Polska fantastyka – co z nią nie tak?


Tak trudno czasem przekonać mi się do polskich autorów piszących fantastykę i ta książka jest odpowiedzią, dlaczego…

wypowiedź z LubimyCzytać.pl pod „Trzynastym aniołem”

Takich opinii w czeluściach Internetu można znaleźć sporo, jeśli tylko człowiek szlaja się bardziej po portalach recenzenckich i blogach o tej samej tematyce. Nie raz i nie dwa usłyszałam ją od jakiegoś znajomego i koniec końców pytanie: czego brakuje polskiej fantastyce? samo zadało mi się gdzieś między komputerem a ekspresem do kawy.

czego brakuje polskiej fantastyce?

Gdybym miała pozostać zwięzła, acz gołosłowna, powiedziałabym po prostu:

niczego

i poszlibyśmy do domu, ale nie będzie tak pięknie. To nie dyskusja o tym, skąd czerpać inspirację ;) Ale najpierw odwróćmy kota ogonem, bo według mnie tam jest pies pogrzebany i to tylko brzmi tak źle.

Co takiego ma amerykańska fantastyka?

W zasadzie to nie amerykańska, a ogólnie anglojęzyczna, bo Wielka Brytania też jest tu ważna.

Punktem zaczepienia mogą okazać się imiona. Dziwne to, ale prawdziwe, są ludzie, którzy przyznają, że widok polskich imion odrzuca ich od tekstu. George wygląda dla nich lepiej niż Jerzy, choć to przecież to samo imię. Może swojski Jerzy brzmi za twardo? Ale Joanna i Johanna lub Joanna przez dż na początku już się w to nie wpisują. Zatem dlaczego i czy może chodzi tylko o pozorną egzotykę? Pozorną, bo w imionach z wysp nie ma niczego naprawdę egzotycznego i słyszy się je często, włączywszy chociażby wiadomości, ale mimo wszystko nie są to imiona z podwórka. Można przypuszczać, że więcej osób zna osobiście jakiegoś Jerzego niż Georga. Czytając książkę o tym drugim nie ma żadnych osobistych skojarzeń z imieniem. W przypadku pierwszego, czkawką wspomnień może odbijać się Jerzy z trzeciej ławki, który ciągnął za warkocze i o którym chciałoby się zapomnieć.

Teoretyzując można by przypuszczać, że takie wspomnienia i skojarzenia na starcie nastawiają źle do bohaterów i całej książki, podczas gdy obcość imion pozwala zachować stosunek neutralny i wyrobić sobie opinię na podstawie zachowania postaci w książce. Podobnie wygląda sprawa miejsc.

Powyższe próby odpowiedzi na postawione na początku pytania są mocno względne i mocno naciągane w najlepszym wypadku. Co ważniejsze nie odnoszą się do każdej książki, w której przypadku pojawiły się uwagi polskie-gorsze, bo fantastyka lubi kreować własne światy i imiona, a wtedy wszystko powyżej można wyrzucić do kosza.

Być może ten pogląd bierze się z czegoś, co w sumie nie jest w ogóle związane z pomysłowością autorów?

Przedstawiam:
wierzchołek góry lodowej

Czytelnicy, to jest Wierzchołek Góry Lodowej, Wierzchołku, to Czytelnicy.

Wiem, że statystyki kłamią, to zło i w ogóle straszna rzecz, ale dla zobrazowania pewnych rzeczy jednak stworzę tu taka jedna malutką. W roku 2012 w Stanach Zjednoczonych wydano około 310 tysięcy tytułów (Statista), w tym samym czasie w Polsce pojawiło się ich około 27 tysięcy. Z tych 27 tysięcy circa 6,7 tysiąca to były tłumaczenia („Rynek książki w Polsce 2013”; uwaga pdf), rzecz jasna nie tylko z języka angielskiego i nie była to tylko fantastyka. Czyli tłumaczona na język polski literatura wszelkiej maści, z naukową włącznie,  to 2 procent tego co w samych Stanach w tamtym roku wydano.

Wniosek z tego jest prosty, acz wielu zdaje się o nim zapominać : tłumaczone książki, tak naprawdę, stanowią śmietankę.

Raczej żadne wydawnictwo nie decyduje się na wykupienie praw do przekładu, dokonanie tegoż i wydanie książki, która się nie sprzedała w swojej ojczyźnie. O ile więc ktoś nie czyta przypadkowych autorów amerykańskich, brytyjskich, itd. w oryginale, a polskie przekłady, to już czyta coś, co się sprzedało i sprawdziło na dziesiątkach czytelników. W przypadku autora rodzimego dostaje za to produkt, który takiej próby krwi jeszcze nie przeszedł. Dopiero ją przechodzi i robi to na naszej czytelniczej skórze.

 

Dlatego nie, niczego polskiej fantastyce nie brakuje, jest taka jak wszystkie czasem lepsza, czasem gorsza i nie ma w tym niczego niezwykłego. :)

 

Marša

Rocznik osiemdziesiąty piąty, energetyk z wykształcenia, fotograf i autorka opowiadań z zamiłowania. Koszmarna estetka, czepliwiec niecierpiący upałów. Lubi góry, woli morze, zwłaszcza na morze niż nad morze.

You may also like

  • No cóż, mi też się zdarza zapominać o tym, że w Polsce wydawany jest tylko jakiś procent publikacji… I w sumie polskie imiona nie zawsze mi pasują, zwłaszcza do fantastycznego świata – kobieto, masz rację. Jak zwykle. Piękna puenta i niechaj Twój post dotrze do jak największej liczby ludzi w Polsce. Poza tym takie uprzedzenia są nie tylko względem fantastyki, ale ogólnie wszystkich publikacji. Niestety.

    • Będę się starała dotrzeć z nim daleko :D

  • Nie lubię książek z gatunku fantazy. Filmów też nie. To totalnie nie mój gatunek literacki. Ale kiedyś sama zauważyłam ten dreszczyk, w momencie gdy czyta się książki z anglojęzycznymi imionami. Jakoś to inaczej trafia do czytelnika. A wniosek z tego taki, że to w czytelniku jest problem, a nie w książce.

    • Pisałam o fantastyce, bo to gatunek którego czytam najwięcej, najwięcej czytam o nim i, co tu dla mnie nawet ważniejsze, piszę też głównie w tych rejonach (urban fantasy, fantastyka historyczna, futurystyka, lekkie s-f), ale nie zdziwiłabym się, jakby pewne rzeczy dotyczyły nie tylko tego gatunku i nie tylko tego medium :)

      Bardzo podoba mi się wniosek jaki sformułowałaś na końcu. Lepiej bym tego nie ujęła :)

  • DonBolano

    Hmm odnośnie imion. Zgodzę się, że brzmi to dziwnie, ale chyba dlatego, że gatunek ten poznajemy głównie poprzez pryzmat Zachodu, a nie polskich twórców. A co jeśli statystycznemu Johnowi Doe George jednak się kojarzy z przygłupim kolegą z pracy albo dziwacznym sąsiadem dziadków? ;). Problemem jest to, że Polak, jak to Polak – siebie i swoich nie docenia. I tu pokutuje to, o czym wspominasz – polskie = gorsze, a w cale tak być nie musi. Z drugiej strony, ciekawe co by było, gdyby Wiedźmin nie był Geraltem a pospolitym Jankiem albo Bartkiem ;-)…

  • A ja bardzo lubię polską fantastykę, wręcz chwalę i każdemu wciskam mówiąc, że to świetne książki. Dla mnie poziom naszych rodzimych pisarzy nie różni się niczym od poziomu obcojęzycznych kolegów po fachu. I tak, mam mini ołtarzyk na którym czczę Fabrykę Słów :P Nie no, żart żartem, ale według mnie mają naprawdę dobrą selekcję i oprawę graficzną. Cud miód :)

    • Też lubię szatę graficzną Fabryki Słów. Może nie każda okładkę z osobna, bo wiele ich i pewnikiem sporej ilości nawet nie widziałam, lub się im nie przyjrzałam, ale znamienitą większość :)

  • Alva _

    A mnie zdecydowanie brakuje dobrze skonstruowanych bohaterów. Mam wrażenie (po tych książkach, które przeczytałam, a ostatnio nadrabiam sobie polską fantastykę), że polscy fantaści skupiają się na akcji, zapominając o charakterach, w efekcie bohaterowie są papierowi i nieprzekonujący. Nie można się do nich przywiązać – ba, nawet nie lubić ich nie można, bo nie wzbudzają żadnych emocji poza znudzeniem. Z przeczytanych przeze mnie ostatnio książek, tylko Wenger zasługuje na dobrą opinię. Czytałam ostatnio kilka pozycji z Fabryki słów i bardzo słabiutko wypadły. A może to ja za dużo wymagam… Dlatego uparcie wciąż wracam do Kresa, chociaż porzucił pisanie, bo u niego jest i akcja i ciekawe realia i zrealizowane pomysły, a przede wszystkim bohaterowie.
    Inna sprawa, że – mam wrażenie – wielu autorom brakuje po prostu warsztatu, żeby dobrze oddać to, co maja w głowie.

  • Ewa

    Lubię polską fantastykę i również uważam, że niczego jej nie brakuje. Fakt faktem – swego czasu polskie imiona niezwykle mnie irytowały, jednakże zmieniłam zdanie i teraz w niczym mi to nie przeszkadza ;-)

  • Jestem fanką komiksów, ale tych papierowych i książki podobnej tematyki są dla mnie idealnym sposobem na relax. Niestety wśród polskich autorów nie znam nikogo, kto pisałby ciekawym dla mnie językiem.

To jest Mendi

Mendi nie prowadzi tego bloga, za to potrafi bardzo głośno chrapać. Mendi nie jest pod wrażeniem tego co robi autorka bloga, więc obserwuje ją z kanapy. ;)

Pogłaszcz Kliknij Mendę jak chcesz pooglądać więcej mojego fotospamu na facebooku :D

Z sympatią do:

O mnie (TL;DR)

Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Soren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

W komitywie z: