„Głębie” – Mankell niekryminalny


Często w książkach (i nie tylko) chciałoby się wiedzieć więcej o bohaterze, o tym co mu w głowie siedzi i jak dochodzi do takich a nie innych decyzji. Mówimy, że można to było bardziej rozwinąć, że byłoby ciekawiej. Czasami przez to rodzą się fanowskie teorie, powstaje cała masa fanfiction. W „Głębiach” nie można narzekać na brak wejrzenia w bohatera, bo o tym wglądaniu one są. Tylko czy chcieliśmy wiedzieć?

Henning Mankell
„Głębie”

Czasami lepiej nie zaglądać zbyt głęboko, bo w ziemi różne rzeczy leżą i niekoniecznie chcemy je znaleźć. Ale „Głębie” nie mają zakopanego trupa. To nie kryminał, choć właśnie z tym gatunkiem głównie się Henning Mankell kojarzy. Nie oznacza to jednak, że wszyscy żyją długo i szczęśliwie, bo nie, nie wszyscy żyją długo, a i ze szczęściem jest różnie.

Ołowiany odważnik

Mankell zabiera nas w podróż z Larsem Tobiassonem-Svartmanem szwedzkim hydrologiem, wojskowym oddelegowanym do pomiarów głębokości morza Bałtyckiego i wyznaczenia nowego toru wodnego dla szwedzkich okrętów, dzięki któremu byłby one mniej narażone na stanie się przypadkowym celem starć rosyjsko-niemieckich. Trwa bowiem pierwsza Wojna Światowa, a Szwecja jest może neutralna, ale na morzu dochodzi do różnych wypadków. Poza tym nikt nie wie ile ta neutralność jeszcze potrwa i po której stronie rząd się opowie. Poglądy bohaterów na to, co lepsze, są różne – to już całkiem ciekawy smaczek w całej historii. Ale nie o tym są „Głębie”. Wojna jest tłem, siłą wyższą, która pchnęła bohatera w tę a nie inna stronę, dalej jednak decyduje on sam, a każda kolejna decyzja nie pozostaje bez znaczenia dla przyszłości. Lars Tobiasson-Svartman mierzy jak głęboko jest dno Bałtyku, marzy o znalezieniu takiego miejsca, gdzie odważnik nigdy nie dotknie ziemi, ale przede wszystkim funkcjonuje wśród innych ludzi. Obserwuje ich, ocenia i wchodzi z nimi w interakcję.

 

Im głębiej tym ciemniej

„Głębie” znalezione na stoisku taniej książki nad Bałtykiem i nad Bałtykiem czytane. Pasowało.

W „Głębiach” Mankell zagłębia się w swoim bohaterze. Tak, jest akcja, są zadania, rozmowy, cel wyższy, ale przede wszystkim jest bohater. Pierw poznajemy go z wierzchu, jak wszyscy, którzy się wokół niego znajdują. Wyrabiamy sobie opinię na bazie tego pierwszego wrażenia i lecimy dalej, obserwując jak to mierzy dno, jak go ten czy owy brzydzi, tamtego lubi, tego nie, a w wojnie, to powinni opowiedzieć się po stronie… Wojnę trudno zignorować, zwłaszcza jak podpływa niesiona falami pod sama burtę twojego statku i patrzy ci w twarz oczodołami, bo gałki oczne mewy zjadły. Ale ciągle nie o to chodzi. Im dalej w fabułę, tym więcej wiemy o Tobiassonie-Svartman.ie My wiemy, jego towarzysze wiedzą, jego żona, teść i wszyscy ci ludzie na pajęczynie jego znajomości. Sek w tym, że oni są w niej, a my nad nią. Mankell stopniowo odkrywa przed nami coraz więcej Tobiassona-Svartmana i wiele  razy musimy się zastanowić nad tym, czy nasz pierwszy osąd był słuszny. Nie żeby nas Tobiasson-Svartman swoim zachowaniem okłamał. Nie zrobił tego. Po prostu nie wszystko widać na pierwszy rzut oka.

 

Na drugi, trzeci i czwarty też nie, ale jako czytelnik jesteśmy w komfortowej sytuacji. Wiemy więcej. Tylko że w pewnym momencie ja już nie byłam pewna, czy chcę wiedzieć. Czy nie wolałabym być jak ci, których spotyka Tobiasson-Svartman na swojej drodze. Wtedy mogłabym zgadywać, czemu jego historia miała taki a nie inny finał, mogłabym usprawiedliwiać, dopowiadać i przekręcać, a tak po prostu wiem. Zanurzyłam się w tę głębię i tego nie wymażę.

Z szwedzką flegmą

Jeśli szukasz wartkiej akcji, która wciśnie ci powietrze do płuc, to niekoniecznie sięgaj po „Głębie”. Jest to opowieść bardzo, bardzo szwedzka, co poza wszelką mrocznością tkwiących w zamarzniętym Bałtyku szkierów i odległych wystrzałów z rosyjskich i niemieckich okrętów, oznacza również pewną flegmę. Rzeczy dzieją się niespiesznie. Jest dużo czasu na refleksje, a sposób pokazania wydarzeń jest niesłychanie wręcz oszczędny. Jak na przykład w tym opisie kłótni małżonków.

Not a word was spoken for two days. The maid crept round the flat, hugging the walls. Then everything returned to normal on the third day. Kristina Tacker smiled. Lars Tobiasson-Svartman smiled back.

The snow had started to melt outside.

„Depths”, H. Mankell,The New Press, Nowy Jork 2007

 

Przy okazji ten opis to cały rozdział. Nie, nie wszystkie są tak krótkie, ale niewiele ma więcej niż cztery strony. Taki podział sprawia, że wszystko wydaje się płynąć jeszcze spokojniej. Jeśli jednak masz ochotę na spokojną, ale wciąż przejmującą i szarpiącą nerwami historię, to polecam z całego serca.

Marša

Rocznik osiemdziesiąty piąty, energetyk z wykształcenia, fotograf i autorka opowiadań z zamiłowania. Koszmarna estetka, czepliwiec niecierpiący upałów. Lubi góry, woli morze, zwłaszcza na morze niż nad morze.

You may also like

To jest Mendi

Mendi nie prowadzi tego bloga, za to potrafi bardzo głośno chrapać. Mendi nie jest pod wrażeniem tego co robi autorka bloga, więc obserwuje ją z kanapy. ;)

Pogłaszcz Kliknij Mendę jak chcesz pooglądać więcej mojego fotospamu na facebooku :D

Z sympatią do:

O mnie (TL;DR)

Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Soren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

W komitywie z: