Czerwiec w kinie


Zwiało mnie coś na północ w czerwcu, co w sumie nie dziwi. Lubię tamtejszy klimat i wakacje chętnie spędzam w tamtych stronach, więc zaciekawienie kręconymi tam filmami mam uzasadnione.

Na skrzyżowaniu wiatrów

reż. Martti Helde, Estonia 2014

Niesamowicie jest ten film nakręcony. Powiedzieć, że statycznie, byłoby niezłym określeniem, bo poza nielicznymi fragmentami wszystko to zatrzymane w czasie sceny, ludzie zamarli w pół ruchu, pomiędzy którymi porusza się kamera (jak w scenie w nagłówku wpisu). Zagląda im w oczy, patrzy na ręce i odsuwa się, wędruje dalej od ofiar do oprawców i znów do ofiar. Film nie zawiera dialogów, a jedynie narrację często krótszą niż trwająca scena, więc przez długie chwile jest tylko muzyka, szepty i kamera lawirująca wśród drzew, ludzi i śniegu. Treść narracji to listy. Listy kobiety wyrwanej z jej życia, oddzielonej od rodziny i zesłanej na Sybir. Kobiety dla której z chwilą wywózki czas się zatrzymał i to stanowi punkt wyjścia do formy filmu. Jedyne niestatyczne sceny, to wspomnienia tego co było wcześniej – życia z mężem i córką we własnym domu, chwil spędzonych w ogrodzie, pływania łódką i po prostu szczęścia.

Ogląda się to niesamowicie i bardzo ten film polecam.


 

Jak zatrzymać ślub

reż. Drazen Kuljanin, Szwecja 2014

Przepis na film był tu prosty. Dwoje przypadkowych ludzi, ograniczona przestrzeń przedziału w pociągu, zima za oknem tegoż (co pewnie znacząco ułatwiało kręcenie dubli itd, widok zaokienny nie oferuje bowiem żadnych szczegółów, które mogłaby zapaść w pamięć) i pięć godzin z hakiem podróży do Sztokholmu. Ciekawostką jest, że ten nieco ponad godzinny film w całości nakręcono w czasie nieco ponad pięciogodzinnej podróży pociągiem.

Skłamię, jak powiem, że nie, wcale chęć posłuchania szwedzkiego nie była jednym z głównych moich motywatorów, aby na ten film pójść.

Była.

Oznacza to, że bladego pojęcia nie miałam czego mam się spodziewać. O „Na skrzyżowaniu wiatrów” słyszałam wcześniej. O „Jak zatrzymać ślub” nie. Po prostu rzuciło mi się w oczy w rozkładzie seansów Nowych Horyzontów i uznałam, ze czemu by się nie przejść. Trudno mi zatem stwierdzić, czy film zadowala pokładane w nim nadzieje, czy może rozczarowuje. To po prostu nieco ponad godzina bycia duchem w przedziale i przysłuchiwania się jak dwójka ludzi poznaje się, dogryza sobie, zawiązuje spisek, obala flaszkę i dociera do Sztokholmu. Niby nic i o niczym, a jednak fajnie się tak z nimi siedzi, czasami chce się z nimi zaśmiać, chwilami któremuś przywalić w łeb. Ot życiowo i to mi się bardzo podobało.

Powiedziałabym, że to taka opowieść o spotkaniu dwójki osób, które w ograniczonej przestrzeni niejako musiałyby się poznać bliżej, ale sama nie wiem. Może o rodzącej się namiętności w warunkach cokolwiek przaśnych, tylko, że to mnie jakoś do końca nie przekonało. Obejrzałam, przyjęłam do wiadomości i w sumie tyle. Nikomu romansów kolejowych nie odmawiam, ale w „Jak zatrzymać ślub?” po prostu przeszło obok mnie, nie obeszło. I mogłabym się wspinać na wyżyny i szukać piątego dna, tylko że nie naszły mnie te dna w kinie, nie naszły w aucie jak wracałam, a i teraz, gdy dumam dan wpisem, wydają się trochę na siłę. Ale i bez tego film oglądało mi się miło i przyznaję, na ostatnim rozdziale (bo na nie jest film podzielony) miałam takie ciche „no i co teraz? co teraz?!” – i o to chyba chodziło. Bez fajerwerków, bez dramy, a jednak mnie chwyciło. :)

 

A, no i jak przystało na kino europejskie były seksy.

Ok. Żartuje sobie, że przystało itd., niemniej seksy były i trudno je było przeoczyć.

Co nasuwa przy okazji pytanie, czy sąsiednie przedziały były puste, czy może osoby tam siedzące nasłuchiwały, bo zdecydowanie bohaterowie nie byli cicho? ;)


Stary człowiek i może

reż. Dome Karukoski, Finlandia 2014

Trochę sobie wyobrażałam jaki ten film będzie, bo może nie doceniam Finów, ale nawet jeśli w opisie pojawiło się komedia, t przypuszczałam, że będzie ona miała w sobie ten element zadumy. Że znajdą się te chwile, gdy zupełnie do śmiechu mi nie będzie i się nie myliłam. „Stary człowiek i może” bawi, sprawia, że chce się przewracać oczami i w ogóle, ale to przede wszystkim jednak historia o niedopasowaniu. O niezrozumieniu oczekiwań, niezrozumieniu świata, któy zmienia się za szybko i w którym starszy człowiek, mający wyniesione z domu zasady i poglądy może nie umieć się odnaleźć i wcale nie zauważać tego, że nie rozumie, nie pojmuje i tyle. Może być przekonany, że wszystko działa jak kiedyś… tylko że nie działa.

Tak jest z głównym bohaterem, choć jego syn i synowa też są zagubieni, też mają swoje gorsze chwile, ale zdecydowanie wszystko krąży wokół pana starszego. To jemu niekiedy wręcz zaglądamy w myśli i trudno byłoby mu powiedzieć, że się myli. Że nie ma racji i tyle. Ma. A może raczej miał, bo świat się zmienia. Może u niego na wsi robi to wolniej, ale w Helsinkach wręcz pędzi i pewne rzeczy działają inaczej. Pewnych się już nie robi i niekoniecznie oznacza to, że coś jest przez to gorsze. Inne. Po prostu inne.

Zresztą pan starszy też ma swoje na sumieniu. Nie ma, że on święty i w ogóle.

Przyznaję, gdzieś pod koniec filmu ogarnął mnie taki smutko-żal, sprawiający że szklą się oczy.

Marša

Rocznik osiemdziesiąty piąty, energetyk z wykształcenia, fotograf i autorka opowiadań z zamiłowania. Koszmarna estetka, czepliwiec niecierpiący upałów. Lubi góry, woli morze, zwłaszcza na morze niż nad morze.

You may also like

To jest Mendi

Mendi nie prowadzi tego bloga, za to potrafi bardzo głośno chrapać. Mendi nie jest pod wrażeniem tego co robi autorka bloga, więc obserwuje ją z kanapy. ;)

Pogłaszcz Kliknij Mendę jak chcesz pooglądać więcej mojego fotospamu na facebooku :D

Z sympatią do:

O mnie (TL;DR)

Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Soren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

W komitywie z: