Wakacyjne wyzwania – 5 rzeczy, które zrobię w wakacje, choć może mi się nie chcieć


Aktualizacja: Jedyna słuszna wersja anno domini 2017 ;)

 

 

 


 

Zainspirowana wpisem Niebałaganki, spróbowałam zrobić swoją listę rzeczy do zrobienia latem, acz podeszłam do tego z dużą dozą ostrożności, bo lato to upały, a upały to pogoda gdy umieram. Przy czym upały zaczynają się u mnie już powyżej dwudziestej piątej kreski na termometrze, więc lekko nie będzie. Powinnam takie listy robić na wiosnę, ale jest jak jest. Zatem przycięłam listę do pięciu punktów, trochę mierząc siły na zamiary, trochę dając sobie miejsce na realizację pomysłów na które najdzie mnie na przykład w lipcu, bo do bycia człowiekiem ogarniającym swoje życie daleko w przód jeszcze sporo mi brakuje i może jakiś szalony pomysł dopadnie mnie pod koniec lipca?

Tymczasem w upalne, koszmarne i z gruntu złe miesiące letnie planuję kreatywnie spożytkować siły pozostałe po pracy miedzy innymi na:

Zrobienie kolczyków

W życiu zrobiłam jedne i jakoś stanęłam na tym. Niby mam niezużyte koraliki, drut mi zaśniedział, ale może się uratuje. Mam nawet kombinerki do robienia ładnych okrągłych oczek, a w dodatku mam słabość do kolczyków, więc ten zastój w ogóle nie powinien mieć miejsca. Mogę go usprawiedliwiać jedyne faktem, że moja ulubiona biżuteria to wszelka metaloplastyka, a do takich rzeczy, to póki co nie wiem nawet jak się zabrać. Pozostaje mi zatem gięcie drutu, nawlekanie koralików i nadzieja, że uszy mi się nie urwą, bo minimalizm kolczykowy nie idzie ze mną w parze, więc pewnie znów wyjdzie mi coś ciężkiego. Kolczyki ze zdjęcia trochę ważą i ciężko byłoby w nich przechodzić dwanaście godzin (ale trzy czy cztery się da :)).

 

Zrobienie scrapbooka

Ale takiego porządnego i udanego, żebym mogła jakby co zostawić odkryty grzbiet i szycie będzie tam ładnie wyglądało, a nie jak pajęczyna nici, która cudem trzyma to w kupie, i żeby dawał się otworzyć na stole (to akurat nie takie trudne), i żeby klej nie przebijał (bo się magic magiczne czasami za bardzo rozleje). Lubię taką manualną robotę, ale i tak już cierpię na nadmiar gratów w pokoju, więc ilekroć nachodzi mnie chęć na szycie i sklejanie, to dumam: co ja potem z tym zrobię? wywalę? I się zniechęcam, rezygnuję. Jednak spróbuję wakacyjnie zdusić w sobie to nastawienie.

Jeszcze nie wiem, czy zrobię po prostu notes, czy może oprawię jakieś opowiadanie, a jeśli to drugie, to czy porwę się na własne, czy może będę chodzić od człowieka do człowieka z pytaniem, czy by może nie zgodził się, abym jego tekst wzięła na tapetę.

Kaligrafię

Cudów nie będzie, ale chciałabym chociaż z pamięci wszystkie te litery umieć odtworzyć, nawet jeśli nie super równo. Już wiem, że s będzie mnie zabijać, ale co tam.

 

Ale naprawdę, małe s ma dla mnie jakieś szalone proporcje i nie potrafię się zmieścić. A może po prostu wszystkie małe litery pisze za niskie, ale tylko przy s robi się z tego poważny problem? Przekonam się.

A może za milion lat dorównam Kassandrze (link prowadzi do jej instagrama, gdzie można zobaczyć m.in. jej kaligraficzne cuda)?

Pokonanie podręcznika do estońskiego

Zaczynając go raz jeszcze od początku. Po trzecim podejściu powinnam zapamiętać ichni nieco dla mnie dziwny sposób podawania czasu. ;) Zawsze to będzie postęp! :D Póki co najdalej doszłam do rozdziału szóstego z jakiś szesnastu i jako tako pamiętam co tam było. Nie wszystkie słówka, ale jednak coś tam świta. Niemniej będzie to wyzwanie, które w dodatku wymagać będzie systematyczności, bo przeczytanie książki w dwa tygodnie – bo czas, Czas, CZAS – raczej mija się z celem.

 

Zredagowanie „Na wieki wieków – 1816” części drugiej

„na wieki wieków – 1816” To moje pierwsze i drugie NaNo listopadowe. Taka fantastyka historyczna, która pokazała mi, że jak nie chcę głupio skraca i stwierdzać pewnych rzeczy przez narratora, to muszę mieć zdecydowanie więcej scen i tekstu. I tak mi się to rozrosło z 50k słów do 100k, a to jeszcze nie koniec. Pierwsza część jest już poprawiona od dwóch miesięcy i naprawdę powinnam ogarnąć drugą, wyrównać pewne fakty, tam gdzie zmieniła mi się koncepcja, znaleźć zapomniane wątki, znaleźć punkty do przyłożenia mocniejszego akcentu i na tym fundamencie planować, co w historii ma być dalej, bo z przerażeniem odkrywam, że za bardzo nie wiem. Ogólnie – owszem. Ale w rozbiciu na główne sceny – nope. Zatem niech ogarnianie znajduje się na tej liście, żebym za długo tego nie odkładała.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Tagi: , ,
Marša

Rocznik osiemdziesiąty piąty, energetyk z wykształcenia, fotograf i autorka opowiadań z zamiłowania. Koszmarna estetka, czepliwiec niecierpiący upałów. Lubi góry, woli morze, zwłaszcza na morze niż nad morze.

You may also like

  • Cieszę się, że Cię zainspirowałam! Twoja lista prezentuje się świetnie. Kolczyki kiedyś robiłam i namiętnie przerabiałam biżuterię, a teraz rzadko kiedy ją noszę :) Trzymam kciuki za realizację Twoich planów! :)

  • DonBolano

    Czekaj, czekaj. Ten estoński… Czy to jest ten sam podręcznik, który czytywałaś w RER, jak jeździliśmy do Paryża z Les Ullis?

  • Kass

    Najbardziej podoba mi się to ostatnie ;) CHCĘ TO WRESZCIE PRZECZYTAĆ CAŁE!

    • Od poprawienia drugiej części do końca droga daleka, ale… będę się starała :)

  • Pingback: Wyzwania Wakacyjne » Marszowickie Pola()

  • Pingback: Lato, ach to ty! Wyzwania wakacyjne » Marszowickie Pola()

To jest Mendi

Mendi nie prowadzi tego bloga, za to potrafi bardzo głośno chrapać. Mendi nie jest pod wrażeniem tego co robi autorka bloga, więc obserwuje ją z kanapy. ;)

Pogłaszcz Kliknij Mendę jak chcesz pooglądać więcej mojego fotospamu na facebooku :D

Z sympatią do:

O mnie (TL;DR)

Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Soren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

W komitywie z: