Co ukrywamy tam, gdzie nikt nam nie zagląda?


W piwnicy jest produkcją austriacką. Jeśli to nie budzi w was skojarzeń, to dobrze. Jeśli budzi, to również dobrze. Zajmijmy się filmem.

 

 

W piwnicy

Lubimy wiedzieć. Ciekawość jest tą częścią naszej natury, która w odrobinę mniej sprzyjających okolicznościach zapewne wykończyłaby nas całe wieki temu. I jakże pięknie by było, gdybyśmy cechowali się tylko ciekawością świata, a nie chęcią rycia nosa w nie swoje sprawy. Ale jest coś fascynującego w podglądaniu życia innych, dlatego czytamy o nim, oglądamy filmy, gdzie podpatrujemy życia innych ludzi zaplanowane co do sekundy wspólnymi siłami scenarzysty, reżysera, montażysty i reszty ekipy.

A potem jest W piwnicy.

W piwnicy Ulrich Seidl, odpowiedzialny za scenariusz i reżyserię, zagląda z kamerą do piwnic, miejsc nieco tajemniczych i jak się nad tym zastanowić bardzo prywatnych. W piwnicach trzymamy niepotrzebne ubrania na kolejny sezon, meble za dobre, aby je wyrzucić, ale chwilowo nie potrzebne, przetwory i wiele innych rzeczy, o których często już nawet nie pamiętamy.

Drzwi do piwnic nie pozwalają zajrzeć do środka. Mają zamki lub kłódki i nie zapraszamy naszych gości, aby obejrzeli sobie co tam trzymamy (chyba że jest to stół bilardowy). Piwnice często nie mają okien, a jeśli mają, to niewielkie i nisko położone, że tylko okoliczne koty mogą próbować nas podglądać, o ile szyba nie jest nieprzezroczysta lub zasłonka nie przesłania widoku.

Piwnice to nasze małe twierdze

W filmie piwnice są jak najbardziej fizycznymi, istniejącymi miejscami, ale ich przełożenie, na to co właścicielom w głowach siedzi jest proste. To nie szukanie piątego dna, to tam po prostu jest.

A teraz zaglądamy do cudzych piwnic

Film Seidla uchyla rąbka tajemnicy. Pokazuje nam cudze piwnice. Niektóre które mogą nas wystraszyć, zniesmaczyć, inne w ogóle nas nie zainteresują. Starszy pan i jego kolejka elektryczna wywołuje uśmiech na twarzy. Strzelnica – proszę bardzo. Kącik BDSM? Przyznajmy, tego byśmy się spodziewali nawet bez plakatu. Ale tych piwnic jest więcej.

 

Siedząc na sali kinowej, gdzie większość miejsc jest pusta (może dziesięć osób było na seansie, na który się wybrałam) trudno było mi odeprzeć wrażenie, że zaglądam się przez dziurkę od klucza. Owszem, niektórzy opowiadali nieskrępowani o swoich piwnicach, patrzyli prosto na mnie, wyjaśniali i tłumaczyli. Momentami to wręcz była wycieczka. O ten stół kupiliśmy tu, a ta szafka była droga. Kiedy indziej jednak miałam ochotę wyjść szybciutko. Może mnie nie jeszcze nie zauważyli? No bo tak jakoś głupio i dziwnie, i w zasadzie to nie chcę chyba wiedzieć o co chodzi, ale kaktus na dłoni mi wyrośnie, jeśli powiedziałabym, że oczywiście wyszłam, a przynajmniej odwróciłam wzrok. A gdzie tam. Ciekawość. Che się wiedzieć, wtrynić nosa, najwyżej się człowiek sparzy, ale czego się dowie, to jego. Czasami zresztą do końca pozostawałam niezauważona. Kiedy indziej za to otrzymywałam wyjaśnienia i słuchałam o tym, jak to pan ma duże ciśnienie wytrysku; jego piwnica, jego sprawy – my jesteśmy tylko gośćmi, których on akurat wpuścił. A i to na chwilę.


 

W sposobie narracji film jest intymny. Pewnie ta niewielka ilość osób na sali wpłynęła na mój odbiór, ale nie wydaje mi się, żeby zrobiła to aż tak znacząco, że w tłumie film stałby się dla mnie czymś innym. Nie. Nadal zerkałabym przez szpary, a przyłapana przysłuchiwała się z uwagą (i znów nie tylko dlatego, że life is research ;)), bo to takie inne dla mnie, takie ciekawe.

 

W piwnicy nie ma fabuły. Nie prowadzi nas za rączkę przez sceny układające się w jakąś magiczna całość. To wycieczka po piwnicach. Różnych, niezwiązanych ze sobą, może nawet bardzo od siebie odległych, a wychodząc z sali kinowej pozostaje nam zapytać siebie, co trzymamy w swojej piwnicy? Tam, gdzie nikt nam nie zagląda. Czy podzielilibyśmy się tym z szerszą publicznością, czy jest to nasze i tylko nasze, i wara innym od tego? Może jest bardzo prywatne, za bardzo wstydliwe i może sami przed sobą mamy problem z tym, co tam siedzi. Nie możemy się tego pozbyć, wrosło w nas, ale poza piwnicą wolimy udawać, że tego nie ma?

 

 

 

 

Marša

Rocznik osiemdziesiąty piąty, energetyk z wykształcenia, fotograf i autorka opowiadań z zamiłowania. Koszmarna estetka, czepliwiec niecierpiący upałów. Lubi góry, woli morze, zwłaszcza na morze niż nad morze.

You may also like

  • Uwielbiam takie filmy, bo w gruncie rzeczy nie narzucają nam niczego. Są fajnym, intymnym, głębszym obrazem ludzi, w myśl zdania, pokaż mi swoją piwnicę, a powiem ci kim jesteś :D Muszę się na niego wybrać (jeśli nadal jest w kinach) i obejrzeć (nawet jeśli już go nie grają w kinach!) :D

    • W kinach chyba już nie ma. Strasznie długo tę opinio-refleksję pisałam :( Muszę trochę popracować nad tempem xD

      • No trudno, poszukam gdzie indziej :D

To jest Mendi

Mendi nie prowadzi tego bloga, za to potrafi bardzo głośno chrapać. Mendi nie jest pod wrażeniem tego co robi autorka bloga, więc obserwuje ją z kanapy. ;)

Pogłaszcz Kliknij Mendę jak chcesz pooglądać więcej mojego fotospamu na facebooku :D

O mnie w wersji TL;DR

Marša
właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Soren
tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz