Ciekawość, pierwszy stopień do zakochania


Camilla Läckberg
„Księżniczka z lodu”

Niech ktoś mi wmawia, że okładki się nie liczą. Nie ten adres. Pewnikiem w ogóle bym pani Lackberg nie kojarzyła, gdyby nie okładki jej książek, które mijane na regałach zapadły mi w pamięć. Kojarzyłam, że często widywałam je tu i ówdzie, że widziałam na stronach książkowych, a skoro tak się na mnie rzucały, to coś w tym musi być, więc jeśli można coś capnąć za 9,99zł to czemu nie. Jak pomyślałam, tak zrobiłam ze zwłoką potrzebną na wybadanie który tom z tych w promocji jest najwcześniejszy (krok, o którym zapomniałam przy „Grobowej ciszy” Indriadsona). I tak stałam się posiadaczką „Księżniczki z lodu”.

Zaczęło się bardzo plastycznie. Naprawdę zrobiło na mnie wrażenie. Może nie był to ten cios między oczy, jak u Hovsgarda, gdzie pierwsze zdanie książki to:

Była wcieleniem erotycznego snu Hitlera o idealnej aryjskiej piękności.

Jens Høvsgard, „Siódmy dzień”, Czarna Owca 2011

Ale to, jak Läckberg wprowadziła na scenę zwłoki było piękne i jak dla mnie uzasadniało tytuł. Kupiło mnie.

Nie napiszę, że miłe złego początki, bo książka nie jest zła. Postaci jest wiele i są solidnie zbudowane, watki zazębiają się całkiem zgrabnie, bohaterowie mają przeszłość i ci co bardziej związani z całym cyklem mają też zarys przyszłości. Ich charakterystyki nie ograniczają się do rzeczy stricte potrzebnych fabule. Jest tajemnica z przeszłości i więcej niż jeden wiarygodny podejrzany. Fjällbacka i Goeteborg (który z uporem maniaka czytałam w myślach jako Jattebori, bo to tak pięknie brzmi, że mam w poważaniu polską wymowę) zaprezentowane są ciekawie, a akurat nie znam żadnego z tych miejsc, żebym mogła bazować na wspomnieniach, więc czemu dałam na Lubimy Czytać ocenę przeciętna? Co mnie dopadło?!

*

10 000 000 ludzi nie może się mylić!

ale może szukać czegoś innego

*

Ano romans mnie dopadł. Może to był błąd w założeniach z mojej strony, ale spodziewałam się kryminału zmieszanego z obyczajem. Opisu życia ludzi okręconego wokół osi, jaką były te zwłoki z samego początku. Zwłoki budzące wiele emocji wśród bohaterów, zwłoki im znane i bliskie, zwłoki, które poruszały. Tymczasem dostałam raczej lekki romans, z dramatem innych i zwłokami w tle.

Oczywiście jest trup. Są podejrzani. Są historie wyłaniające się z przeszłości, zatajone niegdyś tajemnice, a także takie całkiem świeże, które tym i owym wywracają świat do góry nogami, ale przede wszystkim zauważałam, że bohaterka jest zadurzona w panu policjancie, a on w niej i może powinnam była wyciągnąć jakieś wnioski z faktu, że na Lubimy Czytać cykl jest opisany jako „Erica Falck/Patrik Hedström”, konkretnie skupiając się na znaku „/”. ;)

Sam pomysł budził niesmak, co było prawdziwie ludzkim odruchem, ale także entuzjazm, co było odruchem pisarki.

Camilla Läckberg, „Księżniczka z lodu”, Czarna Owca 2014

Ale first things first.

Erica Flack, heroina historii.

Pisarka i och jak to bardzo podniosło moją opinię o książce, bo chwilami jej przeżycia twórcze zdawały się jakieś takie bliskie, że gapiłam się w czytnik i radośnie kiwałam głową.

Erica Falck może i nie znajduje zwłok, ale zwłoki za życia były osobą nawet jej bliską. Może nie bardzo i nie ostatnio, ale to wystarczy, aby ciekawość nie pozwoliła jej złożyć kondolencji rodzinie i pójść w swoją stronę. Ciekawość wrodzona i ciekawość pisarska, a ta druga jest znacznie gorsza  bestia i bardziej pcha człowieka tam, gdzie włazić nie powinien – panna Flack jest tego doskonałym przykładem chwilami.

Camilla Läckberg – „Księzniczka z lodu”

Camilla Läckberg – „Księżniczka z lodu” – u mnie tak ładnie ta okładka nie wyglądała, bo mój kindle jest czarno-biały.

Nie wiem czemu co rusz porównuje „Księżniczkę z lodu” do „Siódmego dnia„, może dlatego, że nie czytałam jeszcze zbyt wielu skandynawskich kryminałów?, ale tak, znowu to zrobię. Bo o ile w cyklu o Sveinssonie (Indriðason) bohaterem jest komisarz reykjawickiej policji, o tyle w „Siódmym dniu” i „Księżniczce z lodu” zagłębiamy się w dochodzenie za sprawą osób generalnie mniej lub bardziej postronnych z punktu widzenia prowadzenia śledztwa. Tam jest dziennikarz, tu pisarka (i to póki co nie kryminałów, a biografii szwedzkich pisarek). Erica Flack, kobieta, którą kiedyś powinna zgubić jej własna ciekawość i pchanie palców między drzwi (i nie mam tu pretensji do pani Läckberg za postać, którą miałam ochotę chwilami kopnąć w kostkę, żeby się opamiętała, bo tacy ludzie istnieją, a wywołanie reakcji emocjonalnej w czytelniku się ceni).

Patrik Hedström, książę na karym rumaku… wróć. Księciem nie jest, a za rumaka musi mu posłużyć samochód. Niemniej powinowactwo do archetypu literackiego jest znaczne, zwłaszcza, że autorka kontrastuje dzielnego śledczego z jego przełożonym, którego nie da się lubić. I to nie tyle dlatego, że jest świnia, cham i ignorant (no dobra, to też), ale dlatego, że sposób, w jakim o nim Läckberg pisze daje jasno do zrozumienia: drogi czytelniku, tego bohatera masz nie lubić.

Komisarz Mellberg poklepał się z zadowoleniem po brzuchu i pomyślał, że dobrze byłoby uciąć sobie drzemkę. Nie miał nic do roboty, a nawet gdyby coś się znalazło, mogło poczekać.

Właśnie postanowił, że zrobi sobie przyjemność i zdrzemnie się, aby spokojnie strawić solidny obiad, ale ledwie zmrużył oczy, gdy głośne pukanie do drzwi oznajmiło, że sekretarka Annika Jansson ma do niego sprawę.

Camilla Läckberg, „Księżniczka z lodu”, Czarna Owca 2014

Pierwsze wejście Bertila Mellberga na scenę. Napisałabym, że po czymś takim gorzej już być nie mogło, ale kawałek dalej czytamy:

Bertil Mellberg trzymał słuchawkę przy uchu i patrzył a wychodząca z pokoju Annikę.

Jaka ładna. Jędrna i drobna, ale pulchna tam gdzie trzeba. Długie jasne włosy, duże piersi i kuperek jak należny. Szkoda tylko, że zawsze nosi takie długie spódnice i luźne bluzki. Może powinien jej zwrócić uwagę, że mogłaby nosić coś bardziej obcisłego. Jako szef ma przecie prawo wypowiedzieć się w na temat ubioru personelu.

Camilla Läckberg, „Księżniczka z lodu”, Czarna Owca 2014

Välkommen i Sverige. Vi har demokrati femokrati, köttbullar, volvo och IKEA.

Tak więc prawem kontrastu Patrik Hedström zyskuje w oczach przeciętnej czytelniczki (będę dyskryminowała panów, ale mam wrażenie, że większość pochlebnych ocen dla tej książki pochodzi pod płci ponoć pięknej). Poza tym Patrik jest wrażliwy na kobiece piękno i nie raz to udowadnia, zauważając w ferworze dnia powszedniego jak to któraś pani jednak piękna, choć na pierwszy rzut oka tego nie widać i w ogóle och, ach daje się tak uroczo łapać na kobiece sztuczki z cyklu „dwie godziny walczę z makijażem, żeby wyglądać świeżo i tak naturalnie, jakbym w ogóle tej bitwy z podkładem nie stoczyła”.

Jest to słodkie.

Niekiedy do poziomu, kiedy nie byłam w stanie czytać bez kubka gorzkiej herbaty pod ręką.

Mówiłam. Książę. Mądry, czuły, wrażliwy i jeszcze mundurowy!

Co nijak ma się do książki, to to, że lubię jego nazwisko. Taki fetysz.

Ta dwójka firmuje cały cykl, ale ja powinnam napisać coś o książce, jednej, pierwszej, a nie gdybać o całości, tylko nie ukrywam, że to zachwianie proporcji i okręcenie fabuły bardziej wokół odnawiającej się znajomości Eriki i Patrika, ze zwłokami Alex w roli fabularnego pretekstu, cokolwiek odebrało mi przyjemność z czytania. Chwilami.

Prawdę mówiąc, miałby większe szanse, gdyby zapił się na śmierć. Malarz nieboszczyk ma większą siłę przebicia.

Camilla Läckberg, „Księżniczka z lodu”, Czarna Owca 2014

Bardzo podobała mi się postać Andersa Nilssona i to jak odkrywana była przeszłość jego oraz Alex, jak tajemnice wyłaziły z tej przeszłości, gdzie dla dobra niektórych powinny pozostać. Śledziłam to z zaciekawieniem i nie będę się tego wypierać. Nie śmiem powiedzieć, że wątek kryminalny był w „Księżniczce z lodu” schrzaniony. Że przewidywalny i do kitu. Nie i jeszcze raz nie. Był dobry. Naprawdę. Trzymał w napięciu, wystawiał czytelniczy instynkt do wiatru, grał mi na nosie i chciałam dowiedzieć się co się Alex przytrafiło i dlaczego.

I dowiedziałam się. I miało to raczki, nóżki, a także główkę i nie zostało wyciągnięte z kapelusza.

Więc gdzie mój problem? Ano w tym, że dobrą tajemnicę za bardzo zasłonił mi Patrik zachwycający się Eriką i Erika jako taka, przesłaniająca Patrika. Myśląc o „Księżniczce z lodu” bardziej pamiętam ich kolacyjki i zachwyty sobą niż Alex, Andersa czy ich rodziny. Jak komuś odpowiada taka proporcja, to nie widzę powodów, aby miał po „Księżniczkę z lodu” nie sięgać (może poza alergią na to autorskie wbijanie literami do głowy kogo mam lubić, a kogo nie jak to było z Mellbergiem; zdarza się to pani Läckberg co jakiś czas). Dlatego w mej subiektywnej czytelniczej ocenie dałam cztery gwiazdki na Lubimy Czytać i uznałam, że niekoniecznie od razu rzucę się na kolejny tom. Poczekam na czas, jak będę miała ochotę na takie pseudo romanse z trupami w tle i wtedy z odpowiednim nastawieniem zanurkuję w następną część. Może niekoniecznie drugą w sumie. Może wybiorę coś, co zgarnia najlepsze oceny, bo czemu by nie. :)

Marša

Rocznik osiemdziesiąty piąty, energetyk z wykształcenia, fotograf i autorka opowiadań z zamiłowania. Koszmarna estetka, czepliwiec niecierpiący upałów. Lubi góry, woli morze, zwłaszcza na morze niż nad morze.

You may also like

  • Anna Siemomysła

    Lubię romanse. Nie lubię pokazywania palcem. Gdzieś tam wrzuciłam na LC na półkę „Chcę przeczytać” któryś z tomów – okładka zwróciła moją uwagę z jakiejś zaprzyjaźnionej półki patrząc na mnie. Czar okładek niewątpliwie istnieje. I teraz nie wiem, próbować się z tym?

    • Ja bym spróbowała. Sama zastanawiam się nad przeczytaniem jeszcze czegoś Lackberg, ale to jak znów trafi się jakaś duża promocja. Bo w sumie „Księżniczka z lodu” to chyba jej pierwsza książka wydana w ogóle, albo przynajmniej pierwsza szerzej znana, więc ciekawi mnie, jak jej dalej szlo. Pewne zgrzyty z tej części mogły przecież zniknąć :)

    • Odpisałam Ci, weszłam na Virtualo, a tam:

      • Anna Siemomysła

        TO ZNAK!

        • Tak to zinterpretowałam. :D

          Odpowiedź na konkurs poszła, a tymczasem chyba „Kamieniarz” zaprzyjaźni się z moim czytnikiem. :) Nie żeby tam już dwie inne szwedzkie książki nie czekały od niecałego tygodnia, bo przeceny na W.A..B. ;)

  • Agnieszka Żak

    Ja tam Lackberg lubię, bo czytałam razem z mężem „Fabrykantkę Aniołów” i choć było to ponad rok temu, to do dziś lejemy ze śmiechu, a hasło „ogarnięty jak policjanci z Fjalbacki” weszło na stałe do naszego słownika. Tak jak mówisz, wątek kryminalny w „Księżniczce z lodu” jest dobry, zwłaszcza jak się lubi takie trochę społeczne klimaty, nie zbrodnię popełnianą przez szalonego seryjnego mordercę, tylko coś głębszego. Ale wątki obyczajowe są koszmarne, a im dalej w sagę tym gorzej. Co gorsza, postaci zachowują się wyjątkowo głupio. Nie pamiętam już, co mnie tak irytowało w „Księżniczce” (bodajże to, że Erika znalazła jakiś ważny dowód przez przypadek, a bez tego śledztwo by umarło czy coś takiego?), ale w „Fabrykantce” dosłownie nikt nie myśli. Ani Erika, ani Patrik, ani żaden inny policjant. Ciężko jest kibicować bohaterom roztrzepanym jak kupa liści, kiedy wypadałoby zachowywać się poważnie i profesjonalnie, bo trup…. Ale jako lekkie czytadło nadaje się idealnie. Dla ciekawych – w podobnych klimatach, choć trochę chyba jedna lepiej, pisze Mari Jungstedt.

    • Spoiler time xD mały ale jednak

      Tak, w „Księżniczce z lodu” jest taki motyw, że znajduje tomik wierszy bodajże, który w jakiś sposób posuwa akcję na jakiś czas, ale do ostatecznego rozwiązania się nie przyczynia. Generalnie Erika jest motorem fabuły i faktycznie policja raczej tańczy dookoła i zadaje pytania, a ona znajduje rzeczy i docieka. Generalnie robi rzeczy, których nie powinna, vide szlajanie się po domu denatki, no bo wiedziała gdzie powinien być schowany klucz, więc sobie weszła. Stąd też moje skojarzenia z „Siódmym dniem”, bo tam z kolei dziennikarz tak popycha akcję i policja też raczej tańcuje w tle.

      Spoiler – koniec.

      O Jungsted nie słyszałam. Postaram się zapamiętać. Teraz czytam Thompsona, czyli autor nie z tego kraju co trzeba – Amerykanin – ale studiował i mieszka w Finlandii i o Finlandii pisze. Potem zobaczę. Mankell znowu może, bo dwie książki w promocji kupione czekają. :)

      • Agnieszka Żak

        A! Mi chyba o to wejście do domu chodziło, coś tak pamiętam.

        Generalnie swego czasu czytałam kryminałów skandynawskich na pęczki, szkoda że bloga skasowałam, to bym cię do recenzji odesłała.

        Nesbo jest ok i główny bohater wysyłany jest do różnych krajów, więc jest jakieś urozmaicenie fajne, Hjorth i Rosenfeldt „Ciemne sekrety” bardzo mi się podobały, ale ich kolejna książka już mnie rozczarowała (znowu bardzo głupio zachowujące się postaci), Dahl jest specyficzny, ale moim zdaniem dobry (mój ulubiony cytat: „Socjaldemokratyczne niebo przebrzmiałego, szwedzkiego modelu.”), Edwardson cierpi albo na słaby styl, albo na bardzo słabe tłumaczenie, bo językowo jest na granicy zrozumienia, Nesser jest dobry, „Siódmy dzień” był akurat dla mnie beznadziejny (to co główny bohater wyrabiał z żoną to jakaś patologia była), Persson pisze bardzo dziwnie i mnie nie przekonał, a Larsson to w ogóle nie jest kryminał, ale Millenium szczerze wielbię.

        To tylko w masakrycznym skrócie mogę powiedzieć :(

        • Ja późno zaczęłam skandynawskie kryminały czytać. W ogóle kryminały długo uważałam nie za swoją bajkę, ale w końcu sięgnęłam po te, bo i popularne, i budzą skojarzenia, bo trochę się regionem interesuję, trochę tam mieszkałam. W każdym razie mało póki co znam. Moim ulubieńcem jest póki co Indridason, ale zobaczymy co będzie dalej. Nesbo mam w papierze, a to oznacza, ze będę czytała długo (papierowe książki kiepsko nadają się do czytania w kolejkach i takich tam, gdzie trzeba je na szybko schować czy coś, albo do czytania w łóżku jak się nie ma lampki nocnej ;)). Dużo mi jeszcze do zgłębienia zostało, ale zaczęłam w połowie lutego, więc nie jest chyba źle :P

          Co do „Siódmego dnia” to ogólnie się zgadzam, ale pisząc o nim tutaj próbowałam ogarnąć go szerzej tak, aby złapać ogólną duńską perspektywę. Tu wyszło nieźle. Ale tak, relacje „rodzinne” tam…

To jest Mendi

Mendi nie prowadzi tego bloga, za to potrafi bardzo głośno chrapać. Mendi nie jest pod wrażeniem tego co robi autorka bloga, więc obserwuje ją z kanapy. ;)

Pogłaszcz Kliknij Mendę jak chcesz pooglądać więcej mojego fotospamu na facebooku :D

Z sympatią do:

O mnie (TL;DR)

Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Soren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

W komitywie z: