Ciężka sztuka rozmawiania o poezji


A może zwierzenia ignoranta?

Bo to nie tak, że poezji nie lubię. Może rzadko po nią sięgam, ale to nie tak, że nie lubię. Ba! Uwielbiam recytować i trudno opisać jaką frajdę sprawiało mi czytanie pozbawionych interpunkcji wierszy Różewicza, które mogłam przeczytać na tyle sposobów ile zdołałam wymyślić i nikt mi nie mógł powiedzieć, że tu, to powinna być nieco krótsza pauza, bo to przecinek a nie kropka. Ale prawdą jest też, że o poezji raczej nie rozmawiam i to nie z jakiś głębokich, uczuciowych powodów i powoływania się na intymne duchowe przeżycia.

Nope.

Nie rozmawiam o poezji, bo coś mi się podoba, albo nie podoba, leży albo nie leży, ale żeby o tym jakoś z głową pisać/mówić/bredzić, to chyba tylko to ostatnie. Szkoła nauczyła mnie co to metafory, że są rymy i takie tam, a przede wszystkim zatruła życie nieśmiertelnym „co poeta miał na myśli”, przez co gdzieś w podświadomości siedzi mi, że interpretacja jest jedna i jak nie trafię (słowo jak najbardziej użyte z premedytacją), to klops i blamaż. A że nie trafię, to całkiem prawdopodobne, bo nie znam kontekstu kulturowego, nie znam autora, nie znam całej masy rzeczy i wiersz może mi się podobać, co nie znaczy, że muszę go rozumieć tak, jak się przyjęło go rozumieć, a skoro tak, to może lepiej zmilknąć. Poprzeżywać w ukryciu i w ogóle.

I zaraz wyjdzie, że truję na to jak się poezję w szkole serwuje, ale w sumie, jak się ma to robić, kiedy szesnastolatce podaje się wyrwane z kontekstu tytuły pisane przez dorosłego mężczyznę, który widział w diabły więcej, żył w innych czasach, których jeszcze na historii nie przerobiono, soł upsss jeśli chodzi o patrzenie na pewne zjawiska. Daje się jedną interpretację, jeden przepis i trzyma kciuki, że się w głowie z czasem poukłada i będzie super.

Ten kij ma jeszcze drugi koniec, bo autor przeżył swoje, czytelnik swoje, inne rzeczy czytali, w innych miejscach byli inne będą mieli skojarzenia. I będąc poetyckim głąbem będę również uważała, że w dyskusji o poprawną interpretację obie strony są tak samo zwycięskie jak i przegrane. Co czyni zabawy w interpretację ciekawymi, o ile obie strony chcą rozmawiać. Tu mam nieco złych doświadczeń nie tylko spod znaku szkolnego „Słowacki wielkim poetą był”, które dodatkowo pogłębiają moją chęć „przeżywania” poezji prywatnie, bo sztuka rozmawiania o poezji jest dla mnie trudna, stresująca, obca i wiele innych epitetów. W zasadzie to nawet prościej jest powiedzieć, ze poezji nie lubię… tylko, że lubię i zrób tu coś ze sobą człowieku.

Impas. :(

I żeby nie było z prozą jest ten sam problem, jeśli chodzi o kontekst, tylko proza mimo wszystko, statystycznie, jest bardziej „wprost” niż poezja, bardziej sama sobie tworzy ten nieszczęsny kontekst w jakim odbiera się historię.

 

W zasadzie zamiast mogłaby tu po prostu podlinkować artykuł opublikowany na Medium przez Krzysztofa Syrka, który już kiedyś linkowałam w CNP. Sęk w tym, że przyszło mi to do głowy w tym momencie pisania wpisu i w sumie byłoby pójściem na skróty. Niemniej zapraszam, poczytajcie.

 

 


 

Jeśli ktoś odniósł wrażenie, że jestem ostatnią osobą, która powinna wypowiadać się o poezji, bo przecież czytam jej bardzo mało i en razy podkreśliłam, że ja plus ona to tak średni, to tak, to słuszne wrażenie. I dlatego o poezji napisałam. Punkt widzenia tego, co ten problem ma, a nie tylko je widzi. :)

 

Tagi: ,
Marša

Rocznik osiemdziesiąty piąty, energetyk z wykształcenia, fotograf i autorka opowiadań z zamiłowania. Koszmarna estetka, czepliwiec niecierpiący upałów. Lubi góry, woli morze, zwłaszcza na morze niż nad morze.

You may also like

  • Ja poezję zawsze lubiłam, sama piszę ale kurczę, właśnie w poezji uwielbiam tą ‚dowolność’ interpretacji. Gdy człowiek pozbędzie się kajdan szkolnych zasad interpretacji i zrozumienia, odkryje, że w gruncie rzeczy każdy może dany utwór zinterpretować zupełnie inaczej. Nauczył mnie tego Wojaczek, którego wierszy jest ciężko szablonowo opisać. I to właśnie jest piękne. Pamiętam jak kiedyś dostałam za swój wiersz wyróżnienie (notabene, wiersz pt. „Antymateria” ;)) – jedną z nagród była recytacja naszej twórczości. Odkryłam wtedy jak bardzo różniła się wersja z mojej głowy od tej zaprezentowanej i jak bardzo mi się to spodobało :)

    Wybacz mój monolog, ale poezja jest bliska memu sercu :)

  • Poezji nie czytam… Przyznaje sie bez bicia :) Jestem jednak ksiazkoholikiem a co!

  • Nie romansuję z poezją zbyt często, w zasadzie robię to bardzo sporadycznie. Bardziej mnie książki pochłaniają. Przyznam szczerze, że do poezji w dużej mierze zraziła mnie szkoła – a konkretniej te interpretowanie wierszy wedle ustalonych przez kogoś tam schematów. Takie na siłę wciskanie „co poeta miał na myśli”.

    • Zbiorek wierszy to tez książka ;) Ale rozumiem co miałaś na myśli :) i tak, zdecydowanie „co poeta miał na myśli” to największy szkolny zniechęcacz do poezji.

  • Uwielbiam poezję, choć fakt faktem, czytam co raz rzadziej, nad czym bardzo ubolewam. Myślę, że mniej rozmawiamy o poezji niż o bestsellerach czy po prostu prozie, dlatego, że poezja wymaga często większego wysiłku – nie jest tylko historią do opowiedzenia – jest zagadką, wcale nie musi opisywać rzeczywistość czy jakąś historię. Jest też często bardzo mocna, trafna przy tym w skompresowanej dawce – dobrą powieść mamy czas przetrawić – poezję niekoniecznie – za dużo na raz. Trochę jak ze sztuką postkonceptualną – dla niewprawionego gracza, za duży bodziec może powodować niezrozumienie i niechęć, zresztą nawet i tych wprawionych może męczyć – nie bez powodu w głównym nucie ostatnio – obok ciężkich tematów społecznych oraz sztuki konceptualnej, pojawia się w galeriach sztuka kampowa – po prostu daje ona chwilę wytchnienia w odbiorze, nie jest taka męcząca, co nie znaczy, że jej przekaz jest osłabiony, po prostu jest inna. Tak samo w poezji – mamy wiersze żartobliwe i te mniej. No i wydaje mi się, że przy poezji też robimy zbyt często na siłę to samo co przy sztuce – staramy się ją usilnie zinterpretować, nawet wtedy gdy nie ma to tak naprawdę sensu i zakłóca nasz odbiór. Niestety nasze nauczanie nie uczy nas, że interpretację można czasem odebrać wrażeniowo – musimy sobie tłumaczyć, rozbijać na kawałki i analizować bo tak nas nauczono na polskim i jest to często pierwsza próba jaką podejmujemy – próba często zniechęcająca.

    Podobnie jak Mona Te miałam okazję usłyszeć swój wiersz w interpretacji obcej osoby (również pokonkursowe ;)) wiersz był prosty i miał parę słów, cztery wersy i ze dwa przecinki po drodze – żadnych kropek i wielkich liter – interpretacja więc wolna o dziwo jeszcze zanim dotarłam jakie słowa są wypowiadane, poczułam, że to mój wiersz albo bardzo podobny (nie wyczytywano autorów, po prostu po kolei, recytowano wyróżnione wiersze, każdy inna osoba), tylko po tonacji. Także recytatorka chyba trafiła w punkt, a nikt jej jakoś tego nie ułatwiał. Bardzo ciekawe doświadczenie.

  • Mogłabym zacząć tak, jak zaczął się artykuł: „To nie tak, że nie lubię poezji”. Lubię i co jakiś czas uczę się nowego wiersza na pamięć. np. gotuję i wkuwam wiersz, który mi się podoba, a później idąc ulicą recytuję go sobie pod nosem. Ale nigdy o nie rozmawiam o poezji – bo nie mam z kim, nikt z mojego otoczenia jej nie czyta, nie mówiąc o analizie. Ja sama osobiście, nie czytam jej prawie wcale. Ciekawostka, nie?
    Co jakiś czas podchodzę do różnych tomików wierszy, ale żaden jeszcze nie zatrzymał mnie przy poezji na dłużej. Z reguły po kilku kartkach odkładam tomik na półkę. Wiersze, które zapamiętuję, z reguły usłyszę gdzieś przypadkiem. Jeśli mi się spodobają, uczę się ich. Tylko do jedynego poety cyklicznie wracam, by sobie przypomnieć jego twórczość – Rafała Wojaczka. (No i jeszcze do bajek różnych twórców.)

  • Kiedy ja ostatnio czytałam poezję? Chyba w klasie maturalnej ;) Chyba, że bierzemy pod uwagę również teksty piosenek co ambitniejszych artystów – z tymi jestem na bieżąco.

    • Pojęcia nie mam jak traktować teksty piosenek. Te ambitne to chyba faktycznie jak wiersze, zgodzam sie z Tobą. Rządzące się nieco innymi prawami może, ale wiersze. Ale nawet z tymi nie jestem zbytnio za pan brat. Chyba nawet mniej niż ze zwykłymi wierszami. :)

  • Powiesciologia

    Świetny artykuł! Pamiętam, jak kiedyś w liceum dałam interpretację wiersza, który czytaliśmy i nauczycielka skwitowała ją prosto: „Nie, interpretacja jest zła. Spodziewałam się po tobie czegoś więcej.”

    Dopiero na studiach otworzyłam się trochę na poezję, ale tam też ilość wniosków, do których miałam prawo dojść była ograniczona.
    Szkoda też, że w szkołach nie mówi się o współczesnych, tych naprawdę współczesnych poetach. Tak jak z literaturą piękną zresztą – w szkole gatunki literackie nie istnieją, a Gombrowicz to nadal najbardziej kontrowersyjny pisarz w ofercie.

  • Myśli Oprocentowane

    NIENAWIDZĘ SZKOLNEGO SPOSOBU SERWOWANIA POEZJI. Musiałem to podkreślić. W gimnazjum i liceum myślałem, że wiersze to totalny dramat, coś dla „lamusów” i dziwaków. Potem odkryłem, że na świecie istnieją jeszcze „niezatruci” poeci, a nie mając nad głową polonistki można ich twórczość rozebrać na czynniki pierwsze po swojemu. Szok. Matko Boska, wiersze mogą się podobać… Od tego czasu znacznie częściej czytam wiersze, czasami nawet sam coś napiszę. Także polecam takie podejście, bo można się naprawdę zdziwić i pozytywnie zaskoczyć.

  • Uwielbiam podtytul Twojego bloga „Nie zasiali, a wyroslo”! :)

    Nie lubie poezji. Ma bardzo duzo zawilosci, trzeba na niej sie skupic, to nie jest latwa rozrywka. Trzeba na nia duzo czasu i checi poswiecic. Mam duzo prozy w kolejce do czytania, wiec raczej poezja nie przeskoczy jej dla mnie (po prostu z takim gustem sie urodzilam).
    Jednak uwielbiam Mirona Bialoszewskiego! On jest jedynym poeta, ktorego czytanie jest dla mnie odpoczynkiem i milym czasem. Nie musze u niego szukac zadnego drugiego dna, pomimo dziwnych struktur stylistycznych wszystko wciaz jest zrozumiale. Moj ulubiony cytat (ktory tez bardzo do mnie pasuje ;)) jest z wiersza „Leżenia”:

    „Kiedy leżę nie nadaję się do wstania
    leżenie zapuszcza korzenie”.

    Polecam też wiersz „Namuzowywanie” – swietna lekcja dykcji! :)

  • Co poeta miał na myśli…. to najbardziej znienawidzone zdanie ze szkoły… Jak można o to pytać, do dziś nie wiem:-)

  • August Ciechociński

    Poezja istnieje dla mnie tylko w tekstach piosenek

  • I znów mamy podobnie :)

  • Czasami poezję lubię, ale nigdy o poezji nie rozmawiam.
    O powieściach tak, nawet często, ale o poezji nigdy.

To jest Mendi

Mendi nie prowadzi tego bloga, za to potrafi bardzo głośno chrapać. Mendi nie jest pod wrażeniem tego co robi autorka bloga, więc obserwuje ją z kanapy. ;)

Pogłaszcz Kliknij Mendę jak chcesz pooglądać więcej mojego fotospamu na facebooku :D

Z sympatią do:

O mnie (TL;DR)

Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Soren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

W komitywie z: