Piszesz? Musisz wydać książkę!


To twój cel, nawet jeśli o tym nie wiesz, to wszyscy wiedzą, że musisz wydać książkę, no bo po co innego byś pisał? A jak nie wydasz, to znaczy, że piszesz źle i/lub się nie przykładasz.

A gówno :3

Półka w księgarni nie jest ostatecznym celem każdej osoby piszącej beletrystykę. Celowo nie używam słowa pisarz, bo pisarz to w sumie też zawód (pisałam o tym kilka miesięcy temu podając link do dokładnych wytycznych co to znaczy być pisarzem), a skoro tak, to dla pisarza ta półka celem jest. Ale można pisać dla przyjemności, bo się lubi i w ogóle nie spinać się, że trzeba kiedyś być na liście bestsellerów. Tymczasem gdzie się nie obejrzeć tam półka.

Półki, wszędzie półki

Wchodzisz na forum literackie i na pewno znajdziesz całą masę tematów poświęconych wydawaniu. Uznasz, że fajnie jest, ale lubisz się rozwijać, więc chcesz dla siebie samego wziąć udział w jakimś szkoleniu poświęconym pisaniu – na pewno w jego opisie znajdziesz coś o tym, że pomoże ci on się wydać. Odpalisz podcast dla pisarzy – na pewno będzie gdzieś coś o wydawaniu. Tak po prostu jest i teraz to ty pisarzu in spee, grafomanie, opowiadaczu, człowieku piszący, człowieku napierniczający w klawiszki lub skrobiący w kajecie musisz sobie powiedzieć czy ty tej półki chcesz, czy na razie i może na wieczność cię ona nie interesuje.

Albo inaczej.

Interesowanie się tą półką, to nie twój psi obowiązek a coś, co możesz wybrać. To, że ktoś gdzieś twierdzi, że półka oznacza sukces, a tylko sukces może uczynić cię szczęśliwym, to nie znaczy, że jest to prawdą (w tym zdaniu jest stanowczo za dużo że).

 

Uwierzenie, że to jedyna droga, jaką należy podążać, koniec końców może przynieść dużo żalu i gorzkich łez. A to ten lepszy scenariusz. Bo jak w pędzie za półką wydasz sam lub za pośrednictwem wydawnictwa typu vanity coś, co generalnie jest słabe tak, że ręce opadają aż do ziemi, bo niżej już nie mogą, ale gdy wysyłałeś przelew wydawało ci się genialne, to poza żalem i łzami będziesz mieć to w swoim profilu na Lubimy Czytać, BiblioNETce czy Good Reads. I to nie jedynie jako tytuł i okładkę, a pewnikiem z recenzjami pechowych czytelników. A uwierz mi, takie Lubimy czytać bardzo dobrze się pozycjonuje i bardzo możliwe, że ktoś znajdzie to jedynie wpisując imię i nazwisko w Google.

Dlatego zanim dasz się porwać wyścigowi ku półce zastanów się czy naprawdę ci ona teraz potrzebna, bo to nie tak, że musisz wydać książkę. Możesz to zrobić. Też na m, ale znaczenie diametralnie inne.
A może to ja po prostu jestem pozbawioną ambicji amebą i dlatego widzę to w ten sposób? W sumie to całkiem możliwe. Nawet bardzo, więc macham wam nibynóżkami i miłego dnia! :)


Bonus, czyli co mi przyszło z wydania książki?

Bo ja tu pitu pitu, że nie trzeba gonić, a niby coś mojego własnego mi na półce stoi, więc jakiś, za przeproszeniem, bullshit. Ale tak w sumie, to toto na półce zmieniło niewiele w moim przypadku. Kasy niet, bo z pełną świadomością podpisałam umowę, gdzie stała jasno określona kwota jaką dostanę i nie starczyłoby tego na bilet autobusowy, ale mi to pasowało z wielu powodów (miedzy innymi zmniejszało presję i wywoływany przez nią strach). Z drugiej strony cała moja inwestycja finansowa ograniczała się do kupna znaczka pocztowego, więc nie czuję się stratna.

Sławy też nie ma, ale na nią nie liczyłam.

Satysfakcja? Jest. Nie wypieram się. Fajnie czasem na to sobie spojrzeć, ściągnąć z półki, przekartkować i powspominać. Że mam obecnie cały jeden własny egzemplarz, to nie mam czego rozdawać, ale pożyczyć mogę i to jakoś fajniej tak niż wysyłając plik tekstowy mailem :)

Doświadczenie? Si, nabyte i nikt mi go nie zabierze.

Ale najlepszym, co z tej przygody wynikło, to możliwość szybkiego ucięcia rozmów pokroju:

A: Piszesz? Ale co piszesz?
Ja: Urban fantasy, ostatnio jedną nogą w horror.
A: A kiedy coś wydasz?
Ja: Już wydałam. Dwa lata temu.

I tu następuje przyjemna cisza, a potem rozmowa schodzi na tu i teraz, a nie na gdybologię o przyszłości. Nie ma drążenia tematu o to jak planuję, a kiedy, a czemu nie wcześniej, a czemu nie w ogóle, a co, a po co i tak dalej, co mnie cieszy, bo lubię pisać, ale tak poza tym, to jestem cokolwiek leniwym stworzeniem, które od pół roku pisze streszczenie, więc… No przemilczę.

 

Marša

Rocznik osiemdziesiąty piąty, energetyk z wykształcenia, fotograf i autorka opowiadań z zamiłowania. Koszmarna estetka, czepliwiec niecierpiący upałów. Lubi góry, woli morze, zwłaszcza na morze niż nad morze.

You may also like

  • Królowa Lambeth

    Wiem, co Florencja Bryce powiedziałaby na ten tekst :D

    • Przytoczysz domniemane słowa Flo? :P

      • Królowa Lambeth

        Zaczęła by od tego, że masz okropne włosy. Potem skrytykowałaby twój styl (bo przecież ci z kontynentalnej nie potrafią się ubierać! Dobrze przynajmniej, że nie jesteś z Francji). Na końcu zaś powiedziałaby, że po prostu sława osobom takim jak ty po prostu nie jest pisana. I że musisz to przełknąć. Nie każdy może być sławny (jak ona) i nie każdy tą sławę zniesie (np. ty). Półka jest wyznacznikiem pewnego stanu, którego ameby nigdy nie dosięgną. Niestety,

        • Aż ten komentarz przypięłam na górze listy xD wow.

          • Królowa Lambeth

            Flo mówi teraz, że masz trochę gustu. Minimalnie. Może będą z ciebie ludzie. Ale nie pisarze!

  • I dobrze, że o takich rzeczach piszesz!!! Nic na siłę, a już pisanie dla sławy jest mega słabe :)

    • Nu, bardzo, ale czasami człowiek daje się porwać fali :/ A falę nietrudno obecnie znaleźć

  • A ja napiszę coś z troszkę innej strony: fajnie mieś jakieś cele, ale trzeba mieć do nich odpowiedni dystans. Każdy fotograf też marzy o publikacji swoich prac, ale czy to, że ich nie ma od razu sprawia, że przestaje tworzyć? Nope. Po prostu robi swoje (uogólniam, wybacz) i myślę, że pisarz też powinien mieć w sobie odrobinę pokory i dystansu. W posiadaniu celu jako takiego nie ma nic złego, zleży od podejścia – tak jak piszesz. Niekiedy fajnie jest się po rozkoszować tym wszystkim „pomiędzy”, tym wszystkim co „po drodze”.

    PS. U mnie ani publikacja foto ani poezji ect. niczego nie zmieniła, także doskonale rozumiem przesłanie! :D

  • wydawanie książek w ostatnich czasach stało się jakąś taką manierą, nie wiem, zwyczajem. wszyscy wydają książki i najczęściej są one o niczym. mówię o trendzie wydawania książek przez tych tzw. ludzi znanych z tego, że uwielbiają dźwięk swojego imienia i nazwiska. to jakiś koszmar jest. jedna z Pań, która na co dzień uważa się za dziennikarkę, w tv ma program, w którym plotkuje o plotkach (jak nisko można upaść?), w swojej książce pisała, jak to pani czy pan X robili sobie lewatywę!!!! i tę swoją książkę reklamowała jako „bomba na salonach”. jak widać, grzebanie w gównie nabrało wersji luksusowej. i dlatego może lepiej zamiast pisać własne trzeba poczytać te, które coś w nas zostawią. zmienią nawet. a jeśli już na prawdę wyjścia nie będzie, to napiszę coś dobrego.

    • I tu dochodzimy na grząski grunt popytu i podaży.
      Czy to wydawnictwa zaniżają poziom i złażą na psy wydając takie książki o niczym? Czy to czytelnicy schodzą na psy i oczekują takich właśnie książek, więc wydawnictwa po prostu wydają to, co się sprzeda (bo to przecież nie organizacje charytatywne, misja misją, a pracownicy musza mieć pieniądze, aby mieć potem co do garnka włożyć).
      A może sedno problemu leży gdzieś po środku.

      • Trochę jednego, trochę drugiego, generalnie jednak mam wrażenie, że łatwiej jest wydać niż kiedyś, mniejsze standardy, mniejszy prestiż…

  • eV

    Niestety grafomania to częsta choroba i nie zawsze da się ją powstrzymać przed momentem otrzymania swojego koszmarku w wersji opublikowanej. Każdy przecież chciałby mieć na koncie jakiś sukces, niezależnie od tego, czy coś już potrafi czy dopiero się uczy i nie do końca mu to wychodzi.

  • Wypowiem się jako szarak, który na zwrot „własna książka” dostaje ślinotoku i urywa mu się film. W moim rozumieniu na książkę trzeba zasłużyć i zafunkcjonowanie w papierze jest swoistą puentą lat pracy nad tekstem, a zwrot „Czy już wydałaś książkę?” komplementem większym niż „We wszystkim wyglądasz pięknie, kochanie.” :-) Może to właśnie różni starą szkołę od nowomody – żeby wydać książkę, trzeba umieć pisać, a nie – żeby wydać książkę, trzeba ją napisać.

    • Ładne podsumowanie. Tak, coś w tym jest. No i mimo wszystko upierałabym się przy podejściu, że celem pisania nie jest wydanie książki. Celem pisania jest opowiadanie historii. A wydanie książki, to opcja, która można wybrać, ale nie trzeba.

  • Czuję, że takie naciskanie na wydawanie książek wiąże się z coraz popularniejszym self publishingiem. Bo tak właściwie proces wydawania książki już nie jest bardzo trudny i kosztowny. Ciekawe, czy podobne reakcje będą dotyczyły fotografów, czyli czy będzie się ich pytało o wystawę, skoro fotografują :)

    • A to w sumie ciekawe z tą fotografią. Trochę focę i czasami ktoś mnie pyta, czy cos na tym zarabiam, ale tu mi łatwo odpowiedzieć, bo na trzaskaniu widoczków zarobić to się chyba za bardzo nie da jeśli jest się na poziomie „hobbysta z jakimś tam zacięciem i jednym szkłem”, więc no nie i tyle. Jakoś o wystawy nikt nigdy nie pytał.

    • Zgadzam się w pełni, to kiedy wystawa ? ;) :D

  • Coraz trudniej jest mi odnaleźć wartościowe pozycje czytelnicze, które tak mocno wciągnęłyby mnie w swój świat, ale kiedy już odnajdę, radość jest przeogromna. :) Czasami książki, które mnie przypadły do gustu, u innych nie wywołały pozytywnych wrażeń. Dlatego dobrze, że mamy taki wybór, dobrze, że ludzie decydują się wydać swoje książki. :)

  • Powodzenia ze streszczeniem! ;)

  • Pingback: Tradycyjnie, samodzielnie czy vanity publishing » Marszowickie Pola()

To jest Mendi

Mendi nie prowadzi tego bloga, za to potrafi bardzo głośno chrapać. Mendi nie jest pod wrażeniem tego co robi autorka bloga, więc obserwuje ją z kanapy. ;)

Pogłaszcz Kliknij Mendę jak chcesz pooglądać więcej mojego fotospamu na facebooku :D

Z sympatią do:

O mnie (TL;DR)

Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Soren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

W komitywie z: