Podcast Bez Tytułu #02


Trochę było zawirowań życiowych i zupełnie nie miałyśmy jak nagrać odcinka wcześniej, więc nawet nasz luźny dwutygodniowy format złapał nieco czkawki, ale już jesteśmy i jest Podcast Bez Tytułu – odcinek drugi. Tym razem na tapecie bestpietruszki bestsellery.

W poszukiwaniu bestpietruszek

czyli rozmawiamy o fabrykach bestsellerów

 

Do rozmowy zainspirował nas artykuł z Wyborczej i jego dłuższa wersja z Książek. Ten pierwszy można przeczytać tu: wyborcza.pl/1,75410,20086022,zo…ra-sie-ksiazki.html Aby przeczytać wersję dłuższą należy zaopatrzyć się w numer Książek :)

Jeśli macie swoje przemyślenia na poruszany przez nas temat, piszcie śmiało w komentarzach tutaj, na blogu Kasi lub na Soundcloudzie (acz to pewnikiem ostatni odcinek, który tam publikujemy, będziemy kombinowały z hostowaniem tego gdzieś bardziej „lokalnie”). Podobnie jeśli chcecie, abyśmy wzięły jakiś temat na tapetę – droga wolna, sugerujcie i zobaczymy co jesteśmy w stanie zrobić.

 

A tymczasem dzięki, że z nami jesteście i do usłyszenia.


 

Zapraszamy też do odsłuchania poprzednich odcinków.

Marša

Rocznik osiemdziesiąty piąty, energetyk z wykształcenia, fotograf i autorka opowiadań z zamiłowania. Koszmarna estetka, czepliwiec niecierpiący upałów. Lubi góry, woli morze, zwłaszcza na morze niż nad morze.

You may also like

  • Fabryki bestsellerów są straszne… Ja w sumie rozumiem, że w Polsce wydawnictwa muszą się jakoś utrzymać, że rynek zbytu nie jest zbyt duży etc., ale kupowanie każdej książki z zagranicy, która została nagrodzona czy w jakiś sposób rozsławiona, to straszne marnotrawstwo potencjału. Jest bardzo wiele polskich autorów, którzy nie będą wydawani, bo nie ma się nazwiska etc.

    Co do YA to czytam od czasu do czasu gdy chcę się odmóżdżyć – nie lubię zbytnio literatury typowo kobiecej (choć czasem, właśnie do odmóżdżenia też przeczytam), to sięgam po coś YA i to głównie z tej podgrupki fantasy. Nie oczekuję od nich czegoś wybitnego, ot zwykłej rozrywki.

    Kasia poruszyła ciekawy temat – żyjemy w społeczeństwie obrazkowym i może to też przez to jest coraz więcej książek w pakiecie z filmem. Ludzkość się rozleniwiła i jesteśmy wygodniccy – i może właśnie dlatego (oprócz tych wszystkich pieniążków, które się na tym zarabia) wolimy dostawać wszystko na tacy… zwłaszcza młodsze pokolenie. Ale to polemika pewnie na wiele godzin rozmów :D

    I aaaa! Wreszcie się doczekałam nowego odcinka! :D Nawet nie wiecie jak czekam na te podcasty – reszta nie jest ważna, Wasz kocham najmocniej <3

  • A to ciekawe z tym słuchaniem podcastów przy zmywaniu. Bo i ja ten proceder namiętnie uprawiam. Wasz najnowszy odcinek też zresztą zaliczyłem z pianą na… dłoniach ;)

    Dla Kasi wielki szacunek za podjęcie tak wywrotowej decyzji. To naprawdę akt gigantycznej odwagi. Ja teraz będę musiał napisać od nowa tekścik liczący nieco ponad 13 tys. znaków i pewna tylna część ciała mi się trzęsie na samą myśl, a tu takie coś! Żałować chyba nie ma czego, bo jednak już włożona praca nie całkiem idzie na stracenie. Zostały położone jakieś podwaliny, rozsnuta jakaś kanwa. Mimo wszystko nie jest to już start od zera.

    Natomiast co do zasadniczej treści waszej dyskusji… zjawisko samo w sobie na pewno nie jest nowe, ale myślę, że dynamiczny rozwój popkultury w drugiej połowie XX wieku jednak nadał mu nowy i moim zdaniem niebezpieczny wymiar. Pewnie, że zawsze pisało się na zamówienie – jest przecież nawet wywodzące się bodaj z XIX wieku pojęcie literatury groszowej – tyle że obok tych wyrobników mogli istnieć tacy goście jak Proust, Joyce czy choćby Gombrowicz. Dziś prawdopodobnie by się nie przebili do masowej uwagi nawet nie tyle ze względu na to, że nie wpasowaliby się w wydawnicze trendy, ale po prostu dlatego, że wraz z inflacją artystycznej wartości literatury zanika też namysł nad nią. Nie ma już właściwie krytyki literackiej ani eseistyki – jest reklama… agresywna, bezprzedmiotowa, obliczona wyłącznie na zysk.

    Wiecie, Gombrowicz też się nie sprzedawał. Jest nawet taka anegdota dotycząca chyba „Transatlantyku”, że pewien paryski bukinista, gdy po iluś miesiącach udało mu się upłynnić jeden egzemplarz, z wrażenia aż zadzwonił do Giedroycia, by mu się tym pochwalić. Tylko że byli ludzie, którzy w tym Gombrowiczu dostrzegli jednak coś istotnego. I to w kulturze zostało. Nie wiem, czy coś zostanie po tych naszych dziewczynach w tytule, kosogłosach czy co tam jeszcze obecnie jest na topie. Niebezpieczeństwo więc jest takie, że literatura przestanie być nośnikiem ważnych idei, a stoczy się całkowicie w pustą, sztucznie nadętą marketingowymi trickami i absolutnie zbędną rozrywkę. W takiej sytuacji to już lepiej włączyć sobie dobry serial. No bo po co męczyć oczy szeregami czarnych zawijasów?

    Dlatego też analogia z Mickiewiczem wydaje mi się nie za bardzo trafiona. Trudno oszacować, czy do końca wiedział, w jakim duchu pisze. Nikt przecież nie zadekretował, że w tym to a tym roku skończył się klasycyzm i od teraz mamy już romantyzm. Po prostu taki był intelektualny klimat epoki. Ale właśnie – intelektualny, a nie narzucony przez marketingowców. Ja bym jednak rozróżnił między tworzeniem się pewnych mód czy oczekiwań i dostosowywaniem się do nich twórców, a inwazyjnym urynkowieniem sztuki i wiążącym się z tym wymuszaniem pewnych zachowań pod groźbą niezaistnienia, które – jak już pisałem – na dobre ruszyło z kopyta w XX wieku.

    A co do hostowania podcastów – czemu właściwie Soundcloud jest złe? Sporo znanych mi podcasterów np. hostuje na archive.org. Ewentualnie zawsze można wrzucać na własny serwer. Przez FTP albo po prostu przez opcję wgrywania mediów WordPressa. Choć z czasem obciążenie może stać się problematyczne.

    • Zgadzam się, że obecne tempo nadaje staremu zjawisku niebezpieczny wymiar i przebicie się… Teorie spisku uprawiając, to podejrzewałabym, że nie jeden taki współczesny Joyce po prostu pisałby do szuflady, nie chcąc pakować się w marketingowa maszynkę. No chyba że znałby kogoś, kto by mu z tej szuflady kartki wyciągał i robił z bufor.

      A czy Mickiewicz zdawał sobie w jakim duchu pisze, hymmm. Myślę że nawet jeśli nie było to jakoś bardziej świadome, to jednak wiedział co 1. sam czyta chętnie 2. inni czytają chętnie. Nikt tego nie musiał nazywać taką czy taką literaturą, żeby wiedzieć o co chodzi. To w ogóle też ciekawe, że obecnie mówimy o literaturze tego czy tamtego wieku jak o takiej tematycznej szkatułce. Gdybym miała tak określić literaturę pierwszego dwudziestolecia XXI wieku, to nie wiedziałabym gdzie zacząć. Nie wiem jak z tym poradzą sobie za jakieś dwieście lat. Może nazwą naszą epokę, epoką zachłystu wolnością i pomieszania?

      Co do hostingu, to SC darmowo dwaj miejsce na 180 minut nagrań. Wrzucałyśmy tam na próbę, aby mieć jakieś minimum statystyk, ale na dłuższą metę są dla nas trochę za drodzy, zważywszy, że nagrywamy czysto hobbystycznie i obok innych zajęć. Dlatego będziemy finalnie przechodzić na osobny serwer (żadna z nas nie ma swojego bloga postawionego na takim, który na dłuższą metę spokojnie by to uciągnął) i będziemy sobie z niego hotlinkować na WordPressy :) A przynajmniej taki jest plan :)

  • Suma sumarum i tak życzę wam bestsellerów ;)

    PS. Słychać was teraz dużo lepiej!
    PS2. Marsjanina to możesz zatrzymać, bo dostałam w między czasie nowego :P

  • Pingback: Czwartkowe Nie Piszę °34 » Marszowickie Pola()

To jest Mendi

Mendi nie prowadzi tego bloga, za to potrafi bardzo głośno chrapać. Mendi nie jest pod wrażeniem tego co robi autorka bloga, więc obserwuje ją z kanapy. ;)

Pogłaszcz Kliknij Mendę jak chcesz pooglądać więcej mojego fotospamu na facebooku :D

Z sympatią do:

O mnie (TL;DR)

Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Soren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

W komitywie z: