Wyzwanie pisarskie: w mroku przeszłości


Trzeba mi było przerywnika. Czegoś na wyrwanie się zapętlonych myśli o tych samych tekstach. Ot żeby mózg przewietrzyło i abym mogła spróbować złapać jakąś inną perspektywę. Na takie chwile najlepsze są wyzwania. Coś co da temat, narzuci ramy i najlepiej też da ciasny limit na znaki lub słowa, żeby się nie pogrążyć w kolejnym projekcie na tydzień, dwa lub więcej. Padło na „Wyzwanie pisarskie: W mroku przeszłości”. W skrócie zasady były następujące:
– pięć sytuacji do wyboru i należy opisać jak do wybranej doszło,
– sześć zdań, z których jedno należy jakoś zawrzeć w tekście,
– maksimum 2600 znaków ze spacjami.

Mało żeby zrobić z tego nie wiadomo co, ale całkiem akurat, żeby pobawić się słowem i rytmem, choć i tak w pierwszej wersji znaków było jakieś 3300 i musiałam ciąć, przerabiać zdania i chwała niech będzie imiesłowom. :)

 

Wybrałam sobie:

Twój bohater/bohaterka  znajduje się w jednej z poniższych sytuacji:
  Siedzi przywiązany do krzesła w obskurnym pokoju.

W twoim tekście musi znaleźć się jedno z poniższych zdań:
Strach wdzierał się w serce, dławił gardło.

 

W rezultacie mamy niefartowny przypadek Johannesa Ejsbjörna na 2596 znaków.

Enjoy! :)


 

Oto jest to, co być nie powinno i z chęcią wcisnęłoby się to pod łóżko, aby tam straszyło koszmary, ale się nie da. Więc wdziera się to do oczu i nosa w całej glorii swego rozkładu i gdyby tak dało się nie oddychać, to Johannes chętnie nie oddychałby.

Nie patrzyłby chętnie. To jest wykonalne, tylko organizm jest głupi. Dlatego patrzy na rorschachowe plamy grzyba, pleśni i łuszczącej się farby. Tu jest balonik, tu słoneczko, a tu roześmiana buzia dziecka z ząbkami z czarnych glonów. Zamyka oczy. Spokój; na chwilę. Głupie uszy łowią szelest i znów patrzy, i widzi, i nasłuchuje, i wzdraga się, i klnie, bo ostatnie szarpie nadgarstkami, w które wrzyna się sznur i wszystkiego na raz jest za wiele. Gdyby rzeczywistość zechciała się podzielić na następujące po sobie chwile, zamiast atakować wszystkim na raz; gdyby przestała pchać równoważne i między elementy, to byłby wdzięczny. Ułożyłby sobie tu i teraz, tak jak ułożył tam i wtedy.

Tam i wtedy są proste.

Tam to droga, po której obu stronach jest las, asfalt tnie prosto ku horyzontowi, a największym zagrożeniem jest łoś. Wtedy oznacza wczorajszy wieczór. Może popołudnie, ale na tych szerokościach w styczniu popołudnie nie istnieje.

Nie było łosia.

Był trumnowóz.

Volvo, które wyzionęło ducha i umarło na silnik. Chyba. Przymarzał do asfaltu póki nie zobaczył pożerających ciemność świateł. Wypaliły mu oczy, wgryzły się w mózg i powinni z nich wyłonić się obcy, ale nawet oni nie zapuszczają się na północ od Uppsali w środku zimy. Z auta wysiadła kobieta – chyba. Widział tylko wynaturzoną sylwetkę na tle jasności; kolejna rorschachowa plama. Odezwał się. To było coś głupiego. W ciszy usłyszał: proszę się nie martwić, panie Ejsbjörn – wypowiedziane tak paskudnie, że ani chybi mówiący(!) był Finem. W sumie to bez znaczenia. Potem była jasność, później ciemność, a po nich grzyb, pleśń, strach i drętwiejące dłonie i stopy.

Teraz już się nie boi.

Wcześniej strach wdzierał się w serce, dławił gardło. Wcześniej zaciskał się on sznurem tam, gdzie sznura nie było.

Już nie.

Wypocił go. Wypłakał, wzywając pomocy aż ochrypł a oczy piekły go tak, że chciałby ich nie mieć.

Teraz śmieje się ciekaw, czy ktoś słucha. Historia zna przypadki, że porywacz przepadał nim zażądał okupu za ofiarę. Johannes wolałby je zapomnieć, ale pamięć to wredna suka i zalewa go wspomnieniami, karmi wyobraźnię i oto umiera on w męczarniach, czekając na śmierć, która ociąga się, bo tylu zawałowców, tyle wypadków, tylu samobójców jest przed nim w kolejce.

Wzdycha i uśmiecha się do zgrzybiałego dziecka na ścianie.

Do wieczora wytrzyma.

Potem zacznie błagać o śmierć.

 

Marša

Rocznik osiemdziesiąty piąty, energetyk z wykształcenia, fotograf i autorka opowiadań z zamiłowania. Koszmarna estetka, czepliwiec niecierpiący upałów. Lubi góry, woli morze, zwłaszcza na morze niż nad morze.

You may also like

To jest Mendi

Mendi nie prowadzi tego bloga, za to potrafi bardzo głośno chrapać. Mendi nie jest pod wrażeniem tego co robi autorka bloga, więc obserwuje ją z kanapy. ;)

Pogłaszcz Kliknij Mendę jak chcesz pooglądać więcej mojego fotospamu na facebooku :D

Z sympatią do:

O mnie (TL;DR)

Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Soren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

W komitywie z: