów późniejszych.
    Było lato 1998, my po maturze, kolegi rodzice postanowili się wyprowadzić z naszych prlowskich bloków i wyremontować dom. Kolega postanowił zrobić parapetówę, ognisko na podwórku (potem spaliśmy w śpiworach na betonie. Człowiek był młody i dużo mógł). Na krańcu powórka stał jeszcze jeden rozwalający się domek, do którego ktoś wstawił Maryjkę (scary shit). Generalnie całe podwórko było wtedy pełne jakiś desek nadzianych gwoździami, syfu i bóg wie czego, ale nie przeszkadzało nam to w ogniskowaniu. W tle leciała muzyka z magnetofonu na kasety, w tamtym momencie ścieżka z Lost Highway Lyncha.

    Nie wiem, czy znacie tą historię, ale zespół Rammstein na początku swojej kariery, gdy nie byli w ogóle znani, wysyłali Lynchowi kasety ze swoimi piosenkami, bo strasznie chieli, żeby leciało to w jakimś jego filmie. W końcu Lynch mając już molestujących Niemców po dziurki w nosie wysłuchał, co też mu wysłali. I odpadł. Postanowił że „Rammstein” i „Heirate mich” będzie w Lost Highway. Tak też sama poznałam Rammsteina – przez Lyncha.

    W każdym razie ognisko płonie, leci Rammstein, a my słyszymy jakieś hałasy, szeleszczenie, stukanie w ciemności. Kolega mówi, że to natrętna sąsiadka, co chce wiedzieć, co się dzieje (jak to wiejska plotkara). Uznaliśmy, że sąsiadka jest mało mroczna i stwierdziliśmy, że po podwórku i po rozpadającym się domku z maryjką chodzi Ramsztajn. Nie zespół rzecz jasna, ale jakiś mroczny twór o takim strasznym, Niemieckim imieniu. Byliśmy grzeczną młodzieżą i pewnie wcale nawet wtedy nie piliśmy, ale pomimo tego straszne w tego twora Ramsztajna się wczuliśmy. Zaczeliśmy krzyczeć, piszczeć, że Rammstein idzie i nas zje (niech sąsiadka ma potem jakieś ciekawe ploty, co to się na podwórku dzialo), potem wstaliśmy i zaczeliśmy biegać w ciemności (jak w każdym szanującym się horrorze o nastolatkach). I nagle kolega krzyczy, że stop! Bo przecież na podwórku są deski i gwoździe i można sobie w nogę wbić i tężec i nie wiadomo co jeszcze. Zabawa w Rammsteina została zakończona przez demoniczną wizję gwoździa w stopie i tężęc!

    A ludzie mówią, że nastolatki to takie bezmyślne stworzenia…

  • Szatan z Tamizy

    https://uploads.disquscdn.com/images/38eabcc7f4195e4be234e8ecf29b44e26290f63efda123ecd7164e883aedf796.png
    Zdjęcia nie zrobię, ale tu z satelity widać, gdzie chodził Ramsztajn!

  • Bardzo ciekawy pomysł na konkurs, muszę się zastanowić, które miejsce wywołuje we mnie najwięcej strachu, choć po tym zdjęciu piwnicy, nie wiem, czy znajdę coś straszniejszego. :)

  • Strych w bloku gdzie spędziłam połowę, życia- odkąd jeden pan wybrał to miejsce na zakończenie swojej ziemskiej egzystencji, moja noga więcej tam nie postała…

  • Moja mamiszonka 13 lat przepracowała w szpitalu. A jak wiadomo, każdy szpital ma swoje tajemnice.
    Jedną z nich była boczna klatka schodowa starego budynku, od lat zamknięta i nie używana przez personel.
    To był oddział okulistyczny. Tej nocy dyżur pełniła tylko jedna pielęgniarka. Było już grubo po północy, gdy usłyszała dziwny hałas, jakby ktoś próbował się wydostać z oddziału. Zdarzenia dość częste, dlatego drzwi na głównej klatce schodowej były zamykane na klucz. Postanowiła to sprawdzić, ale nikogo nie zastała. Pustka i spokój. Wróciła do swojego pokoju, ale sytuacja się powtórzyła. Dopiero po chwili pomyślała o drugiej, nieużywanej klatce schodowej.
    Przeszła cały korytarz i skierowała się do strefy gospodarczej oddziału.
    Odgłos nasilał się. Jednostajne i rytmicznej stukotanie zamkniętymi, drewnianymi drzwiami z poluzowanymi szybami.
    Podeszła bliżej, lecz hałas niemal od razu ustał.
    Za to za brudną szybą zamkniętych drzwi stała kobieta w długiej białej koszuli.
    Rano sprawdzono wszystkie wejścia na klatkę schodową, wszystkie były zamknięte a zamki tak zardzewiałe, że ledwo dało się w nie włożyć klucze.

  • Chyba jak już wiesz z zawodu jestem projektantem :)
    Dlatego nie obce są mi stare, na pół zawalone, opuszczone budynki.
    Kilka lat temu zdarzało się mierzyć zakupione przez prywatnych inwestorów kamienice po godzinach normalnej pracy, czasami i po zachodzie słońca.
    Wraz z kierowniczką wchodziłyśmy na obiekt uzbrojone we wszystkie sprzęty do mierzenia, latarki czołowe i teczki do zapisu pomiarów.
    Niektóre kamienice serwowały nam już na wejściu szybki kurs egzorcystyczny, a inne trzymały dla nas swoje niespodzianki dopiero na poddaszu.
    I tak właśnie było w tym przypadku.
    Koledzy budowlańcy częściowo wzięli się już do swojej pracy i pozostawili przygotowane sprzęty na poszczególnych piętrach.
    Lecz wysokie lampy niestety mieli na razie tylko na parterze, pozostałe kondygnacje oświetlałyśmy sobie latarkami.
    Byłyśmy już na poddaszu, mierzyłyśmy na spokojnie, bez ciekawskich spojrzeń kolegów z branży i niewyszukanych uwag, jak to baba może wchodzić na taką ruinę.
    Jako że grubość murów zewnętrznych może się na tym poziomie znacznie różnić od tej na parterze, otworzyłyśmy jedno z okien i zmierzyłyśmy całość ściany. Okno zamknęłyśmy, stare mosiężne jeszcze klamki idealnie dopasowały się do zamka.
    Poszłyśmy mierzyć kolejne pomieszczenia.
    Po kilku chwilach doszedł nas dziwny odgłos. To było stukotanie otwartego ona z poprzedniego pokoju.
    Byłam pewna, że je zamknęłam, ale postanowiła jeszcze raz sprawdzić. Okazało się zamknięte.
    Stwierdziłam, że pewnie gdzieś indziej się otworzyło i wróciłam do pracy. Ale stukotanie się powtarzało. Tym razem byłyśmy pewne, że dobiega z tego pokoju, gdzie mierzyłyśmy mur.
    I gdzie z pewnością okno pod żądnym pozorem nie mogło się otworzyć.
    Przerwałyśmy pracę, by nie niepokoić mieszkańca.
    Wróciłyśmy na obiekt dopiero na następny dzień, przy dziennym świetle. https://uploads.disquscdn.com/images/037e6de7d6fda580d15159d186e091870d2d778cf00c9f3a85f42ee6fcd141de.jpg

  • Jest w Urzędzie Stanu Cywilnego w Bytomiu nieużywane jedno piętro. Dostać się na nie można tylko bocznymi, zawiłymi schodami. Już samo to miejsce robi upiorne wrażenie.
    Kiedyś jedno ze zdjęć z tego obiektu wrzuciłam na swojego fotobloga.

    Oto pewna dyskusja spod tego zdjęcia:

    teo-denitz:
    dziwne lecz patrząc na zdjęcie potęguję niepokój w mej duszy, drżę
    czy wydarzyło się tam coś złego?

    maratime:
    zapewne wiele razy.
    To niedostępne piętro w Urzędzie Stanu Cywilnego w Bytomiu.
    Jest to zaledwie część zabytkowej willi.
    Chyba kiedyś tam były biura szkoły baletowej z internatem…

    teo-denitz:
    może kiedyś… bo zdecydowanie odbieram negatywne fluidy, albo przebywał tutaj ktoś z gruntu zły, albo ktoś odebrał sobie życie…

    maratime:
    nie jest to wykluczone.
    jeszcze wcześniej był to normalny budynek mieszkalny…
    reszta pomieszczeń wkrótce.
    ale myślę, że cały teren jest „inny” i mało przyjazny.
    Pracowałam kiedyś kilka budynków dalej i różne rzeczy się przytrafiały…

    teo-denitz:
    to dotyczyło mężczyzny… tłukł głową o ścianę, emocje zostały zapisane w pomieszczeniu… trwało to parę dni…

    Wiesz, więcej tam nie weszłam.
    A ludzie tam biorą teraz śluby :P

    https://uploads.disquscdn.com/images/a28a8a09750e3c041f4f084e89224a719d3c8f7fea1391f26c2e36e2d963b1c8.jpg https://uploads.disquscdn.com/images/3326201086ab8f7bc304262919a605242d42b40a1d65a948c562dfa9094b7f6c.jpg https://uploads.disquscdn.com/images/2644814f93f6c72b30ea07abf502fbe9b2bd1840211203e1e81715bee38edfd1.jpg

  • Gdy byłam mała zdarzało nam się z rodziną odwiedzać kogoś mieszkającego w okolicach wspomnianego już USC w Bytomiu. Niewiele z tego pamiętam, jedyne co mi utknęło w pamięci, to dziwne przeświadczenie, że ktoś mnie obserwuje.
    Kilkanaście lat później tak się złożyło, że rozpoczęłam pracę w tamtej okolicy.
    Pracownia projektowa mieściła się w suterenie (oki, po prostu w piwnicy :P budynku mieszkalnego wybudowanego tuż przed II wojną światową.
    Jak to w tym zawodzie bywa, często zostawało się po godzinach, by dokończyć jakiś pilny projekt.
    Czasami w ekipie, czasami samemu.
    Raz zostałam sama. Siedziałam przed komputerem i kreśliłam jakiś domek. Była godzina 20, może 21.
    I usłyszałam jak ktoś idzie przez korytarz po mojej lewej stronie. Wtedy pomyślałam, że to pewnie odgłos z góry się niesie, jak to w starych kamienicach, bo piętro wyżej jest gabinet dentystyczny.
    Na następny dzień zapytałam żony szefa czy tak długo lekarze siedzą u siebie. Odpowiedziała, że w żadnym wypadku, że oni tak długo nie pracują tu.
    Już nigdy nie zostałam dłużej sama :P

  • Obiecuję, że już ostatnie ;)

    Ponoć najczęściej straszy na cmentarzach. Nie zgadzam się. Straszy tam, gdzie wcześniej żyli ludzie. Gdzie przeżywali swoje dobre i złe emocje. Gdzie byli za życia emocjonalnie przywiązani.
    Takie są właśnie stare kamienice – pełne emocji, nieopowiedzianych historii, oczekiwań ludzi.

    W jednej z takich kamienic zostałyśmy raz zamknięte. Przypadkiem, przez jednego z budowlańców.
    Schodzimy na pół zawalonymi schodami w dół, chcemy otworzyć drzwi a tu BACH! Kłódka z drugiej strony.
    Zatem nie pozostało nam nic innego, jak zadzwonić do zleceniodawcy, żeby wezwał kogoś z tych geniuszy i nam otworzył.
    Tylko że zadzwonić się nie dało. Nie było zasięgu. Dopiero po wyjściu drugą stroną na podwórze można było spokojnie porozmawiać przez telefon.
    Ale czy wrócić pod wejściowe drzwi? Nie bez oporu, ale jednak wróciłyśmy, aby zaczekać.
    I wtedy rozległ się dźwięk mojego telefonu. Wciąż nie mając zasięgu otrzymałam SMS’a… od koleżanki, która stałam obok mnie. Pustego. Fizycznie to nie było możliwe, aby go wysłała. Zatem kto to zrobił?
    Do dziś nie mam pojęcia.
    A zasięgu nadal przy wejściu nie ma.

    Wiem, bo teraz w tej kamienicy mieszkam ;)
    Oczywiście już wyremontowanej :)

    https://uploads.disquscdn.com/images/45b4c6d0ee0f90d0214ee2f7e373f78010371c81c4d5876f0435347e47e62a48.jpg
    https://uploads.disquscdn.com/images/7f19ef6515cae6043204478a165fec80a6fa2918c3c92d51acf483e0a23bf56c.jpg https://uploads.disquscdn.com/images/95eef32b62a71105f1bdf5fcfc7cd9d67b3b5b0a0da10e59e2039713fab88fd2.jpg

  • Fajny konkurs, jednak na ten moment ciężko mi sobie przypomnieć takie miejsca.

  • Pingback: Czwartkowe Nie Piszę °38 » Marszowickie Pola()

  • Pingback: Jak to jest siedzieć z workiem na głowie » Marszowickie Pola()

To jest Mendi

Mendi nie prowadzi tego bloga, za to potrafi bardzo głośno chrapać. Mendi nie jest pod wrażeniem tego co robi autorka bloga, więc obserwuje ją z kanapy. ;)

Pogłaszcz Kliknij Mendę jak chcesz pooglądać więcej mojego fotospamu na facebooku :D

O mnie w wersji TL;DR

Marša
właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Soren
tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

. . .

Tru story of my life ;)

więcej komiksów Mileny czai się po drugiej stronie kliknięcia