Jesteśmy tu wszyscy


Z książkami, które siedzą okrakiem na byciu beletrystyką i dokumentem jest ten problem, że same sobie szkodzą jeśli czytelnik nie weźmie poprawki na to czym są i czemu powstały. I tak właśnie jest z Człowiekiem o 24 twarzach.

Człowiek o 24 twarzach

Ale wypadałoby zacząć od jako takiego początku, bo ja i coś, co nie jest fantastyką czy nawet nie podpada pod szeroko pojętą fikcję literacką, to rzadkość, co nie? Szanse, że sama z siebie będę szukać książek o takiej tematyce są bliskie zeru i tutaj na scenę wchodzi internet. Książkę Człowiek o 24 twarzach pierwszy raz zobaczyłam na blogu Czytaj na walizkach i poczułam się zaintrygowana. Gdzieś już wspominałam, że raczej nie mam list książek, które chce przeczytać. Najbliższą takiej liście rzeczą jest u mnie lista obserwowanych książek na Upoluj E-booka i to dzięki niej Człowiek o 24 twarzach trafił w moje ręce jakieś niecałe dwa tygodnie po tym, jak usłyszałam o nim po raz pierwszy. W dodatku trafił akurat na czas, aby dotrzymać mi towarzystwa w czasie lotu do Chin (coś w tym czytaniu na walizkach jest ;)).

Dobrze, że to gruba książka, bo trochę się tam leci…

 

Rekonstrukcje w wyobraźni

W programach telewizyjnych rekonstrukcje wypadają ciekawie, ubarwiają, pomagają uczynić wyobrażenie pełniejszym. W książce trudniej osiągnąć efekt rekonstrukcji tak, aby nie przesadzić z fabularyzowaniem. Daniel Keyes spróbował znaleźć złoty środek i wyszło mu to moim zdaniem bardzo dobrze, co nie znaczy, że dobrze się to czyta. W zapisach rozmów zgrzyta brak płynności, jakiegoś literackiego rozpędu, którego się podświadomie oczekuje. Z drugiej strony to są zapisy rozmów, nie literackie dialogi — ot trzeba to sobie co jakiś czas przypominać. Część bardziej naukową chciałoby się z kolei mieć bogatszą, tylko że jakby tego nie robić, to jedno rosłoby kosztem drugiego. Dlatego dobrze jest tak jak jest. Jak kogoś przyprze, to na pewno poszuka sobie bardziej szczegółowych informacji.

Należy sobie również przypominać, że wydarzenia opisane w książce wydarzyły się tak na prawdę, a przynajmniej tak naprawdę jak możemy wierzyć i to jest chyba najbardziej niepokojące. Człowiek o 24 twarzach to historia Williama Milligana, u którego zdiagnozowano osobowość wieloraką. Sam Billy o niczym nie miał pojęcia, po prostu miał luki w pamięci, tak na początek, i wszystko wyszło na jaw, gdy stał się podejrzanym w śledztwie. Co nie znaczy, że inne jego osobowości były równie nieświadome istnienia pozostałych — a nie była to mała grupa. Czytając co i jak planowali naprawdę trudno czasami nie zapomnieć, że to jest życie, a nie coś, co sobie autor od zera wymyślił, rozpisał, zaplanował, dał każdemu rolę i podniósł kurtynę.

Fakty, fakty, fakty

Zresztą gdyby to był ten drugi przypadek, to by tu i tak można zrobić coś mocniej. Ale mówimy o faktach. O tym, co Keyes opisał na podstawie zachowanych taśm video, zapisów przesłuchań, rozmów z samym Billym Milliganem, jak i innymi jego osobowościami, rozmów z adwokatami, psychiatrami, przyjaciółmi… z kim się tylko dało, aby tylko zrozumieć i odtworzyć jak ktoś taki jak Billy Milligan powstał.

Swoją drogą powstał, to bardzo brzydkie słowo w tym kontekście.

Może lepiej napisać: co go takim uczyniło? co rozbiło go na takie kawałki? na Allena, Arthura, Ragena, Tommyego i resztę.

I jest jeszcze czynnik drugi: jak mózg to robi, że Shane był głuchy, choć reszta osobowości słyszała? Skąd Ragen miał jugosłowiański akcent, a Arthur brytyjski — mózgu, jak? Jak to działa, że to gdzieś siedzi w głowie raz dostępne, raz niedostępne, ale mierzalne nawet dla naszego obecnego sprzętu.

Spoilerem nie będzie jak napiszę, że na to ostatnie książka nie daje odpowiedzi, bo nauka jeszcze tego nie rozumie.

Dekonstrukcja

Książkę można podzielić ideowo na trzy części. Pierwsza, gdzie dużo słów poświęcono wyjaśnieniu jak w ogóle do jej powstania doszło, co może nie wciąga po uszy, ale jest niezbędne, aby zrozumieć to, co następuje później. Druga część zagląda za zamknięte drzwi umysłu Milligana, pokazuje nam „miejsce” i tu poznajemy, że tak powiem, w akcji jego osobowości. Trzecia to okres zdrowienia i powstawania książki i wszystko co było później. Niby dwójka w trójkę przechodzi raczej płynnie, ale coś w sposobie pisania ich jest innego. A przynajmniej ja to tak odebrałam.

Czy wciąga ogólnie? Mnie wciągnęło na tyle, że gdyby nie okoliczności przyrody, to dla ukojenia niepewności wygooglałabym sobie gdzieś w połowie książki jak się sprawa Milligana skończyła. Ot tak, żeby się mniej denerwować. Nie zrobiłam tego tylko dlatego, że w samolotach z internetem słabo ;)

Summa summarum

Czy polecam? Owszem, choć trzeba lubić takie pozycje stojące okrakiem na gatunkach, inaczej można się denerwować, że ten lub tamten gatunek kuleje i jest go za mało. Poleciłabym Człowieka o 24 twarzach także każdemu, kto jest ciekaw zagadnienia osobowości wielorakiej, ale nie chce nurkować w zawiłe artykuły z dziedziny psychiatrii, pełne dziwnych i niezrozumiałych określeń. Tak w książce są fragmenty opinii lekarskich i sądowych, ale takie, że człowiek wie co do niego mówią, doucza się a nie pływa w morzu niezrozumienia.

Marša

Rocznik osiemdziesiąty piąty, energetyk z wykształcenia, fotograf i autorka opowiadań z zamiłowania. Koszmarna estetka, czepliwiec niecierpiący upałów. Lubi góry, woli morze, zwłaszcza na morze niż nad morze.

You may also like

  • Hum. Dorzuciłam do listy…

  • Jestem ciekawa- dopisuję do listy :)

  • Może nie jestem fanką aż takich hybryd literackich, ale zawsze ciągnie mnie do takich książek. To chyba pozostałość po podstawówkowej fascynacji psychologią :D Książkę przeczytam. Tylko nie wiem kiedy :D

  • To naprawdę ciekawe, jak działa ludzki mózg i jakie dziwne sytuacje potrafi kreować. Nigdy nie przestanie mnie to zadziwiać.

  • U mnie również trafia na listę pozycji do przeczytania :)

  • Anita Katarzyna Dąbrowska

    No całkiem interesująca pozycja, może się skuszę :>

To jest Mendi

Mendi nie prowadzi tego bloga, za to potrafi bardzo głośno chrapać. Mendi nie jest pod wrażeniem tego co robi autorka bloga, więc obserwuje ją z kanapy. ;)

Pogłaszcz Kliknij Mendę jak chcesz pooglądać więcej mojego fotospamu na facebooku :D

Z sympatią do:

O mnie (TL;DR)

Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Soren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

W komitywie z: