5 powodów czemu nie lubię Paryża


Wpis inspirowany próbą posprzątania galerii, bo chwilami jak patrzę na niektóre zdjęcia, to mnie skręca i tak mnie nachodzi myśl, że umieszczając je na stronie, to nie wystawiam sobie zbyt dobrego świadectwa jako aspirujący fotograf. Co prawda z próby wyszła póki co jedynie wycieczka sentymentalna.

Poniższa lista odnosi się do miasta ogólnie, bo szczególnie można by się zacząć zastanawiać kto gdzie winien bardziej: paryżanie z dziada pradziada, imigranci częściej lub rzadziej przebywający w kraju bo zasiłek socjalny jest niezły, a co do tego dokładają tabuny turystów. Próbowałam też nie wymieszać rzeczy ogólnofrancuskich z paryskimi (stąd brak na liście ton papierów ;) ).

Syf

 Każdy, kto przeszedł się od Notre Dame do Orsay czy Waterloo zaprzeczy. Ogrody Tuileries, Louxemburg – czysto, ładnie i nic tylko oczy cieszyć. Można też gratulować służbom porządkowym, że udaje się im to tam opanować, bo jeśli tak odejść nieco od centrum, musieć przejść za gare du Nord i generalnie poszlajać się po dziewiętnastej na przykład, to już tak pięknie nie jest.


Wspomnienie, jak ktoś siedząc sobie w aucie zaparkowanym przy chodniku otworzył drzwi, wyrzucił przez nie papierowe opakowanie z maca na chodnik, po czym najnormalniej w świecie odjechał nadal jest żywe w mojej pamięci.

Język, serio, to nie mit. Niestety.

Naprawdę po angielsku dogadać się w tym pięknym mieście jest trudno i to nie dlatego, że ludzie nie znają angielskiego. Nierzadko znają, ale za punkt honoru stawiają sobie go nie używać. Dwie anegdotki:

Mieszkając tam miałam telefon pre-paidowy, którego doładowanie wymagało zadzwonienia pod jakiś numer, wysłuchania gadułki, wybrania jednej z podanych przez nią cyfr, wysłuchania kolejnej partii, wybrania cyfry i tak z pięć czy siedem razy. Wszystko przy akompaniamencie trzasków i z koszmarną wymową. Przy mojej zerowej znajomości francuskiego i wrodzonym lenistwie kończyło się to spacerkiem do salonu operatora, zakupem doładowania i wręczeniem sprzedawcy telefonu z prośbą, żeby doładował, bo ja jestem głupie dziecko i zepsuję. I tak raz, w dniu w którym miałam wylecieć do domu na święta (co było przygodą samą w sobie, bo spadł śnieg, a śnieg w tym rejonie Europy podchodzi pod klęskę żywiołową) zawędrowałam do najbliższego salonu w centrum handlowym, żeby doładować telefon – bo roaming. Na moje parlez vous anglais? pan odrzekł no! i już myślał, że się mnie pozbył, ale nie. Bo tak jakby musiałam doładować telefon i nie miałam innego miejsca, gdzie bym przed lotem zdążyła to zrobić. Zaczęłam więc mieszanką słów francuskich z angielskimi wykrzywionymi francuskim akcentem wyłuszczać o co mi chodzi. Po półtorej zdania pan przyznał, że jednak po angielsku rozumie i mówi. Cud! Dar języków na niego zstąpił.

Innym razem kelner w knajpce niedaleko Luwru uraczył mnie odpowiedzią, że tak, mówi po angielsku, ale nie lubi. Cóż. Jakbyśmy robili tylko to, co lubimy…

Co ciekawe, statystycznie im bardziej francusko wyglądająca osoba i im starsza tym większe szanse, że będzie mówiła po angielsku. Dziwne ale prawdziwe.

Zamykanie konta bankowego na migi plus łamane francuskie słówka, bo w oddziale nie było ani jednej mówiącej po angielsku duszy i tylko jedna klientka nieco dukała – epickie.

Żebranie

Każdy orze jak może, wiem. Rozumiem biedę. Pieniędzy nigdy nie dawałam, ale nie raz, nie dwa, jak miałam w torbie czy to banana, czy batonik, czy coś, to zdarzyło mi się oddać komuś siedzącemu na brzegu chodnika. Ale są tacy ludzie potrzebujący, i są ci, których miałam szczerze dość. Paryż był pierwszym miastem, w którym spotkałam się z tym, że podchodzi do mnie kobieta, pyta czy mówię po angielsku i jeśli przypadkiem przytaknę, to pcha mi przed nos kartkę z tekstem po angielsku ile to ma dzieci i jak bardzo potrzebuje (do dziś dumam, kto te kartki hurtem drukował, bo ten sam tekst widziałam u wielu, wielu osób, różnił się tylko kolor papieru). Już pomijam, że pchanie mi czegoś przed nos mija się z celem, bo z odległości mniej niż 15-20 centymetrów nie widzę zbyt ostro bez okularów. Inną strategią było zaczaić się w okolicy bankomatu, albo okienka Travelexu lub innego takiego (nie za blisko, bo ochrona przepędzi) i czekać. Jak klient odejdzie, to tacy – ok, mówmy konkretnie: takie, to zawsze są kobiety – zaczynają za tobą iść i gadać, gadać, gadać i trudno nie zacząć się obawiać, że zaraz po prostu wyrwą ci torebkę, jeśli tylko ludzi wokoło zrobi się mniej, bo przecież widziały jak pobierasz gotówkę, nie wyłgasz się, że jej nie masz.

Tłumy

Z akcentem na tłumy w metrze i RER. Tłumy, które są tak zdesperowane, żeby dostać się do wagonika, że można mieć problemy, aby się z niego wydostać. Kilka razy myślałam, że mi się nie uda, bo tłum wbijał się do środka nie uznając, że ktoś może najpierw chcieć zrobić im miejsce w środku. Jestem pewna, że są osoby, które utknęły.

Mogłabym doprecyzować coś o tłumach, które zainspirowały ten punkt i byłoby to brzydkie i uogólniające, ale powiem jedynie, że mieszkałam na skraju XIX-nastej w dość wielobarwnym rejonie.

Strajki

Ten punkt jest bardzo dla mnie, nie koniecznie dla innych, bo to nie tak, że strajki zdarzają się co tydzień, ale miałam szczęście – z poznawczego punktu widzenia – załapać się na strajki związane z podniesieniem wieku emerytalnego (co zresztą zainspirowało powstanie opowiadania „Złoty rocznik”, które siedzi w „Powidokach”) i działo się oj działo. I alarmy o podłożonych bombach były i w ogóle. Nie wiem jak to wyglądało poza stolicą Francji, ale w stolicy oglądanie kolejek na stacjach benzynowych ciągnących się poza ich teren i wyjeżdżających na ulicę, czekanie na metro czy RER jeżdżące w trybie jedno na trzy w rozkładzie (jeśli w ogóle) – tak to robiło wrażenie, ale nie wspominam tego dobrze.

 

5 powódów, czemu jednak lubię to miasto już siedzi w draftach ;)

Tagi:
Marša

Rocznik osiemdziesiąty piąty, energetyk z wykształcenia, fotograf i autorka opowiadań z zamiłowania. Koszmarna estetka, czepliwiec niecierpiący upałów. Lubi góry, woli morze, zwłaszcza na morze niż nad morze.

You may also like

  • Siem

    To ja czekam na powody do lubienia ;)

  • DonBolano

    No to ładnie mnie prowadziłaś po mieście, tylko po czystych dzielnicach ;). hehe

  • Pingback: 5 powodów czemu lubię Paryż()

  • Jestem świeżo po lekturze Twojego wpisu dotyczącego angielskiego we Francji, nic dodać nic ująć… ale za to motywacja do nauki francuskiego jest tutaj genialna ;)

To jest Mendi

Mendi nie prowadzi tego bloga, za to potrafi bardzo głośno chrapać. Mendi nie jest pod wrażeniem tego co robi autorka bloga, więc obserwuje ją z kanapy. ;)

Pogłaszcz Kliknij Mendę jak chcesz pooglądać więcej mojego fotospamu na facebooku :D

O mnie w wersji TL;DR

Marša
właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Soren
tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

. . .

Tru story of my life ;)

więcej komiksów Mileny czai się po drugiej stronie kliknięcia