Antologie – Top 5 a’la Marsza


W podcaście Kasia zdała mi ciekawe pytanie. Czy jako ta, co z naszej dwójki bardziej pisze opowiadania niż powieści, czytam więcej opowiadań niż powieści. Zgodnie z prawdą odpowiedziałam, że no nie bardzo. Czytam więcej powieści. Potem doszłam do wniosku, że to w sumie bardzo ogólne stwierdzenie, bo za opowiadaniami stały antologie, w każdej kilka tekstów i może jakby liczyć nie książka do książki, a tytuł do tytułu, to matematyka wyszłaby nieco inaczej. Niemniej słowo się rzekło podobnie jak padło, że antologie to nie jest znowu takie powszechne stworzenie, a w dodatku jest ono jeszcze podstępne.


Druga (trzecia?) rzecz poruszona w podcaście przez Kasię, to fakt, że antologia wygląda obco. Często jest tam dużo nazwisk których się nie zna i podchodzi się do tego jak do jeża, z drugiej strony ja tam uważam, że ma to swoje plusy. Ale obawy rozumiem i dlatego dziś prezentuję moje top 5 antologii. Albo pseudo top, bo cechą antologii jest nierówność i czasami można gdzieś trafić na opowiadanie perełkę, które zapamięta się na długo, ale wspomnienie całej antologii już takie piękne nie będzie. Zatem czynnikiem decydującym dla mnie w tym zestawieniu było to, jak wspominam całość. Czy potykając się o dany tytuł na liście uśmiecham się, czy krzywię paskudnie, a przede wszystkim czy pamiętam go bardziej, niż właśnie jako tytuł.

Podsumowując kryteria do listy idą mniej więcej tak:

  • antologia wielu autorów
  • ogólne wrażenie jakie pozostało mi po przeczytaniu
  • to jak zapadła w pamięć (czyli jak bardzo pamiętam uczucie z punktu powyżej, a na ile to po prostu ocena jaką wystawiłam na LC)

I jeszcze jedno: kolejność jest przypadkowa.

 

Herosi

Proszę państwa, oto jest przemyślana antologia. Taka w której nie tylko same teksty są dobre lub bardzo dobre, ale też taka, gdzie ktoś usiadł i pomyślał, jak je ułożyć. Rzadko zwracam na to uwagę, bo często czytam na wyrywki. A raczej czytam tak, kiedy mam wydanie papierowe. Po e-bookach mniej skaczę, a Herosów miałam właśnie w e-booku.

Nie powiem, że każde opowiadanie powaliło mnie na kolana, ale w zasadzie żadne nie było takie, żebym go nie skończyła, albo doczytywała co piąte zdanie, byle tylko dobrnąć do końca. Tak, do niektórych nie byłam początkowo przekonana, na niektóre patrzyłam krzywo niemal do samego końca, kiedy to spłynęło na mnie coś i nagle zaczęły wyglądać inaczej. Naprawdę jestem pod wrażeniem tej antologii, bo po prawdzie kupiłam ją jakoś przypadkiem w promocji i niespecjalnie miałam wobec niej jakiekolwiek oczekiwania inne, niż że zajmie mi nieco wolnego czasu.

Książka na Lubimy Czytać

 

Queen Victoria’s Book of spells

Jedno miejsce dla pozycji zagranicznej, a Księga zaklęć królowej Wiktorii nie doczekała się polskiego tłumaczenia. Nie mogę powiedzieć, że jest to jakaś wielka strata, ale to jedna z tych pozycji, które zapadły mi w pamięć. Gatunkowo jest to zbiór opowiadań spod znak gas lamp fantasy, a tytuł całości, to tytuł pierwszego opowiadania. Swoją drogą nie lubię takiego zabiegu w antologiach, nieważne czy są jednego czy wielu autorów, ale to bez znaczenia tutaj. Księgę zaklęć cechuje bardzo ciekawe podejście do tematu. Miały być opowiadania osadzone w czasach panowania królowej Wiktorii i autorzy dopasowali się do tego od pisania o niej samej, po mniej lub bardziej znane elementy epoki wiktoriańskiej (seanse, wróżki), ale też nie bali się sięgać po tematy, ze tak powiem społeczne. To ta książka powiedziała mi czym jest phossy jaw (nie znalazłam tłumaczenia polskiego tej przypadłości) i zanim wpiszecie to w google grafika zastanówcie się dwa razy, bo to nie będzie przyjemny widok, ale Wiki da wam opis bez dreszczyku. Ponadto każdy autor napisał kilka słów od siebie dlaczego sięgnął po ten czy tamten temat, a niektórzy nawet podzielili się źródłami, z jakich korzystali. I to w moich oczach Księgę zaklęć wyróżnia oraz podnosi jej wartość dla fanów epoki wiktoriańskiej.

Gdybym miała silić się na minusy, to ma strasznie nieporęczny format. Taka i to duża ni normalna jest, a w dodatku bardzo miękka okłądka strasznie szybko się niszczy… Ale powiedzmy to otwarcie, czepianie się tu formatu i papieru jest, no właśnie, czepianiem się.

Książka na GoodReads

Legendy Polskie

To nie jest antologia klękajcie narody, gdyby patrzeć na nią z zewnątrz. To znaczy spora część jej siły opiera się na tym, że wszyscy znamy tradycyjne wersje tych historii. Prawdopodobnie nie mając ich jako punktu odniesienia sama patrzyłabym na Legendy polskie inaczej. Ale znam, więc… No i ja jeszcze jestem pies na takie nowe podejścia czy to w prozie, czy w filmie, a chyba przede wszystkim w muzyce (folk rock i folk metal, miłości wy moje), tak więc naprawdę nie było możliwości, aby Legendy polskie nie znalazły się w tym zestawieniu. Kropka.

Książka na Lubimy Czytać

Arcydzieła. Najlepsze opowiadania science fiction stulecia

Nie będę ukrywać, że z tej antologii pamiętam głównie jeden tekst. Taki, który często przytaczam w rozmowach, ale to nie znaczy, że reszcie czegoś brakowało. Wrażenie z przeczytania całości nadal mam jak najbardziej pozytywne, a ten jeden tekst po prostu bardziej wbił się w pamięć i miał taki pomysł fabularny, że bardzo często wraca do mnie. Tu nie napiszę o co w nim chodzi i dlaczego tak je lubię. Powiem tylko, że chodzi o Drogę niewybraną Harryego Turtledovea.

A generalnie tej antologii za reklamę robią same nazwiska z okładki, gdzie listę otwierają Clarke i Asimov. Inna rzecz, że to jest science fiction, a nie każdy to lubi. Z drugiej strony, to dobre science fiction, które nie ogranicza się do strzelania do siebie w kosmosach.

Książka na Lubimy Czytać

PL+50 Historie Przyszłości

Jedna z pierwszych antologii jakie czytałam i po dziś dzień mam dla niej dużo sympatii. Jest bardzo z tym, co mówiłam w podcaście, czyli traktowaniem antologii jako sposobu poznania nowych autorów, aby później zaczaić się na ich samodzielne książki. Przyznam, że jak z Arcydzieł czy Legend Polskich póki co niespecjalnie autorów szukałam, tak PL50+ na jakiś czas mocno wpłynęła na to, co czytałam. A że to lata temu było, to może mogłabym się tu nawet pokusić o stwierdzenie, że jakoś mnie ta antologia ukształtowała lub ukierunkowała (na dobre i na złe).

Nie jestem w stanie jedynie stwierdzić, czy teraz ta antologia obroniłaby się w moich oczach, czy może umieszczam ją tutaj kierowana sentymentem sprzed ponad dziesięciu lat. Może jeśli przeczytam ją jeszcze raz, to zrobię erratę do tego wpisu ;)

Książka na Lubimy Czytać

Legendy I i II

W zasadzie to są dwie antologie. Dwa opasłe tomiska w twardej oprawie, które bardzo ładnie wyglądają na półce.

Ten koncept nie mógł się nie udać. Po pierwsze wydaje mi się, że to musiała być fajna zabawa dla autorów napisać opowiadanie w realiach świata, jaki stworzyli wcześniej w swojej powieści (czy raczej zwykle cyklu). A na tym zasadzają się oba tomy Legend. McCcaffrey pisała w świecie Jeźdźców smoków z Pern, King w świecie Mrocznej Wieży, a Orson Scott Card rozwijał Opowieści o Alvinie Stwórcy. Od strony czytelniczej, to jest dokładnie to, co lubię w antologiach, tylko że na sterydach. Bo antologia, to taki próbnik. Można wyłapać autora, którego styl nam odpowiada i zaczaić się na jakąś jego dłuższą pozycję. A w Legendach nie dość, że można poznać styl autora, to jeszcze stworzone przez niego uniwersum. Dzięki Legendom trafiłam na Majipoor Silverberga i było to jedno z lepszych spotkań.

Tom I na Lubimy Czytać
Tom II na Lubimy Czytać

Uważasz, że zdecydowanie powinnam jakieś antologie przeczytać? Podrzuć tytuły w komentarzu i się za nimi rozejrzę :) Polecajki zawsze w cenie.

 

Marša

Rocznik osiemdziesiąty piąty, energetyk z wykształcenia, fotograf i autorka opowiadań z zamiłowania. Koszmarna estetka, czepliwiec niecierpiący upałów. Lubi góry, woli morze, zwłaszcza na morze niż nad morze.

You may also like

  • Okej po kilka muzę zajrzeć :)

  • Rzadko czytam antologie – opowiadania wydają mi się za krótkie, ledwo historia się rozkręci, a tu już koniec :)

  • Ja czytam antologię ale poezji pozdrawiam serdecznie

  • Uwielbiam opowiadania. Mam po nich zawsze kilkudniowe przemyślenia co nie zdarza mi się po przeczytaniu np powiiesci

  • Almosttraveler

    Przyznam się, że nie przepadam za opowiadaniami. Dla mnie ta forma jest jednak za krótka, ale to moja opinia ;). Ostatnio jednak zauważyłam, że zmieniają mi się gusta związane z literaturą, więc może spróbuje przeczytać jedną z pozycji z postu bo brzmią interesująco :).

  • czasem miło jest poczytać dobre opowiadania :)

  • Z tego co napisałaś antologie wypadają dość słabo, ciekawe czemu? Ja osobiście nie przepadam za krótkimi formami, zbyt dużo pozostawiają niedosytu

To jest Mendi

Mendi nie prowadzi tego bloga, za to potrafi bardzo głośno chrapać. Mendi nie jest pod wrażeniem tego co robi autorka bloga, więc obserwuje ją z kanapy. ;)

Pogłaszcz Kliknij Mendę jak chcesz pooglądać więcej mojego fotospamu na facebooku :D

Z sympatią do:

O mnie (TL;DR)

Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Soren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

W komitywie z: