#short ° Uczucie samotności


Czasami pisze krótkie cosie na najróżniejsze wyzwania i konkursy. Zwykle więcej to ma w sobie ze scenki niż z opowiadania inie inaczej jest teraz. Wyzwanie ogłosiła Kasia z bloga Powieściologia, tematem było uczucie samotności, a limit wynosił sympatyczne tysiąc słów.

 

Tytułu brak, bo jeśli chodzi o tytuły, to jestem rzyć wołowa.

Więc jak nie muszę, to ich nie nadaję :)

° ° °

Szum wypełniał mózg, wypierał z niego wszystkie sensowne myśli, szatkował je z każdym obrotem śmigieł od przeszło dwudziestu minut. Poza nim pozostawało niewiele. Kilka depresyjnych refleksji, które należało zakopać, spuścić przez kilometry zimnego powietrza, ale one z uporem godnym lepszej sprawy trzymały się Kamili. Wynurzały z chmur w dole, wyzierały z gazetki wciśniętej w kieszeń fotela. Nawet z regulaminowego Prince Polo spoglądały na nią refleksje przystrojone we wspomnienia.

Odetchnęła.

Miejsce obok było wolne. Na szczęście. Nikt nie zwracał uwagi jak mamrocze do siebie, jak każe sobie skupić się na rzeczach ważnych – bezskutecznie, bo chmury w dole i szum ciągle były na swoich miejscach i nie umiała o nich zapomnieć.
Na ziemi pogoda była paskudna. Podczas startu długo przebijali się przez warstwę chmur, a teraz świat pod nimi mógłby przestać istnieć i nie zauważyliby tego. Może zresztą tam pod chmurami nic nie było. Świat się skończył, w kilka minut ludzkość wymordowała się wzajemnie, a piloci robili to co umieli najlepiej – przemierzali przestworza, żeby wraz z końcem paliwa roztrzaskać ostatnich żywych ludzi o ziemię i tak zakończyć historię człowieka na trzeciej planecie od słońca?

Uśmiechnęła się półgębkiem do tej myśli. O wiele prościej było pogodzić się z tą wizją niż z rzeczywistością. Z tym chłodem, który zalęgł się w dłoniach i nie chciał odpuścić, z ołowiem wypełniającym nogi i nieistniejącą pętlą zaciskająca się na szyi. Gdy rano robiła makijaż z lustra patrzyła na nią obca twarz, której nie widziała od lat. Kobieta, o której istnieniu zdążyła już zapomnieć. Niedookreślona kreatura pozbawiona ram wytyczonych cudzymi rękoma, ale nie, nie kobieta wolna. Nie ma wolności w byciu nikim dla wszystkich.

Odwróciła wzrok od plastikowego okna i skupiła się na czarnych literach w książce. Połykała słowa cudzego, wyimaginowanego życia bezkrytycznie, redukując własne do prostej egzystencji w prądzie.

Tak, poproszę wodę. Nie dziękuję. Tak. Do widzenia. Yes, taxi please. How much. Thank you. Yes. Reservation. No. What time. No. Yes. Nie, nie wiem, jutro.

Wejście w role było łatwe. Tu, w obcym miejscu, w kraju, w którym nigdy dotąd nie była zatracenie się w rutynie przychodziło bez trudu. Wstać, ubrać się, zejść na śniadanie a nie na zawał i bezdech, gdy w klatce piersiowej uwiera pustka i jak w ogóle brak czegoś może uwierać? Puste uśmiechy do personelu i równie wyuczone uśmiechy personelu do niej. Kawa, serek, szwedzki stół niewymagający myślenia i ludzie siedzący w pojedynkę lub grupami, jedzący śniadanie w garniturach i garsonkach, wyprostowani, egzaltowani i dumni. Wciśnięci w blichtr sali jadalnej, a ilu z nich je tak w domu? Ilu przyjechałoby tu tak o, na wakacje, a nie tylko służbowo?

Kamila wie, że nie pasuje. Je oliwki widelcem zamiast dłońmi, kubek trzyma za uszko, nie obejmuje go dłonią, a na talerzu ma nieco owoców, wędlinę, nabiał – w domu nie je takich śniadań. Porywa na szybko kromkę chleba czasami nawet bez masła i tyle. Ale teraz jest panią Strańską, a nie Kamilą, a pani Strańska je zdrowo i spogląda za okno w zadumie nad losem projektu, a nie kontemplując to, co czeka na nią tysiące kilometrów stąd. Pani Strańska jest odpowiedzialna, budzi zaufanie klientów i przełożeni chwalą jej pewność siebie oraz łatwość w nawiązywaniu kontaktów biznesowych.

Kamila podziwia panią Strańską i nienawidzi jej z całego serca, bo pani Strańska zniknie w chwili, gdy za cztery dni wrócą do katowickiego mieszkania w kamienicy niedaleko dworca, dokładnie wtedy, kiedy będzie najbardziej potrzebna jej – Kamili – a nie całemu światu.

Frustracja narasta w niej na samą myśl o tym. Wypełnia pustkę pozostałą po, jak się okazało, nic niewartych przyjaźniach, po małżeństwie i ciepłych słowach, po planach i marzeniach, ale nie przynosi ulgi. Jest rozedrgana, ciężka, zagnieżdża się bólem w stawach, zasysa ciało, skręca jelita, kulą zawisa u szyi i przygina do ziemi. Tej samej ziemi, pod którą Kamila będzie chciała się zapaść, kiedy już pani Strańskiej nie będzie i zostanie sama Kamila, czyli w zasadzie co? Bo nie kto przecież.

Z uśmiechem przyklejonym do twarzy wstała od stołu, zabrała swoje rzeczy i wróciła do pokoju. Wyprostowana, zdecydowana, jasno patrząca w przyszłość – kłamstwo na kłamstwie i kłamstwem poganiane. Kamilę Strańską przyjaciele, rodzina, narzeczony. Panią Strańską uformowała praca. Kamili nie uformował nikt.

Tak czują się cytaty wyrwane z kontekstu – pomyślała. – Nie mają sensu.

I na moment uwierzyła, że ona przynajmniej ma własną wolę i sama może znaleźć sobie nowy kontekst, ale to trwało mgnienie.

Bańka naiwności pękła, a Kamila zamknęła oczy, to jednak nie wystarczyło, aby zniknąć.

Istambuł – Wrocław, styczeń – luty 2016


Bardzo toto obyczajowe i jakoś nie widzi mi się, abym umiała napisać tekst z fabularnym wstępem, rozwinięciem i zakończeniem, w które wpasowałaby się ta scenka, ale może, kto wie… Nie próbowałam, a póki się nie spróbuje, to tak naprawdę uprawia się jedynie szeroko pojęta gdybologię i tyle.

Marša

Rocznik osiemdziesiąty piąty, energetyk z wykształcenia, fotograf i autorka opowiadań z zamiłowania. Koszmarna estetka, czepliwiec niecierpiący upałów. Lubi góry, woli morze, zwłaszcza na morze niż nad morze.

You may also like

  • Powiesciologia

    Oczywiście wpis podobał mi się tak bardzo, że wygrał wyzwanie :)

  • Czemu to to takie krótkie ;_; zanim się obejrzałam już był koniec :c Cudne! <3

    • Bo taki limit był :) 1000 słów to nie tak dużo, jakby się mogło wydawać. Co prawda tu jest tylko nieco ponad 700, ale… ;)

      • I tak smuto :C Chcem więcej! :D

        • Hymmm, słabo to widzę. Zwykle mam szerszy obraz tego co piszę i pokazuję tylko kawałek. Tutaj… upsss nope

          • Ugh, no okej, wybaczam :D

  • Inspirowane ostatnimi rozjazdami? :) Bardzo uczuciowe ;) I chyba nawet wyzwanie wygrałaś? ;)

    • Hehe, napisane gdzieś między lotniskiem we Wrocławiu, Stambułem i powrotem z tegoż do Wrocka w styczniu ;) Więc tak, nieco inspiracji zza samolotowego okna itd. podłapałam i radośnie wykorzystałam w tekście.

      I owszem, wygrałam *puchnie z dumy* ;P

  • Pięknie napisane! I dołączam się do pytań, dlaczego takie krótkie ;)

    • Limit konkursowy mnie rozleniwił i podeszłam do pisania bardzo oszczędnie ^^”

  • Szczerze interesujące :)

  • Ciekawie piszesz. Chciałbym tak.. chyba:)
    Wcisnąłem nawet ‚lubię’, aby w przyszłości poczytać więcej i nie zgubić w odmęcie internetu.

    A swoją drogą czemu cytaty wyrwane z kontekstu nie mają sensu? One zawsze są wyrywane z korzeniami.

    • Cieszę się, że przypadło do gustu :D
      Co do cytatów to niby tak i niby nie. Często bazujemy na tym, że kontekst jest jakby wiedzą powszechną. Jak rzucę jakiś cytat z tych o tym, że trzeba spełniać swoje marzenia i robić co nam w duszy gra, to wszyscy odbiorą to jako coś pozytywnego i nikt nie będzie myślał o wieszaniu kotków na żyrandolu… Co nie zmienia faktu, że sam cytat tego nie neguje, więc de facto da się go tak oderwać od jego korzeni. ;) A to przykład bardzo skrajny i przerysowany. Ale wg mnie czasami cytaty są odzierane z kontekstu. Powtarzane z ust do ust coraz bardziej zapominają skąd przyszły.

      A może to ze mnie jakiś pesymizm interpretacyjny wyłazi O.o

  • Zaczytałam się :)
    Pięknie i emocjonalnie opisany brak. Samotność. Pustka. Zawieszenie gdzieś w pomiędzy sobą a wykreowaną na potrzeby społeczeństwa osobą.

    I nim zdążyłam zauważyć i pochłonąć kolejne literki, tekst się skończył. Niespodziewanie urwany, wyrwany z czasu. Zdecydowanie za krótkie.

    Więcej :D

To jest Mendi

Mendi nie prowadzi tego bloga, za to potrafi bardzo głośno chrapać. Mendi nie jest pod wrażeniem tego co robi autorka bloga, więc obserwuje ją z kanapy. ;)

Pogłaszcz Kliknij Mendę jak chcesz pooglądać więcej mojego fotospamu na facebooku :D

Z sympatią do:

O mnie (TL;DR)

Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Soren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

W komitywie z: