„Wizyta” (M. Madsen) – co by było gdyby


O kontaktach ludzi z kosmitami nadal powstaje wiele filmów, choć coraz mniej skupia się na pierwszym kontakcie, a coraz więcej uznaje ten krok za miniony i pokazuje co może być później. Nie ma co ukrywać: ta opcja oferuje większe pole do popisu. „Wizyta” Madsena (czyli nie horror pod tym tytułem, który też wychodzi w tym roku, a dokument duńskiego reżysera, nie mylić z aktorem o tym samym imieniu i nazwisku) to film, który jednak skupia się właśnie na tym pierwszym spotkaniu i nie wychodzi za bardzo poza nie. To dokument, o wydarzeniu, które jeszcze nie nastąpiło.

Fikcja staje się faktem

Kosmici wylądowali. Ich statek dotknął naszej ziemi i co dalej?

Madsen wciągnął w swoją wizję ludzi, którzy faktycznie mogą kiedyś podejmować decyzje przy pierwszym kontakcie. Podał im swój scenariusz krok po kroku i teraz pokazuje nam jakby to wyglądało od środka. Jak sformułowałoby pierwszy komunikat prasowy? Kogo by zawiadomiono? Co trzeba zrobić, aby nie doszło do paniki? Jakie środki ostrożności by podjęto i dlaczego?

Podstawą symulacji jest to, że to obcy przylecieli z wizytą do nas, więc o ile nie mamy do czynienia z sytuacją jak w opowiadaniu „Droga niewybrana” Harryego Turtedovea, to my jesteśmy w tym kontakcie cywilizacją mniej rozwiniętą i mniej rozumiejącą. A my – ludzie – nie lubimy nie rozumieć. Boimy się tego co nieznane.

Jesteśmy tylko ludźmi

Eksperci nie próbują nas olśnić pięknie przygotowanym planem, wyciągniętym z sejfu i wypchanym mądrymi myślami, niezrozumiałym słownictwem i spisem niepojętych dyrektyw. Odpowiadają normalnie, gubią się, zastanawiają. Wszystko bez presji czasu, przecież statku tak naprawdę nie ma, ale za to bardzo prawdziwie. Bo przecież nie chodzi tylko o powiedzenie sobie dzień dobry czy czegokolwiek innego. To naprawdę wierzchołek góry lodowej, a ważna jest podstawa.

Poza tym nie mówią oni tylko o tym co wielkie i globalne, ale również o rzeczach, które dla nich byłyby ważne. O tym czego oni sami chcieliby się dowiedzieć.

Czym jest dla gości moralność? Czy mają wyobraźnię? Czy znają zapis z Voyagera? Czy obserwowali nas wcześniej? Po co tu są?

Wizyta

„Wizyta” Madsena nie wychodzi poza granice dokumentu. Nie fabularyzuje przesadnie wydarzenia, a jedynie chwilami ilustruje sytuacje, ale i w tym jest niezwykle oszczędna, pozwalając sobie na dwa rodzaje scen. Pierwsze to niemal statyczne ujęcia trochę kojarzące się z cinemagrafami. Drugie to kadry przywodzące na myśl „Odyseję kosmiczną 2001” Kubricka. Pojedynczy element w ciemności, Strauss – tworzy to klimat i przełamuje stricte dokumentalny charakter produkcji, daje czas widzowi, aby sobie przetrawił przedstawione teorie i opcje, ułożył i jednocześnie dzięki nim całość nieco mniej się kojarzy z dokumentem na Discovery Channel.

Co by było gdyby…?

Bo owszem, „Wizyta” trochę kojarzy się z produkcją Discovery lub BBC. Nic to jej nie ujmuje i po prostu należy się liczyć, że idzie się na taki właśnie pokaz. Że nie będzie fajerwerków i fabuły.

Druga sprawa to ilość i jakość odpowiedzi. W tym względzie pozostaje pewien niedosyt, choć trudno byłoby zmieścić odpowiedzi na wszystkie pytania, jakie mogą się w głowie pojawić.

Co więcej, obcy w „Wizycie” to czarna skrzynka i tak naprawdę pod istoty spoza naszej planety można podstawić niemal wszystko, co nieznane i budzące obawy, a opisane reakcje ludzi nadal będą wyglądały tak, jak je w filmie opisano. To daje nieco do myślenia, zwłaszcza w obecnej sytuacji w Europie.

 

Nie powiedziałabym, że „Wizyta” jest czymś, co trzeba zobaczyć. Raczej jest ciekawostką, na którą warto zerknąć jeśli z tych czy innych powodów interesujemy się pierwszym kontaktem. Mnie bardzo podobała się oprawa muzyczna, podobało mi się jak pokazali się eksperci, ale cały motyw „tak by niby było na pokładzie”, nakręcony klimatycznie i kubrikowsko, mnie mierził i generował więcej natrętnych pytań niż sprawiał przyjemności przy oglądaniu. Finalnie z kina wyszłam z wrażeniem obejrzenia przyzwoitego filmu, który mnie nie porwał, ale też nie zanudził.

 

No i od seansu męczy mnie jeszcze jedna myśl…

 

 

Drogie istoty z Galaktyki

Film na samym początku wspomina o tym, że od kiedy wynaleźliśmy radio i telewizję świadectwo naszego istnienia przemierza kosmos. Wobec formy dokumentu, tego jak przekazano pewne rzeczy, jakie pytania postawiono i jakie dano odpowiedzi w sumie trudno nie zacząć się zastanawiać czy to aby na pewno film dla nas, istot z Ziemi. Panie Madsen, czy pan nie nakręcił przypadkiem instruktarza jak postępować z nami, żeby nie doszło do tragedii przy pierwszym spotkaniu?

 

 


 

reżyseria: Michael Madsen / scenariusz: Michael Madsen / gatunek:  Dokumentalny / produkcja: Dania, Finlandia 2015 / czas trwania: 85 min

 

Marša

Rocznik osiemdziesiąty piąty, energetyk z wykształcenia, fotograf i autorka opowiadań z zamiłowania. Koszmarna estetka, czepliwiec niecierpiący upałów. Lubi góry, woli morze, zwłaszcza na morze niż nad morze.

You may also like

  • DonBolano

    Też pomyślałem o tych dokumentach discovery, które często oglądałem ;-). Symulacje, eksperci, różne pytania. A co do emisji dźwięków i sygnałów w kosmos. Od czasu przejścia na cyfrowe sygnały, Ziemia jest już „milczącą” planetą. Przynajmniej z taką informacją spotkałem się jakiś czas temu. Satelity zabierają sygnał i przesyłają z powrotem na powierzchnię. :-)

  • Całkowicie dla mnie jest to fantastyką która nie przerodzi się w realizm. Ale niektórzy mogą w ten inny wymiar wierzyć. Pytań by było chyba nieskończenie wiele jak i reakcji.

To jest Mendi

Mendi nie prowadzi tego bloga, za to potrafi bardzo głośno chrapać. Mendi nie jest pod wrażeniem tego co robi autorka bloga, więc obserwuje ją z kanapy. ;)

Pogłaszcz Kliknij Mendę jak chcesz pooglądać więcej mojego fotospamu na facebooku :D

O mnie w wersji TL;DR

Marša
właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Soren
tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz