Za górami, za lasami, za kratami


Zajrzyjmy za więzienne mury.

 

Jak rzadko pogadam sobie o czymś co nie jest beletrystyką. Gdybym miała zupełnie prywatnie Rinke za kratami sklasyfikować, to powiedziałabym, że to pamiętnik. Literatura faktu – owszem, ale pamiętnik. Można się zastanawiać, czy to nie jest zbiór felietonów, ale zważywszy na to, ile Rooyens pokazuje tu siebie samego, to ja tam po obstaję przy pamiętniku Rooyensa.

Właśnie Rooyens. Jaki Rooens? Rinke Rooyens jest producentem telewizyjnym, za którego sprawą poznaliśmy miedzy innymi Kocham Cię, Polsko! czy Gwiazdy tańczą na lodzie. Trochę daleko od tych więzień i w ogóle, ale bez obaw. Naprawdę. I jeszcze z góry kajam się, ale w tym wpisie będę o autorze częściej pisała z imienia niż z nazwiska. Nie jest to spoufalaniem się z mojej strony (przepraszam, panie Rooyens), a po prostu skutek uboczny czytania książki, w której przytaczane są rozmowy i wszyscy tam zwracają się do autora po imieniu i cóż: to zostaje w głowie, zostaje w odruchu.

Zatem, po przydługaśnych wstępach, wejdźmy za mury.

Rinke za kratami

Nie mam złudzeń, że opowiedziane historie zostały dobrze wybrane z wielu. Rinke i jego ekipa spędzili w więzieniu niecałe 30 dni od rana do wieczora, rozmawiali, zbierali materiał, słuchali, mówili, dalej rozmawiali. To wszystko do programu. W książce bliżej poznajemy tylko kilkoro skazańców, ale za to bardzo różnych i jak kocham zbiegi okoliczności i przypadki wszelakie, to proszę ja was, tu złudzeń nie mam. I nie mam też pretensji. Pokazanie przekroju to tutaj świetna sprawa. Nie tworzy mitów po żadnej ze stron (bo strony są dwie: strona skazańców i strona pracowników więzienia). Zatem są historie ze spoglądaniem w przyszłość, jest wegetacja, nadzieje, złudzenia, zaglądanie za drzwi, przełamywanie lodów i wszystko z dużą ilością autora. I to nawet nie tak, że przez pryzmat Rinkego, a z Rinkem właśnie; z jego historią, życiem i problemami. A wszystko to napisane w ten pamiętnikowy sposób. Żadna tam relacja, ocena na sucho. A to działa. To sprawia, że daje się czytelnik wciągnąć pod koła, bo nawet jeśli ten czy tamten go nie obchodzi za bardzo, to same emocje autora mogą go zaciekawić. Dodatkowo historie są opisane chronologicznie w miarę swojego rozwoju, więc losy różnych ludzi się przeplatają. Więc się czyta i czyta, aż tu nagle koniec.

Jak to działa

Mam małą prywatną teorię spiskową, że na mój odbiór książki wpłynęły warunki w jakich ją czytałam. Zaczęłam jakoś rano w hotelu, gdy było za mało czasu, aby pojechać coś zwiedzać, ale za dużo, aby już łapać transport na lotnisko i kisić się na nim. Potem lekturę przerwała mi konieczność wymeldowania się, dojazd trwający ponad godzinę i kończyłam Rinke za kratami siedząc na takiej niskiej metalowej barierce, które ustawia się, żeby ludzie się kopali ścian, lodówek itd. Moja była przy szklanej ścianie, o którą się opierałam i co jakiś czas zerkałam na odległą tablicę, czy może już podali numer stanowiska, gdzie mogłabym porzucić bagaż i zdobyć moje karty pokładowe – czasami dobrze być dalekowidzem. Zmierzam jednak do czegoś konkretnego. Czytałam tę książkę w stanie zawieszenia. Ani w lewo, ani w prawo, ot mogłam tylko czekać i czytać, czytać i czekać. I ten stan zawieszenia, to coś, co się przez książkę przewija. Tam jest nieco inny, bo w końcu jakbym się uparła, to mogłabym wyjść przed terminal dotlenić się (do czego jednak zniechęcała kontrola bagażu i siebie samego tuż za wejściem do terminala – trochę tam siedzieli na szpilkach w obawie przed zamachami terrorystycznymi, więc ostrożność była uzasadniona), ale jednak.

No i co w takim razie?

Nie chcę zmieniać tej notatki w refleksję o polskim więziennictwie, książka robi to dobrze i ja niewiele mądrego wniosę. Zatem choćby dla tego oglądu na to jak się sprawy mają warto sobie do niej zajrzeć. Można też do jakiś statystyk, ale moim zdaniem Rinke za kratami wypada zdecydowanie ciekawiej od statystyk. ;) Życia raczej nikomu ta książka nie odmieni, ale trochę świata tuż obok pokaże :)

Marša

Rocznik osiemdziesiąty piąty, energetyk z wykształcenia, fotograf i autorka opowiadań z zamiłowania. Koszmarna estetka, czepliwiec niecierpiący upałów. Lubi góry, woli morze, zwłaszcza na morze niż nad morze.

You may also like

  • Wpisuję na listę do przeczytania! Tyle napiszę, póki co :)

To jest Mendi

Mendi nie prowadzi tego bloga, za to potrafi bardzo głośno chrapać. Mendi nie jest pod wrażeniem tego co robi autorka bloga, więc obserwuje ją z kanapy. ;)

Pogłaszcz Kliknij Mendę jak chcesz pooglądać więcej mojego fotospamu na facebooku :D

Z sympatią do:

O mnie (TL;DR)

Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Soren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

W komitywie z: