Lato, ach to ty! Wyzwania wakacyjne


Nadszedł ten czas w roku, gdy zaczynam odnotowywać wejścia na Pola, bo ludzie wyszukują frazę "wyzwania wakacyjne". Dwa lata temu popełniłam wpis z nimi zainspirowana przez Niebałagankę, rok temu poszłam siłą rozpędu, a w tym wyciągnęłam wnioski z roku zeszłego, bo z trzema dekadami na karku, to człowiek jednak powinien już umieć uczyć się na własnych błędach (ekhu ekhu ekhu). A zatem oto tegoroczna lista propozycji.  

Strażnicy Galaktyki vol. 2 – bardzo sympatyczny film, ale…


Długo myślałam czy pisać ten wpis, czy dać sobie siana. Strażnicy Galaktyki vol. 2 do kin weszli ponad miesiąc temu. To szmat czasu gdy mówi się o filmach. Ba! Sama obejrzałam ich w pierwszy weekend maja, a tu czerwiec leci i wszyscy już wszystko chyba napisali, a ja skisłam, no ale... To był fajny film. To był cholernie fajny i nie żałuję kasy wydanej na bilety oraz czasu spędzonego w kinie. Ubawiłam się i uchachałam jak film długi, pełen zachwyt, co jednak nie zmienia faktu, że  subtelność w przemycaniu dość kluczowych elementów fabuły w scenariuszu przyprawiła mnie o kilka zmarszczek i z jeden faceplam. A w dodatku miesiąc po obejrzeniu ciągle mnie te rzeczy gnębią. To powiedziawszy chcę powiedzieć, że to tu, to nie jest recenzja, nie jest nawet opinia czy refleksyja z głębi trzewi. Raczej rozkmina nad paroma punktami scenariusza, które tu jakoś dały radę, ale generalnie należy się ich obawiać.   A! będą spoilery. Takie se, ale będą.  

Road trip dookoła Islandii – Północ


Pół roku temu byłam na Islandii — to bardzo słaby początek wpisu, bo o takiej wycieczce chyba powinno się mówić z wypiekami na twarzy już w dzień po powrocie, ale ten tego i tu tam tamto. Najpierw utknęłam w zatchnięciu, bo mi słów zabrakło do opisania jak tam pięknie było. Potem utknęłam w obróbce zdjęć, bo jedno to obrabiać śliczne RAW-y z Canona, a drugie obrabiać JPG z komórki, bo drugiego dnia wycieczki Canon postanowił wyzionąć ducha. Tym optymistycznym akcentem zaczynając relację nurkujmy dalej.

Jak Niezatapialna wypłynęła na wodę – rozmowa z Anną Hrycyszyn


Nie będę wam wciskać kitu o nie wiadomo jakim spotkaniu i zakochaniu się w powieści oraz pełnym drżenia serca postanowieniu zagadania do autorki Zatopić "Niezatapialną", bo owszem, znam Annę nie od wczoraj, miałam okazję to i owo o powstawaniu Niezatapialnej słyszeć, gdy jeszcze była pisana, potem poprawiana, a potem rozsyłana i gdy wchodziła w burzliwy, piękny czas procesu wydawniczego. Ale nawet mając taki wgląd przez dziurkę od klucza byłam pewnych rzeczy ciekawa i tak, ciekawość to pierwszy stopień do piekła, ale... I tak zrodziła się myśl, że skoro ja jestem ciekawa, to może ktoś inny też jest ciekaw, a jeśli tak, to mym blągerskim obowiązkiem jest spróbować tę ciekawość zaspokoić. I tak oto przepytałam Annę na okoliczność powstawania Niezatapialnej, lęków, radości i tego co będzie dalej.  

Podziel się człowieku, czyli Share Week 2017


Tak, to już wiosna, czyli Share Week, a zatem będę polecała blogi, którym chętnie nabijam wejścia, w których się zaczytuję i uważam, że inni też powinni poświęcić im chwilę uwagi. Zaczynając jednak od początku, Share Week to akcja wymyślona i od kilku lat z powodzeniem prowadzona przez Andrzeja Tucholskiego, której ideę można podsumować tytułem poświęconego jej w tym roku wpisu – Twórcy polecają twórców. Jest to też niepowtarzalna okazja, aby w końcu uporządkować swoją kolekcję na feedly... przynajmniej dla mnie. Ale przechodząc do mięska, czyli do meritum sprawy, moje zgłoszenia w kolejności absolutnie przypadkowej, oraz garść linków nie zgłoszonych, ale wartych uwagi.

Ten kawałek drewna pochodził z ostatniej wyprawy. Nadal nie wiedział do kogo mogła należeć ta łódź, z jak daleka morze przyniosło deski i ilu zginęło. Dlatego rzeźbił Suvinnę. A przynajmniej tak sobie powiedział. Wszystkie figury, jakie wyrzeźbił na ołtarzu w Högkyrka były tylko jego wyobrażeniami. Ta w jego dłoniach przedstawiała dokładnie ten sam poziom autentyczności i przywoływała za dużo wspomnień. Zacisnął mocniej dłonie i oddychał głęboko. Ulrike kiedyś śmiała się, że w sumie kłamie, rzeźbiąc każda kolejną twarz i nadając im wymyślone rysy. Albo co gorsza upodabnia świętych do mieszkańców Hvitvannetvik. Spojrzał uważnie na twarz figurki. Na krótki nos, łagodny łuk brwi i wąskie usta. Zaklął.

(Tryggve)

Tradycyjnie, samodzielnie czy vanity publishing


Wrzuciłam sobie w wujka Google hasło jak wydać książkę, w nadziei znalezienia jakiejś ładnej infografiki i zwięzłego gryzienia się w krtań wszystkich możliwości. Pierwsza strona wyników składała z czterech reklam z czego dwie dotyczyły wydawnictw spod flagi vanity, jedna przekierowywała na inną wyszukiwarkę, a czwartą sponsorowało Ceneo i książka „Jak wydać książkę w Krainie Smoków”, która mogłaby być odpowiedzią na pytanie, które zadałam wujkowi, ale zrobiłaby to w pięćdziesięciu jeden stronach. Spróbuję to nieco skondensować.

„Belle epoque” – Wiwisekcja fabularna odcinka drugiego


A zatem będzie o Belle epoque, czy raczej jedynie o drugim odcinku Belle epoque.  Wypowiadanie się o serialu po obejrzeniu jednego odcinka, w dodatku drugiego, zakrawa na jakąś bezczelność, więc przyjmijmy proszę, że truje tylko i wyłącznie o odcinku drugim właśnie. Będę udawała, że może pierwszy był lepszy (czytałam twittera, wiem że nie bardzo) i że kolejne będą cudowne (rodzina drugi raz raczej nie pozwoli mi zaanektować telewizora w ich pokoju, abym mogła obejrzeć dalsze poczynania bohaterów). Tyle jeśli chodzi o wstępniak. A teraz skalpel w dłoń i tniemy Belle epoque odcinek drugi.

A akcja będzie działa się w…


Miejsce akcji to taka fraza, która zakorzeniła mi się w pamięci gdzieś we wczesnej podstawówce, gdy nauczycielka raz za razem kazała podać czas i miejsce akcji omawianej lektury. I tu zostawię szkołę i jej kanon lektur, który już nie obowiązuje i nie jest potrzebny do rozbicia młotkiem gówna, które zowie się "stworzę sobie miejsce akcji, ale niekoniecznie świat" – czyli nie będzie tu fantasy itp. itd. et cetera, bo to temat szeroki, głęboki i nie na dzisiaj. Będzie bardziej swojsko i zahaczy o realia w powieści, bo jedno się z drugim łączy. Wyciągając przykłady z szafy będzie o dwóch miastach, którym żadna ilość taśmy izolacyjnej nie pozwoli nie spłynąć z mapy i jednej wisi, która niestety nie istnieje.  

Ekspres Polarny Tkt48-18


Fotograficzny rok 2017 czas zacząć i to nie byle jak, bo dzięki Wroclovers wybrałam się zabytkową lokomotywą Tkt48-18 z dopiętymi wagonami z lat 1928-30 w podróż do Kłodzka. Kłodzko, jak Kłodzko – byłam już tam kiedyś i choć mam sentyment i fajnie było wrócić zimową porą, to jednak nie ono sprawiło, że zeskrobałam się o szóstej rano w niedzielę, żeby pędzić autem do Jaworzyny Śląskiej, skąd odjeżdżał nasz ekspres polarny.