Wszyscy na Zanzibarze


Witam w bagnie. Proszę, nie uciekajcie za szybko, bo pod warstwą grząskiej ziemi jest twarde dno. Serio!

Pierwsza strona Wszyscy na Zanzibarze Johna Brunnera to bagno. Swobodnie może wywołać w człowieku reakcję co ja do diabła czytam, kto to u diabła puścił do druku i o co tu do prostytutki biedy chodzi?! I powiedzenie, że autor rzuca czytelnika na głęboką wodę to nieco mało powiedziane. Jeśli komuś znana jest twórczość Jacka Dukaja (m.in. Perfekcyjna niedoskonałość, Inne pieśni lub Król bólu), to zna nieco to uczucie, gdy autor nie wyjaśnia stworzonych przez siebie nazw, nie podaje instrukcji obsługi swojej wersji świata, a każe się wszystkiego domyślić z kontekstu przy jednoczesnej próbie połapania się w fabule. No to Wszyscy na Zanzibarze podnosi poprzeczkę i pierwszy rozdział wygląda jak bełkot. Dziwne słowa, powyrywane z kontekstu akapity – a rozdziałowi na imię kontekst (1).

EKSPLOZJA POPULACJI Bezprecedensowe wydarzenie w dziejach ludzkości, do którego doszło wczoraj, chociaż wszyscy zarzekają się, że nastąpi najwcześniej jutro.

John Brunner, Wszyscy na Zanzibarze, MAG, 2015

Dalej wcale oświecenie na czytelnika nie spływa, ale zaczyna się klarować. Po pierwsze okazuje się, że powieść ma strukturę. Są konteksty, tu–i–teraz, ciągłości – warto zajrzeć do spisu treści, świetnie wygląda. Mnie udało się przejść z badania gruntu kijem, na czytanie z pełnym zainteresowaniem, co się dalej wydarzy gdzieś w okolicy setnej strony, czyli tak w jednej szóstej całości. To tak w ramach ostrzeżenia, że może być ciężko wgryźć się w książkę z miejsca, że nie jest to książka na raz i że jest mało poręczna, jeśli chce się ją czytać w autobusach o ile nie ma się jej w wersji elektronicznej. Ja posiadam wydanie MAGa, które wagą może nie zabija, a miejsca zajmuje sporo.

Poniżej pasa człowiek nie myśli, człowiek reaguje.

John Brunner, Wszyscy na Zanzibarze, MAG, 2015

Wszystkie neologizmy, niezrozumiałe nazwy własne i dziwne, dla czytelnika, zachowania są w powieści dlatego, że mamy tu do czynienia z daleką przyszłością. Wyskakujemy o pół wieku do przodu, to znaczy jakoś do chwili obecnej i przyszłości niedalekiej. Wszyscy na Zanzibarze nie podaje dokładnie roku, ale daje wskazówki gdzie mniej więcej jej akcji szukać. Okolice 2020-30 brzmią całkiem sensownie, a wspomniane pół wieku wynika z faktu, że książka pierwszy raz została wydana w latach sześćdziesiątych.

To nieco straszne.

Straszne, bo choć w pewnych kwestiach rozwój społeczeństwa jest odległy od tego, co John Brunner pokazuje we Wszyscy na Zanzibarze, to w innych świat przedstawiony aż nadto przypomina to, co obserwujemy na co dzień. Zresztą tam, gdzie są różnice niekoniecznie można powiedzieć, że poszliśmy zupełnie inną drogą. Nope. Raczej idziemy dokładnie w tym kierunku, tylko wolniej.

Z drugiej strony wolę to, niż niektóre wizje Silverberga. Lubię tego autora, ale po Prądach czasu nadal mam zgagę. Wracając jednak do Johna Brunnera i Zanzibaru.

Na Boga, co jest warte bycie człowiekiem, jeżeli potrzebujemy maszyny, żebyśmy sami siebie nie zniszczyli?

John Brunner, Wszyscy na Zanzibarze, MAG, 2015

Jaki jest ten świat przyszłości? Ani utopijny, ani anty-utopijny. Wizja JB nie próbuje nas straszyć przyszłością, albo nas nią zachwycić. Ludzie tam żyją tu i teraz, chcą się bawić, radować w czym pomaga im cała gama środków chemicznych, przeludnienie jest faktem, informacja to klucz, analizy wykonywane przez potężny komputer są szalenie ważne dla podejmowanych decyzji.

A bohaterowie?

Niczego im nie brakuje, choć trzy miesiące po przeczytaniu książki (nie ma to jak opinia z poślizgiem) ich pamiętam mniej wyraźnie niż cały świat. Co jednak wciąż jest dla mnie wyraźne, to że byli w pewnym stopniu swojscy. John Brunner nie zafundował nam społecznej rewolucji w kierunku utopijnym, gdzie sposób myślenia nasz i ich rozmijają się jak tramwaje na sąsiednich torowiskach. Takie rzeczy, to Roddenberry próbował.

Przy okazji bohaterów jest wielu i wątki niektórych w sposób ciągły są oderwane od reszty historii. Pokazują ich problemy, ich kawałek świata, poszerzają wiedze czytelnika o tym świecie i do głównej historii dokładają się właśnie tą wiedzą, a nie samymi ludźmi. Bo czemu nie.

I tu w sumie jest sprawa główna.

O czym jest Wszyscy na Zanzibarze?

O przyszłości – owszem. O ludziach w tej przyszłości  – yup. O tym jak jednocześnie społeczeństwo stara się wyrwać z ram i daje wtłoczyć winne, programuje się na szczęście ustalone odgórnie. O kierowaniu się żelazną, komputerową logiką (pamiętajmy, książka jest z lat sześćdziesiątych) i rzeczach, na których ta logika się gubi – też. O tym co system z ludźmi robi – w sumie, o tak.

Może pozostańmy o tym, że o nas w przyszłości. To najlepiej odda sprawiedliwość wszystkiemu, co jest w tej książce. Inaczej zacznie się przedkładanie jednych wątków nad inne, kontekstów nad tu–i–teraz albo vice versa.

PRZYWÓDZTWO – obserwowana u ludzi obdarzonych wyobraźnią autodestrukcyjną odmiana instynktu samozachowawczego, dzięki której w sytuacji podbramkowej to ktoś inny będzie miał połamane kości.

John Brunner, Wszyscy na Zanzibarze, MAG, 2015

A dla kogo jest?

Dla tych co lubią futurystykę z lat minionych i nie boją się skoczenia na głęboka wodę. :)

 

W nagłówku wykorzystałam okładke ksiażki z wydania wydawnictwa Mag,
z którego też pochodzą przytaczane cytaty :)

Marša

Rocznik osiemdziesiąty piąty, energetyk z wykształcenia, fotograf i autorka opowiadań z zamiłowania. Koszmarna estetka, czepliwiec niecierpiący upałów. Lubi góry, woli morze, zwłaszcza na morze niż nad morze.

You may also like

  • Zaintrygowanam.
    Kolejna rzecz do listy… a nieopatrznie zaczęłam ją uzupełniać o moje własne kupione i nie przeczytane. Mam miliard słów do przeczytania.
    Dziękuję za dołożenie kolejnych ;)

  • Wpisuję na swoją listę „do przeczytania” – bardzo lubię książki, które zostawiają miejsce na naszą własną interpretację :D

    • Jakby co mogę cegiełkę pożyczyć. Planuję się pewnej ilości książek pozbyć, ale ta na pewno na półce zostanie, wiec będzie dostępna :)

      • Widziałam, że jest też na Legimi, więc na razie to z chęcią pożyczę z ciekawości książkę Kominka zanim się jej pozbędziesz :D

  • Kasia Zabun

    Twoja recenzja brzmi interesująco, ale to raczej nie są moje klimaty ;)

  • Brzmi bardzo zachęcająco :D Dopisane do listy (czemu ta lista tak niemiłosiernie się rozrasta?)

    • (listy tak mają, są równie łakome jak beagle ;))

  • Całkiem zachęcające :P Albo bardziej przyciągające. Dopisane do długiej list ” nie ma opcji, żebym nie przeczytała” :D

    • Powodzenia w skracaniu tej listy z czasem. Jak ja znam takie listy, to one lubią strasznie szybko rosnąć. Jak bambus. Albo wierzba energetyczna :P

To jest Mendi

Mendi nie prowadzi tego bloga, za to potrafi bardzo głośno chrapać. Mendi nie jest pod wrażeniem tego co robi autorka bloga, więc obserwuje ją z kanapy. ;)

Pogłaszcz Kliknij Mendę jak chcesz pooglądać więcej mojego fotospamu na facebooku :D

Z sympatią do:

O mnie (TL;DR)

Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Soren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

W komitywie z: