Podcast Bez Tytułu #01


Wchodzimy do bagna

czyli rzecz o self-publishingu

W tym odcinku Podcastu Bez Tytułu poruszamy temat, który prędzej czy później musiał się pojawić. Postanowiłyśmy wybrać pierwszą opcję i mieć to już za sobą, dlatego dziś przemyślenia na temat self-publishingu inspirowane artykułem, o który Kasia potknęła się na stronie The Guardian. A ponadto nieco ogłoszeń różnych na koniec i mamy dżingla. :)

 

Artykuł, który skłonił nas do pogadania na ten a nie inny temat: For me, traditional publishing means poverty. But self-publish? No way 

Jeśli ktoś jest ciekaw o co chodzi z zakonnicą, to zapraszam do zerowego odcinka, gdzie ma ona swoje pierwsze wejście i całkiem sporo o niej tam mówimy. :) Podobnie tam kryją się źródła pierwszego tomu wielkiej, epickiej serii fantasy i naprawdę, fantasy jest super i w ogóle, więc nie obraźcie się :)

 

Póki co umieszczamy odcinki na Soundcloudzie, ale nie jesteśmy jeszcze pewnie, czy gdzieś się z tym nie przeniesiemy. I teraz pytanie: czy chcielibyście, aby była możliwość pobrania odcinka w pliku mp3 zamiast przesłuchiwania go online?

 

Komentujcie, mówcie co jest nie tak i puszczajcie w świat :)

Marša

Rocznik osiemdziesiąty piąty, energetyk z wykształcenia, fotograf i autorka opowiadań z zamiłowania. Koszmarna estetka, czepliwiec niecierpiący upałów. Lubi góry, woli morze, zwłaszcza na morze niż nad morze.

You may also like

  • DonBolano

    I znowu godzinka :D Posłucham do snu :D heh

  • DonBolano

    Ładny dżingiel
    :D

  • Trochę smutny wniosek na końcu, ale taka jest niestety prawda :)

    • Nu. A ja nadal jestem ciekawa jak jest z tym w komiksie, bo na panelu było raczej o tym co trzeba wiedzieć, aby się selfowo w komiksie wydać, ale nie bardzo mówiono o nastrojach. Może dlatego, że dla ludzi ze środka jest to oczywiste, a ja z zewnątrz jestem i zielonam jak trawka na wiosnę? :)

  • Zdecydowanie z możliwością pobrania mp3. Odcinka jeszcze nie przesłuchałem, ale jestem go bardzo ciekaw, bo temat interesujący.

    • Dziękuję za informację. Póki co dodałam możliwość pobierania pliku z Soundclouda, bo domyślnie była nieaktywna :)

  • No to jestem już po. Refleksji „na gorąco” nasuwa się tyle, że nadają się raczej na wpis na blogu, niż na komentarz. Ale tak na szybko…

    Ja jestem selfem. Wydałem w ten sposób dwie bardzo niszowe książki i zanosi się, że wydam także i trzecią. Mam też doświadczenia w tradycyjnym modelu – opowiadania w antologiach, artykuły w prasie itp. Moja debiutancka powieść „Drzewo różane” to było coś pomiędzy, bo najpierw wyszła w e-booku nakładem RW2010, a później zaproponowali mi wersję papierową, za którą – co ważne, bo było na tym tle kilka nieporozumień – nie zapłaciłem. Ale co do selfu: tak naprawdę o ile dla kogoś pierwszorzędnej wartości nie stanowi czysto materialny dochód, metoda publikowania jest drugorzędna, bo przede wszystkim liczy się literatura. To ją zawsze warto mieć najpierw na uwadze, a dopiero potem to, jak ją wyeksportujemy na świat. Pewnie jeśli mówimy o twórczości stricte komercyjnej – oczywiście nie obrażając nikogo – opcja z tradycyjnym wydawcą jest mimo wszystko lepsza, jest jakby wręcz pod nią stworzona, funkcjonuje z nią w symbiozie. Ja z tymi dwiema książkami poszedłem w samizdat z pełną świadomością konsekwencji, wiedząc, że w wydawnictwach stałyby na przegranej pozycji. Czy odniosłem sukces? Zależy, w jakich kategoriach to rozpatrywać. Finansowych? Tak, niewielki, bo koszty druku mi się zwróciły, a nawet wyszedłem ciut ponad kreskę, dzięki czemu mam niewielki kapitalik na kolejny projekt. Czytelniczych? No, chyba też, bo książki dotarły do tych odbiorców, do których miały dotrzeć. Sprzedałem wszystkiego coś koło trzystu sztuk. Paczki nosiłem z drukarni w plecaku, a nawet zdarzyło mi się handlować pod kościołem, ale absolutnie niczego nie żałuję. Zwłaszcza że liczę się z powtórką z rozrywki, choć tym razem na nieco większą skalę.

    Czy gdybym miał możliwość, wybrałbym tradycyjnego wydawcę? Jasne, że tak! Nie czarujmy się: zawsze lepiej, gdy najtrudniejszą część roboty ktoś może wykonać za nas. Choć też znając siebie, nie wiem, czy nie zerwałbym współpracy, gdyby wydawca chciał mi za bardzo ingerować w tekst, albo gdybym wyczuł, że między nami nie iskrzy. Ale to już moja anarchistyczna natura – kwestia czysto indywidualna.

    A tak naprawdę chcę po prostu powiedzieć, że jakkolwiek banalnie by to nie brzmiało, nie ma prostych rozwiązań. Trzeba po prostu dobrze wyczuć samego siebie, określić swoje priorytety i dopiero pod to dopasowywać konkretne decyzje. Nie jestem ani za, ani przeciw selfowi – jestem za literaturą. Cała reszta to przypisy :)

    • Zdecydowanie jesteś człowiekiem jakiego nam w nagraniu brakowało – kimś kto dobrze zna self-publishing od środka. Podoba mi się to co napisałeś o literaturze. Że liczy się ona. To takie fajne i ładne stwierdzenie i z głębi serca chciałoby się, żeby tak zawsze było. No ale jest jak jest. Gratulacje, że udało ci się wyjść nad kreskę – wydaje mi się, że to już coś, a przede wszystkim nadal myślisz o kolejnych projektach :) Trzymam kciuki!

      • A dziękuję :) Myślę, że jest w Polsce kilku ludzi, którzy ogarniają temat sto razy lepiej ode mnie. Choćby Władysław Zdanowicz. To jego wam w podkaście brakowało :) Ja po prostu staram się nie patrzeć na sprawę dogmatycznie i realnie oceniać uwarunkowania. Wielu dogmatyków selfu zarzuciłoby mi niekonsekwencje, bo wszak PRAWDZIWY indie olewa wydawnictwa z zasady, a ja jednak rezerwuję samizdat jako opcję alternatywną.

        • Pan Zdanowicz to jakby w ogóle mój sztandarowy przykład odnośnie przechodzenia autorów z tradycyjnych wydawnictw do bycia sobie sterem, żeglarzem i okrętem, ale ponieważ nie znam go i w ogóle, to wolałam nie przytaczać jego nazwiska w podcaście.
          I w ogóle pierwszy raz spotkałam się z określeniem indie w kontekście self-publishera w języku polski (bo po angielsku, to wiele razy) :D Może jakby ono bardziej przeniknęło do obiegu, to wyszłoby to wielu autorom na dobre, bo budzi zdecydowanie bardziej pozytywne skojarzenia :D

  • Królowa Lambeth

    Jesteś taka radosna, żę musimy przestać się kolegować, bo to nie pasuje do mojego mroku.

    • Na moim tle twoja mroczność będzie wyrazistsza ;)

  • Pojawiło się w podcaście określenie American Dream w odniesieniu do selfpublishingu. Przyznam, że mnie jeszcze bardziej na American Dream wygląda pomysł, iż jakiekolwiek wydawnictwo zasugeruje mi zmianę tematu (skąd niby mieliby wiedzieć, w czym będę dobra? to raz; dwa – moim zdaniem interesuje ich tu i teraz, wysyłając książkę do wydawnictwa, ją właśnie oferuję, nie jakieś nienapisane, a możliwe rzeczy) czy w ogóle udzieli jakiejkolwiek porady. To byłoby cudne, gdyby istniał jakiś dialog, bo dokładnie tak jak mówicie – każda informacja zwrotna jest na wagę złota. Tymczasem wydawnictwa na ogół (mówię z doświadczenia) po prostu nie odpowiadają i po jakimś czasie należy to zwyczajnie uznać za odmowę. Niektóre wprost piszą na swych stronach internetowych, że odzywają się tylko do tych autorów, których teksty zaaprobują. Odpowiedź „dziękujemy, nie jesteśmy zainteresowani” otrzymałam od trzech wydawnictw (na blisko dwadzieścia). Jedno z nich na moją prośbę o wyjaśnienie powodu odmowy odpowiedziało punktując wady książki i zachęcało mnie do przesyłania do nich innych tekstów. Większość milczy, co jest dla mnie zupełnie zrozumiałe, jeśli wyobrażę sobie ogrom korespondencji jaką otrzymują. Zmierzam do tego, że pod względem informacji zwrotnej – wydawanie w selfpublishingu z mojego punktu widzenia nie różni się niczym od wydawania w wydawnictwie. Oczywiście można uznać, iż brak zainteresowania wydawnictw sam w sobie jest informacją zwrotną, lecz wiadomo przecież, iż nie do końca tak jest.

    • Co do tego, ze wydawnictwo zasugeruję tę zmianę tekstu, to też mam wrażenie, że to nie u nas. Może są szczególne przypadki, kiedy się to zdarza, ale to raczej takie odchylenie statystyczne niż norma. Stety-niestety. Mogę podać kilka powodów czemu „stety”, acz one wszystkie na moim przykładzie i odczuciach więc na tu i teraz zmilknę. :)

      I zgodzę się, że self może niczym nie różnić się od wydawania się tradycyjnie. Wg mnie wiele zależy od wydającego się. :)

      • Z tego, co pamiętam to Joannie Glogazie z bloga Styledigger, wydawnictwo zaproponowało temat książki, a ona się go podjęła – co prawda to nie zmiana tematu, ale tak mi się skojarzyło z Twoją wypowiedzią, @annasiemomysa:disqus :)

  • Miałam napisać już wcześniej, ale ta przeprowadzka mnie przytłoczyła. Sama nie do końca wiem, jakbym się zachowała mając swoje dziecko, swoją książką ukończoną, zachwycona tym faktem pewnie bym stopniowo traciła nadzieję przy kolejnych odmowach wydawnictw etc. i być może skorzystałabym z opcjo selfpublishingu – nie wiem. Wiem jednak, że powinno się częściej o tym mówić/pisać, bo wielu młodych może się naprawdę przejechać, stracić szansę i zapał. To ciężki kawałek chleba, to całe pisanie. I współczuję każdemu twórcy całej tej przeprawy z wydawnictwami – bo z tego co słyszę, bywa ciężko.

To jest Mendi

Mendi nie prowadzi tego bloga, za to potrafi bardzo głośno chrapać. Mendi nie jest pod wrażeniem tego co robi autorka bloga, więc obserwuje ją z kanapy. ;)

Pogłaszcz Kliknij Mendę jak chcesz pooglądać więcej mojego fotospamu na facebooku :D

Z sympatią do:

O mnie (TL;DR)

Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Soren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

W komitywie z: