Karkonosze ° 10.2014


Tallinn. Powinien być Tallinn, ale jakoś nie wyszło i cóż… Chronologia rzecz fajna, ale się o nią zabijała nie będę, a wyjazd w góry był nieco spontaniczny. Po prostu dopadło mnie jednego dnia, że trzeba mi przestrzeni. Trzeba mi jej jak w „potrzebuję widoku na kilometr czy pięć”. Trzeba mi nawet bardziej niż to, co widać ze szczytu Ślęży (a przez drzewa wiele tam nie widać tak), więc padło na Karkonosze. Bo blisko i bo je znam, a mając w perspektywie samotną wycieczkę i pierwsze chodzenie po górach ze statywem i canonem (a kondycji nie mam w ogóle), to wolałam sprawdzone rejony. Gdzie się w te Karkonosze pchać, było już oczywiste. Nie było mowy, żebym nie weszła na Słonecznik i nie ruszyła z niego ku Odrodzeniu. Że to był październik, to na powrót przez Borowice się nie porwałam, wróciłam własnym tropem znów na Słonecznik, rozpędziło mnie pod Dom Śląski, gdzie rzesze ludzi przeraziły mnie zupełnie i zawróciłam, aby wrócić przez Strzechę Akademicką. W sumie ciągle nie wiem, czemu nie zeszłam Łomnicą… chyba przez widoki. Byłoby ich zdecydowanie mniej.

A widokami mnie ta wycieczka porozpieszczała. Pogoda była piękna, ludzi co prawda chwilami zdecydowanie za dużo, ale i tak ani przez chwilę nie żałowałam, że targam w plecaku ponad trzy kilogramy aparatu (o statywie nie wspominając).

Marša

Rocznik osiemdziesiąty piąty, energetyk z wykształcenia, fotograf i autorka opowiadań z zamiłowania. Koszmarna estetka, czepliwiec niecierpiący upałów. Lubi góry, woli morze, zwłaszcza na morze niż nad morze.

You may also like

To jest Mendi

Mendi nie prowadzi tego bloga, za to potrafi bardzo głośno chrapać. Mendi nie jest pod wrażeniem tego co robi autorka bloga, więc obserwuje ją z kanapy. ;)

Pogłaszcz Kliknij Mendę jak chcesz pooglądać więcej mojego fotospamu na facebooku :D

Z sympatią do:

O mnie (TL;DR)

Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Soren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

W komitywie z: