5 powodów czemu lubię Paryż


Było na nie, to powinno być na tak.

 

Sekwana, tu akurat na kawałku bez obniżonego nabrzeża, ale i tak ładna. :)

Sekwana, tu akurat na kawałku bez obniżonego nabrzeża, ale i tak ładna. :)

Nabrzeże Sekwany

Wielbię. Mieszkam w mieście pełnym rzek, ale rzeczone miasto ciągle siedzi trochę rzycią do nich, podczas gdy Paryż siedzi na Sekwanie i jedną z najprzyjemniejszych rzeczy w weekend było przejść się po centrum, zakupić chińczyka na wynos, piwo i usiąść sobie w słoneczku na kamiennym, cieplutkim nabrzeżu Sekwany na przykład niedaleko Notre Dame i sobie szamać i czytać. Bajka.

Architektura

Lubię fotografować architekturę. Może dlatego, że nie ucieka z kadru, najwyżej trzeba poczekać aż bardziej żwawy okaz niemartwej natury z tego kadru wyjdzie. W kwestii rozległości ładnej, starej zabudowy Paryż po prostu rozpieszcza.

Komunikacja

Przyznaję, że rozbestwiła mnie ona strasznie. To był już te stan, gdy konieczność czekania pięć minut na metro jawiła się jako „jeny, ale taaaaaak dłuuuuugo?”, bo w szczycie wiele linii podjeżdża co minutę, a i tak pełne ludzi, że ścisk jak w puszcze sardynek. W oleju. Kierowcy autobusów też zapisali mi się dobrze w pamięć nie raz i nie dwa czekając na dobiegającego (trzeba się pogodzić, rozkład autobusów w paryskiej aglomeracji działa trochę jak sugestia, zwłaszcza poza godzinami szczytu).

 

Atmosfera

Nie znam francuskiego, dukam jakieś tam pojedyncze zdania, których nauczono mnie w sklepach na przykład (tak, tak, dziękuje sprzedawcom z trójkąta 19-naste, Aubervilliers i Pantin, którzy chcieli gadać po angielsku i potem kazali mi powtarzać po nich po francusku :) ), a i tak atmosferę miasta doceniam. Podejrzewam, że gdybym gaworzyła po francusku, to doceniałabym ją jeszcze bardziej. Można pogadać nad Sekwaną, można się pośmiać i spotkać bardzo ciekawych ludzi.

Zakupy żarciowe

Chodzi mi o różne ciekawe rzeczy, jakie udało mi się kupić zwłaszcza gdy mieszkałam w dziewiętnastej po sąsiedzku z kilkoma sklepami chińskimi (krzaki na witrynie, krzaki w środku, a w jednym znalazłam nasze magi; nasze jak w „polskie słowa na etykietce, zobaczone w miejscy, gdzie się tego nie spodziewałam, więc miałam zawias” :)), były też hinduskie i wiele innych, bo w okolicy Porte de la Villette mieszkało dużo imigrantów i przywieźli swoją kuchnię.

Znalezienie Maggi w chińskim spożywczaku we Francji zaskoczyło mnie na tyle, że zrobiłam zdjęcie ;)

Znalezienie Maggi w chińskim spożywczaku we Francji zaskoczyło mnie na tyle, że zrobiłam zdjęcie ;)

 

Poza tym targi. Miałam dwa. Jeden po stronie ronda przynależnej do Pantin, drugie po stronie Aubervilliers, a we wcześniejszym miejscu zamieszkania, też się dało je znaleźć. Targi odbywające się w określonych dniach tygodnia, ze straganami pełnymi warzyw, owoców, a także łyżek itd. Uwielbiam atmosferę przechadzania się między straganami. Uwielbiam tak robić zakupy, dumać nad kolejnym obiadem i bardzo mi tego w moim obecnym miejscu zamieszkania brakuje.

 

Tagi: ,
Marša

Rocznik osiemdziesiąty piąty, energetyk z wykształcenia, fotograf i autorka opowiadań z zamiłowania. Koszmarna estetka, czepliwiec niecierpiący upałów. Lubi góry, woli morze, zwłaszcza na morze niż nad morze.

You may also like

  • DonBolano

    Czyżbyś lepiej wspominała ten rok, w którym mieszkałaś bliżej centrum Paryża? Les Ullis mniej miejsca w Twojej pamięci zostawiło? ;)

    • W Les Ulis niewiele było. xD Carefour, park ummmm… Uczelnię w sumie już miałam w Orsay, ale sama uczelna na kolana nie powalała. Wiadukt był w sumie ładny, ale nie wiem czy on należał do miejscowości i ściana… ta ściana co nawet na p-l.pl kiedyś została nagrodzona (http://mlaasik.eu/w-kadrze/ile-de-france-2010/#jp-carousel-4407 )
      Poza tym miało być o Paryżu, nie Les Ulis, Orsay, Massy i innych, będących bliżej peryferyka zewnętrznego i na skraju regionu :D

      • DonBolano

        Les Ullis i Orsay miało swój urok. Było takie spokojne, zupełnie inne niż Paryż. Ale częste dojazdy RERem były nawet fajne. Miały swój klimat. Pamiętam, jak z dworca mnie wiozłaś najpierw RERem C (tym najnowlniejszym?) i fajnie było widać wieżę i oświetlone miasto :-). No i ten kulturowy misz-masz w metrze czy kolejce. W jednym wagoniku można było spotkać kogoś, kto wyglądał jak czarny charakter z kina azjatyckiego, totalnie francuskiego kolesia w kaszkiecie, wąsikiem i okrągłych okularkach (w dodatku o posturze Tadeusza Norka) czy tam nie wiem, kogo jeszcze. Pewnie się sporo gapiłem, ale to robiło wrażenie.

        • O RER-ach, to można by się rozpisywać. I tak, ten turystyczny, to był C, żółty :) Kilka razy jeździłąm nim bez celu, ot żeby sobie popisać opowiadania ze zmieniającymi się widokami za oknem :D

  • Milena Górska

    Dodałabym jeszcze bagietki – wszędzie i w każdych ilościach :P

    • Byle świeże, czyli do kilku godzin od kupienia, bo na następny dzień to tylko hot-dogi można z nich robić.

      Albo wbijać nimi gwoździe. :|

      • Po przeczytaniu komentarza wyżej miałam napisać to samo, ale i tak świeże bagietki uwielbiam :))

        • Świeże sa super, a potem się je drąży, podgrzewa, wkłada parówke i je dalej. Jeśli zostaną po takim procesie to cóż… :P Ale kiedy zetknęłam się z tymi najtańszymi bagietkami zrozumiałam skąd się wzięły tak zwane francuskie hotdogi :)

  • Kocham Paryż i kiedyś tam pojadę :D

  • Oj za architekturą bym na pewno ganiała i pstrykała niczym japoński turysta, a zresztą nie tylko za nią. Fascynuje mnie wszystko co nie znane.

  • Pingback: 5 powodów czemu nie lubię Paryża » Marszowickie Pola()

To jest Mendi

Mendi nie prowadzi tego bloga, za to potrafi bardzo głośno chrapać. Mendi nie jest pod wrażeniem tego co robi autorka bloga, więc obserwuje ją z kanapy. ;)

Pogłaszcz Kliknij Mendę jak chcesz pooglądać więcej mojego fotospamu na facebooku :D

Z sympatią do:

O mnie (TL;DR)

Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Soren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

W komitywie z: