Pisarskie „warto mieć” (część 2)


Część druga mojego zestawienia narzędzi pisarskich (pierwszą można przeczytać tutaj), to zestaw programów i stron internetowych, z których korzystam sama i uważam, że się przydają. Niektóre pojawiają się jako pozycje same w sobie, część to raczej kategorie, w ramach których można sobie poszukać tego, co odpowiada najbardziej. Ja mam swoich ulubieńców, jak to jest na przykład w przypadku notatnika na komórkę, ale każdy zwraca uwagę na nieco inne funkcje. Poza tym dochodzi jeszcze kwestia systemu operacyjnego. Ja na chwilę obecną korzystam z Win XP, Win 7 oraz Androida.

narzędzia pisarza – w sieci

Pinterest

Pinterest

Jest nieoceniony zarówno przy szukaniu informacji, jak przy przeczesywaniu Internetu w pogoni za inspiracją. Zarówno gdy szuka się jej na portalu, na tablicach innych osób, jak i zbiera się ją na innych stronach, których nie chciałoby się pogubić, bo choć na tablicy widzimy jedynie obrazki, to można za ich pośrednictwem przeklikać się na stronę źródłową.

Zbieranie linków na tablicach pozwala zapanować nad chaosem, a funkcja tablic prywatnych, na które nikt nam nie może zaglądać, daje poczucie komfortu, jeśli researchujemy coś, co dla postronnych wydałoby się dziwne, podejrzane i w ogóle lepiej kijem nie tykać.

pinterest.com

delicious

Delicious

Rzadko bo rzadko, ale czasami nadal spotyka się strony nie posiadające ilustracji, przez którą można by je przypiąć do ściany na Pintereście. Wtedy posiłkuję się Delicious. Strona pozwala w ramach swojego konta tworzyć dostępne on-line zestawienie ulubionych linków. Każdy może zostać opatrzony odpowiednim opisem, a co ważniejsze tagami. Najbardziej przydało mi się to, jak pisałam pracę magisterską, ale nadal od czasu do czasu wykorzystuję Delicious, do gromadzenia stron w czasie researchu.

Przeglądarki internetowe coraz częściej pozwalają na synchronizowanie list ulubionych stron pomiędzy urządzeniami, ale Delicious pozwala mieć linki do stron posegregowane online i dostępne z poziomu przeglądarki nawet na cudzym komputerze.

delicious.com

 

Google docs

Google Docs

Docsy można podpiąć pod opcje backupowani plików, ale według mnie ich największą siłą jest możliwość pracy kilku osób na jednym pliku w czasie rzeczywistym z wbudowanym obok czatem. Wiem, że są podobne serwisy dla tych, którzy nie mają ochoty zaprzedać duszy Google, ale ich nie testowałam. Google Docs za to działa przyzwoicie, póki pilki nie są za duże. Przy kilkudziesięciu tysiącach słów w dokumencie zaczęły się pojawiać problemy przy otwieraniu – trwało długo, czasami w ogóle wysypywała się jedna z wtyczek. Poza tym jednak sprawdzało się bardzo dobrze.

google keep

Google keep

Ten lub inny notatnik na telefonie. Nie edytor do dużych kawałków tekstu, ale krótkich notatek. Wiele dobrego słyszałam o Evernote, ale sama jakoś się z tą aplikacją nie polubiłam. Wizualnie Google Keep bardziej mi odpowiada i łatwiej jest mi się w nim odnaleźć z jego etykietami i kolorami. Często mam w nim te same notatki, które wcześniej zrobiłam w notesie, głównie dlatego, że produkuję sporo makulatury, którą okazyjnie wywalam z pokoju, bo się pałęta po biurku, szafkach i podłodze. Nie raz, nie dwa przed wyrzuceniem nie zauważyłam, że na pokrytej bazgrołami stronie w rogu było coś ważnego. Dlatego ważne rzeczy przepisuję do aplikacji. Poza tym w kolejce w sklepie najłatwiej jest zanotować coś na telefonie ;)

Opcją, której w keepie nie wykorzystuję, są notatki głosowe wymagające połączenia z internetem, bo aplikacja zapisuje zarówno dźwięk jak i przerabia go na tekst, a mój pakiet internetowy jest maleńki, ale myślę, że wiele osób mogło by ją polubić.

Google Keep

dropbox

Dropbox

Po pierwsze: backup! Osobiście mam na koncie między innymi jeden spalony dysk. Spalony na amen i danych z niego nie odzyskiwano, więc sporo rzeczy mi przepadło i tylko znikomą część odzyskałam chałupniczym sposobem pytania ludzi, czy ja im tego-a-tego przypadkiem nie wysyłałam i czy może nie mają jeszcze tego na dysku.

Główną zaletą Dropboxa jest to, że nie trzeba o nim pamiętać. Program chodzi w tle i na bieżąco backupuje wskazany folder. Zatem o ile działa połączenie z siecią, to nie trzeba pamiętać, aby na koniec pracy wrzucić gdzieś edytowany dokument.

Druga ważna dla mnie cecha Dropboxa, to interfejs przeglądarkowy, bo czasami korzystam z komputera, na którym nie mam zainstalowanego programu, albo chcę się dostać do pliku z cudzej maszyny. Dodatkowo od jakiegoś czasu działa tam też edycja online, acz tylko na plikach docx, więc jeśli zapisuje się w doc, to się tej funkcji nie wykorzysta.

Trzecia, mniej ważna, ale również przydatna opcja, to dzielenie się plikami i folderami z innymi ludźmi. Wygodne, gdy pracuje się nad czymś wspólnie.

Dropbox

 

Rozważałam dodanie tu edytorów tekstu jako takich, ale jak sobie pomyślałam o tych on-line, to lista się wydłużyła. Będzie z tego osobny wpis. :)

 

Tagi:
Marša

Rocznik osiemdziesiąty piąty, energetyk z wykształcenia, fotograf i autorka opowiadań z zamiłowania. Koszmarna estetka, czepliwiec niecierpiący upałów. Lubi góry, woli morze, zwłaszcza na morze niż nad morze.

You may also like

To jest Mendi

Mendi nie prowadzi tego bloga, za to potrafi bardzo głośno chrapać. Mendi nie jest pod wrażeniem tego co robi autorka bloga, więc obserwuje ją z kanapy. ;)

Pogłaszcz Kliknij Mendę jak chcesz pooglądać więcej mojego fotospamu na facebooku :D

Z sympatią do:

O mnie (TL;DR)

Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Soren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

W komitywie z: