Geostorm i oż, co tam się nie działo


Chyba obejrzałam film, którego scenariusz powstał jako NaNo. Ale tak totalnie i absolutnie, i teraz będę szła przez mękę, aby nie wylać tu całego wiadra spoilerów. A to nie takie proste, bo fabularna koncepcja i subtelność tego filmu ma w sobie coś z szyny tramwajowej. I nikt chyba się nie spodziewał wybitnej głębi, po filmie katastroficznym, jakim jest Geostorm, ale... Ale...

Worldwide Instameet 2017 z Wroclovers


Nie lejąc przesadnie wody, bo i nie bardzo jest sens, rzucam w was zdjęciami jakich u mnie generalnie jest mało. Gdzieś tam sobie przy okazji trzasnę fotkę kwiatka z bliska, ale właśnie raczej "przy okazji" a nie tak, że cała galeria składa się niemal wyłącznie z takich kwiatków. A tymczasem... ;) Tymczasem Wrocloversowe wyjście w teren w ramach Worldwide Instameet 2017 było do ogrodu botanicznego, więc są kwiatki. Dużo kwiatków.

Żarcie i widoki, czyli Dworzysko i Szczawno-Zdrój


Trzy dychy na karku, a ja jakoś jeszcze nigdy wcześniej w Szczawnie-Zdrój nie byłam. Zważywszy, że to tylko jakieś osiemdziesiąt kilometrów od Wrocławia, to tak trochę słabo, ale co było, to było. Zwłaszcza, że w końcu nadrobiłam te zaległość i to w nie byle jakich okolicznościach i przy pogodzie, o jaką tej jesieni trudno. A przy okazji odwiedziłam Dworzysko. :)  

Enusia i przyjaciele


Pojazdy szynowe to nie tylko pociągi, choć Tekatka jest piękna i uwielbiam ją fotografować, to absolutnie nie zamierzam się ograniczać. A skoro tak, to dziś na bloga wjeżdża Enusia. Enusia to tramwaj z 1960 roku, którym miałam okazję pojeździć w nocy z 22 na 23 września. Zważywszy, że tramwajowe linie nocne obecnie we Wrocławiu nie istnieją, to było to podwójnie niesamowite doświadczenie, z którego mam zamiar wyciągnąć to i owo do jakiegoś opowiadania, ale to kiedyś... Tak, kiedyś, to tu słowo kluczowe. Takie w grudniu popołudniu, jeśli wziąć pod uwagę, jak mi ostatnimi czasy wszystko idzie...

Ta zła, zła korpo – czyli o korporacjach w fabule


To mógłby być wpis do serii artykułów o tym jak to się tych złych pisze, ale ja mam pewien problem ze złymi, znaczy zwykle chcą całkiem dobrze, tylko wychodzi jak wychodzi (lub nie wychodzi) i generalnie nie jestem najlepszą osobą, aby zmóżdżać ten temat. W czym dobra jestem, to w gonieniu logiki, a ta często, gęsto w historiach spod znaku te złe korporacje, co przejmują władzę na światem i w ogóle samo zło nawala. A to boli. Bardzo.

Lato, ach to ty! Wyzwania wakacyjne


Nadszedł ten czas w roku, gdy zaczynam odnotowywać wejścia na Pola, bo ludzie wyszukują frazę "wyzwania wakacyjne". Dwa lata temu popełniłam wpis z nimi zainspirowana przez Niebałagankę, rok temu poszłam siłą rozpędu, a w tym wyciągnęłam wnioski z roku zeszłego, bo z trzema dekadami na karku, to człowiek jednak powinien już umieć uczyć się na własnych błędach (ekhu ekhu ekhu). A zatem oto tegoroczna lista propozycji.  

Strażnicy Galaktyki vol. 2 – bardzo sympatyczny film, ale…


Długo myślałam czy pisać ten wpis, czy dać sobie siana. Strażnicy Galaktyki vol. 2 do kin weszli ponad miesiąc temu. To szmat czasu gdy mówi się o filmach. Ba! Sama obejrzałam ich w pierwszy weekend maja, a tu czerwiec leci i wszyscy już wszystko chyba napisali, a ja skisłam, no ale... To był fajny film. To był cholernie fajny i nie żałuję kasy wydanej na bilety oraz czasu spędzonego w kinie. Ubawiłam się i uchachałam jak film długi, pełen zachwyt, co jednak nie zmienia faktu, że  subtelność w przemycaniu dość kluczowych elementów fabuły w scenariuszu przyprawiła mnie o kilka zmarszczek i z jeden faceplam. A w dodatku miesiąc po obejrzeniu ciągle mnie te rzeczy gnębią. To powiedziawszy chcę powiedzieć, że to tu, to nie jest recenzja, nie jest nawet opinia czy refleksyja z głębi trzewi. Raczej rozkmina nad paroma punktami scenariusza, które tu jakoś dały radę, ale generalnie należy się ich obawiać.   A! będą spoilery. Takie se, ale będą.  

Road trip dookoła Islandii – Północ


Pół roku temu byłam na Islandii — to bardzo słaby początek wpisu, bo o takiej wycieczce chyba powinno się mówić z wypiekami na twarzy już w dzień po powrocie, ale ten tego i tu tam tamto. Najpierw utknęłam w zatchnięciu, bo mi słów zabrakło do opisania jak tam pięknie było. Potem utknęłam w obróbce zdjęć, bo jedno to obrabiać śliczne RAW-y z Canona, a drugie obrabiać JPG z komórki, bo drugiego dnia wycieczki Canon postanowił wyzionąć ducha. Tym optymistycznym akcentem zaczynając relację nurkujmy dalej.

Jak Niezatapialna wypłynęła na wodę – rozmowa z Anną Hrycyszyn


Nie będę wam wciskać kitu o nie wiadomo jakim spotkaniu i zakochaniu się w powieści oraz pełnym drżenia serca postanowieniu zagadania do autorki Zatopić "Niezatapialną", bo owszem, znam Annę nie od wczoraj, miałam okazję to i owo o powstawaniu Niezatapialnej słyszeć, gdy jeszcze była pisana, potem poprawiana, a potem rozsyłana i gdy wchodziła w burzliwy, piękny czas procesu wydawniczego. Ale nawet mając taki wgląd przez dziurkę od klucza byłam pewnych rzeczy ciekawa i tak, ciekawość to pierwszy stopień do piekła, ale... I tak zrodziła się myśl, że skoro ja jestem ciekawa, to może ktoś inny też jest ciekaw, a jeśli tak, to mym blągerskim obowiązkiem jest spróbować tę ciekawość zaspokoić. I tak oto przepytałam Annę na okoliczność powstawania Niezatapialnej, lęków, radości i tego co będzie dalej.